O przedstawienie transparentnych zasad przekształcania szpitali jednoimiennych, a także o reorganizację ich pracy tak, aby oddziały specjalistyczne mogły przynajmniej częściowo funkcjonować w normalnym trybie i realizować kontrakty z NFZ, apeluje Naczelna Rada Lekarska (NRL).
Samorząd lekarski przekonuje, że obecne możliwości zabezpieczenia przed zakażeniem personelu i pacjentów pozwalają na inną organizację pracy szpitali jednoimiennych. Wskazuje, że ich oddziały pozostają dziś często opuszczone – bez pacjentów, a nierzadko bez personelu, który czuje się mniej potrzebny.
Tymczasem, jak przypomina, obok opieki nad zakażonymi istnieje pilna potrzeba pomocy pozostałym chorym. Dlatego NRL chce przywracania statutowej działalności placówek przekształconych w szpitale jednoimienne. Domaga się też podjęcia pilnych działań, także legislacyjnych, które wskażą perspektywę dla pracującego tam personelu, przekonując, że bez odpowiedniego zabezpieczenia kadr medycznych funkcjonowanie tych jednostek w trakcie i po epidemii nie będzie wkrótce możliwe.
Reklama
To już kolejny głos w sprawie szpitali przekształconych w zakaźne. Zaniepokojenie przyszłością finansową placówek leczących tylko chorych na COVID-19 wyrazili także ich dyrektorzy w liście do ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego.
Przypomnijmy, że od czerwca szpitale jednoimienne są stopniowo wygaszane. Część ekspertów przekonywała, że ich powoływanie w takiej liczbie (w sumie 22) było działaniem na wyrost, nie były one bowiem w pełni obłożone. Przeważają opinie, że choć sprawdziły się na początku epidemii, ich utrzymywanie w dotychczasowej formule nie jest konieczne – nawet biorąc pod uwagę spodziewaną kolejną falę epidemii. Sami dyrektorzy zwracają zaś uwagę na problemy związane m.in. z finansowaniem i odpływem personelu.
Do wspomnianego listu i sytuacji finansowej placówek jednoimiennych odnosił się w zeszłym tygodniu Wojciech Andrusiewicz, rzecznik Ministerstwa Zdrowia. Zwracał uwagę, że w styczniu i lutym 22 placówki, które potem zostały przekształcone w jednoimienne szpitale zakaźne dla pacjentów z COVID-19, odnotowały miesięczne przychody na poziomie 284 mln zł. Podczas pandemii ich przychody wzrosły do 434 mln zł miesięcznie. Różnica miesięczna w przychodach szpitali to 150 mln zł – za trzy miesiące epidemii (marzec, kwiecień, maj) to ponad 450 mln zł dodatkowych przychodów. W styczniu i lutym placówki te odnotowały stratę na poziomie 135 mln zł, podczas gdy za okres od marca do maja miały zysk powyżej 200 mln zł. Średnio na jeden szpital oznacza to zysk 9 mln zł.
Warto w tym kontekście wskazać, że w jednoimienne zostały przekształcone szpitale zarówno w dobrej kondycji finansowej, jak i bardzo zadłużone. Dla części dodatkowe pieniądze z resortu były deską ratunkową, ale dla innych wstrzymanie normalnej działalności może się okazać gwoździem do trumny.