Tylko do końca listopada medycy mogą wystawiać papierowe potwierdzenia czasowej niezdolności do pracy. Od grudnia jedyną możliwą formą będzie e-zwolnienie. Taki przymus wprowadza ustawa z 10 maja 2018 r. zmieniająca ustawę o zmianie ustawy o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby i macierzyństwa oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. 1150).
Wszystko wskazuje na to, że tym razem termin wprowadzenia e-zwolnień nie zostanie po raz kolejny przesunięty (przepisy miały wejść w życie już w lipcu tego roku) i rządowi uda się przeforsować reformę. Tym bardziej że lekarzom w wystawianiu elektronicznych druków mają pomóc asystenci. Ale choć do godziny „0” pozostało już niewiele czasu, to okazuje się, że w niektórych regionach Polski e-zwolnienia stanowią zaledwie jedną trzecią wystawianych dokumentów.
– Lekarze powinni mieć świadomość, że nie ma od nich już odwrotu. I dlatego muszą się jak najlepiej przygotować do nowej formy potwierdzania niezdolności do pracy. Tym bardziej że ZUS robi, co może, żeby ich wspomóc – mówi Bogdan Grzybowski, dyrektor wydziału polityki społecznej OPZZ, członek rady nadzorczej ZUS.
Reklama
Co daje elektroniczne poświadczenie niezdolności do pracy? Podczas wizyty lekarz od razu wystawia zwolnienie i wprowadza dane do systemu. Jest ono dostarczane do ZUS automatycznie, informację dostaje także pracodawca. Przy czym w wysłanej mu kopii nie umieszcza się kodu choroby. Plusy dla lekarza? Nie musi dostarczać papierowych zwolnień do ZUS, przechowywać kopii przez trzy lata ani rozliczać się z bloczków formularzy ZUS ZLA.