- Do tej pory resort zdrowia wydał na sprzęt 600 mln zł. Kupiono respiratory, kardiomonitory, testy, środki ochrony osobistej - mówi Janusz Cieszyński, wiceminister zdrowia.
Ludzie ruszyli na majówkę. Nie boicie się, że będzie nagle boom chorych?
Najważniejsze, abyśmy trzymali się wytycznych.
Reklama
Wbrew zakazom można było wynająć kwatery.
Przepisy w tym zakresie są jasne, a ewentualne ich naruszenia to zadanie dla odpowiednich służb. Ale monitorujemy sytuację i w danych za około tydzień będziemy widzieć, czy mamy istotny wzrost zachorowań. Po pierwszej fazie odmrożenia takich wzrostów nie odnotowaliśmy.

Reklama
Ile wynosi dopuszczalny wzrost? Żeby można było dalej odmrażać?
Obecnie mamy między 250 a 450 przypadków dziennie. I to się nie zmienia. Ale ważny jest też wskaźnik R mówiący o liczbie osób, którą zaraża jeden chory. Obecnie jest w przedziale 1,05–1,3 – kluczowe, aby ta wartość dalej malała.
Kiedy fryzjerzy będą mogli legalnie przyjmować?
Plan mówi o trzecim etapie. Kiedy wprowadzamy zmiany, na obserwację potrzebujemy minimum tygodnia, potem konsultacje i zmiany prawne. Czyli najwcześniej za dwa tygodnie.
W międzyczasie mogą być wybory. Jak one powinny wyglądać?
Gdy Senat uwolni ustawę o wyborach korespondencyjnych, będziemy mogli wydać rozporządzenia mówiące, jak zabezpieczyć osoby, które będą pracowały przy wyborach.
Czy powinny być dezynfekowane pakiety wyborcze? Co jeśli chodzi o zabezpieczenie listonoszy?
Na pewno niezbędne będzie zapewnienie środków ochrony indywidualnej, wypracowanie procedur. To działania, jakie ministerstwo podejmuje w związku z epidemią koronawirusa w różnych obszarach. Kupujemy środki ochrony, żeby móc je z rezerw strategicznych przekazać odpowiednim służbom. Do tej pory były one przekazywane do szpitali, do DPS-ów, służb państwowych.
Jeżeli to ma być tak jak przekazywanie do szpitali, do DPS, to znaczy marnie…
Nie zgodzę się. Na pewno mogło się zdarzyć i tak, że do szpitala dotarło nie to, co było zamówione, ale te błędy były później naprawiane. Wszyscy działamy pod presją czasu.
Chce pan powiedzieć, że wszystkie szpitale dostały tyle środków ochrony, ile powinny mieć?
Po pierwsze, szpitale dostają pieniądze na to, by finansować wszystko, co jest związane z walką z koronawirusem. Przykładowo, jednoimienny szpital w Grudziądzu za marzec dostał prawie 16 mln zł, tj. o 80 proc. więcej niż za luty. Jednocześnie Agencja Rezerw Materiałowych (ARM) przekazuje to, czego brakuje. W poprzednich latach szpitale zaopatrywały się same. My teraz, rozmawiając z producentami i dystrybutorami, dowiadujemy się, że np. rękawiczek, choć są w Polsce, nikt do rezerw strategicznych nie sprzeda, ponieważ są przeznaczone na realizację zamówień, które złożyły szpitale. Jednocześnie zamówienia zagraniczne realizuje rząd we współpracy ze spółkami Skarbu Państwa, ponieważ to oczywiste, że np. szpital z Przemyśla nie będzie handlował z Chinami. Ale to, co tylko możemy, kupujemy w Polsce. Na przykład płyn do dezynfekcji, na którego produkcję przestawiły się polskie firmy, dzięki czemu na rynek trafiły miliony litrów tego produktu. On trafia do ARM, a potem do szpitali, urzędów i innych podmiotów, które go potrzebują.
Zamieniliście się w centrum zamówień i logistyki?
Poniekąd tak jest. Jeśli chodzi o magazynowanie i dostawy, to tu prym przejęła ARM. W kraju wykorzystujemy wszelkie możliwości pozyskiwania potrzebnego sprzętu. Jeśli chodzi o realia handlu za granicą, to opowieści, które do nas docierają, czasami przypominają film sensacyjny. Wiemy, że to jest walka o każdy respirator, każde opakowanie maseczek, i w tej walce odnieśliśmy wiele sukcesów. Samoloty z zakupami lądują w Polsce kilka razy w tygodniu.
To ile mamy teraz respiratorów w zasobach ARM?
Ich liczba to informacja zastrzeżona. Ale nie mamy problemów z dostępem do respiratorów.
Jakie informacje jeszcze są zastrzeżone? Liczba maseczek też?
Zgodnie z ustawą informacje o zasobach strategicznych są zastrzeżone.
Jakimi kwotami obraca Ministerstwo Zdrowia, jeśli chodzi o codzienne zakupy?
Jeśli chodzi o wydatki samego Ministerstwa Zdrowia na środki ochrony osobistej, na zakup sprzętu – respiratory, kardiomonitory, testy – to jest to ponad 600 mln zł. Pierwsze zakupy, jako Ministerstwo Zdrowia, zrealizowaliśmy jeszcze w lutym.
A jak jest z procedurami? To są zamówienia, które normalnie powinny odbywać się w trybie przetargowym, teraz nie ma na to czasu.
Zgodnie ze specustawą nie musimy stosować tego pełnego trybu, natomiast mamy wewnętrzną procedurę w ministerstwie – każdorazowo analizujemy, po pierwsze, zasadność zakupu, po drugie, cenę. Realizując zakupy w podobnym czasie, uzyskiwaliśmy takie same lub zbliżone warunki jak spółki czy Agencja Rezerw Materiałowych. Trzeba pamiętać, że liczy się nie tylko cena, ale też jakość oraz krótki termin dostawy. Współpracujemy ze spółkami i ministerstwo odkupuje sprzęt, który dostarczyły do kraju spółki, jak KGHM czy Agencja Rozwoju Przemysłu.
Pojawiły się informacje, że ten sprzęt niekoniecznie spełnia normy.
Co do zasady działa to tak jak zawsze. Przy zakupie maseczek dla medyków analizowane są certyfikaty. I oczywiście nie można wykluczyć, że zdarzy się sfałszowany certyfikat. To jednak mogło być i w minionych latach. Ale przy jakichkolwiek wątpliwościach nasi eksperci weryfikują, czy dany wyrób może trafić do lekarzy.
My na ten moment nie otrzymaliśmy żadnego sygnału, że to, co dostarczyliśmy medykom, jest niewłaściwej jakości.
Jakie są w tej chwili największe braki, jeśli chodzi o zaopatrzenie?
W tej chwili dostawy są realizowane na bieżąco. To są maski z filtrem, kombinezony, płyny do dezynfekcji, przyłbice, gogle. Ten asortyment, który był najbardziej oczekiwany, jest teraz dostępny.
Jak wygląda logistyka? Kupujecie, zamawiacie transporty, one trafiają do Agencji Rezerw Materiałowych, a potem jak one są rozwożone?
Korzystamy ze wsparcia Wojsk Obrony Terytorialnej oraz Poczty Polskiej.
Dlaczego został wprowadzony przepis wyłączający odpowiedzialność za przekroczenie przepisów o dyscyplinie finansów czy zamówieniach publicznych w związku z COVID? On nie stwarza wrażenia, że tu jest jakaś mętna woda?
Nie. Ten przepis nie dotyczy sytuacji, w której ktoś przyjąłby jakąkolwiek korzyść majątkową. Poza tym podczas prac nad tymi przepisami w Sejmie umówiłem się z przewodniczącym Budką i posłem Kropiwnickim z Platformy, że wprowadzimy przepis, który mówi, że po zakończeniu epidemii minister zdrowia przedstawi podczas zastrzeżonego posiedzenia sejmowej komisji finansów publicznych pełen raport z tego, co, kiedy i za ile było kupione. Jest oczekiwanie transparentności i przejrzystości, i to zostanie zrealizowane. Wobec parlamentu, który w imieniu społeczeństwa kontroluje rząd, my się co do złotówki, co do maseczki, co do kombinezonu rozliczymy…
Wszystkie zakupy, jakie realizujemy, są w sposób niebudzący wątpliwości związane z COVID.
A czy wspomniany przepis to nie jest obawa przed działaniami prokuratury, która czasami lubi na wszelki wypadek coś zrobić?
Nie mam nic do ukrycia przed prokuraturą. Z tych wszystkich zakupów wobec parlamentu solidnie się wyspowiadamy. Nie obawiam się transparentności i kontroli, i mówię to jako osoba, która podpisuje dokumenty zakupowe.
Chcielibyśmy jeszcze zapytać o dane – daliście wytyczne, jakie powinny być zbierane, dlaczego ma to robić Instytut Kardiologii?
Ten instytut ma prowadzić rejestr dla NFZ, on ma już gotową infrastrukturę, bo prowadzi inne rejestry.
Czy ma to związek z tym, że minister zdrowia pracował w instytucie?
Absolutnie nie. Dodam, że instytut nie dostał za to żadnych dodatkowych środków.
Ale może pojawić się zarzut, że te dane będą w ten sposób gromadzone, że jak ktoś nie będzie chciał czegoś ujawnić.
To kto ma prowadzić ten rejestr?
PZH?
PZH też jest nadzorowane przez Ministerstwo Zdrowia. Instytut Kardiologii prowadzi już inne rejestry i robi to dobrze. Ma do tego sprzęt i infrastrukturę. I oczywiście moglibyśmy to zlecić innemu podmiotowi, który ma bardziej zbliżoną branżowo wiedzę, ale nie ma infrastruktury, oprogramowania i doświadczenia w prowadzeniu rejestrów. Więc mielibyśmy ten sam produkt, umocowany bliżej swojej właściwości, ale za trzy albo pięć miesięcy.