Niemal wszyscy uważają, że ocalenie życia jednostki jest najważniejsze. Choć za tę samą cenę można by uratować dziesiątki ludzi. Nie wiemy jednak, kim oni są. Nie widzimy ich, przez co ich położenie nie ma na nas takiego emocjonalnego oddziaływania, jak dziecko widziane w telewizji - mówi w wywiadzie dla DGP Dominic Wilkinson, profesor etyki medycznej na Uniwersytecie Oksfordzkim, lekarz i konsultant w dziedzinie neonatologii, autor wydanej w 2013 r. książki „Death or Disability? The »Carmentis Machine« and decision-making for critically ill children”.
Czy istnieją obiektywne warunki, w których przeżycie staje się bardziej okrutną perspektywą niż śmierć?
Powiedziałbym raczej, że są sytuacje, w których dorośli pacjenci mogą rozsądnie dojść do wniosku, że ich życie nie jest warte kontynuowania. I jeśli są w pełni świadomi, nie mają klinicznej depresji, to jesteśmy zobowiązani uszanować ich decyzję. Wyobraźmy sobie kogoś, kto cierpi na niezwykle bolesną, wyniszczającą chorobę i nawet najlepsza opieka paliatywna nie jest w stanie przynieść ulgi. Ta osoba wie, że stan, w jakim się znalazła, nie daje żadnych nadziei na poprawę i będzie trwał aż do śmierci. Znajduje się więc w sytuacji, w której dalsze życie nie przynosi jej już korzyści, jakkolwiek by je zdefiniować. Przeciwnie, niesie ze sobą tylko cierpienie. Nie chodzi tylko o to, że nie ma tu faktycznie żadnej wątpliwości co do tego, że obciążenia przeważają nad zyskami. Chodzi o coś więcej – przekonanie samego pacjenta oraz jego zdolność do tolerowania intensywnej terapii. Możemy nie zgadzać się co do tego, kiedy dalsze życie przestaje być sensowne. Jednak przedłużanie życia wbrew woli pacjenta byłoby w takim przypadku nie tylko złe, lecz stanowiłoby wręcz rodzaj przemocy. Trzeba też podkreślić, że główne tradycje religijne zgadzają się, że nie we wszystkich okolicznościach intensywna terapia jest imperatywem oraz że ingerencja medyczna czasem przynosi więcej szkody niż dobra. Nawet w doktrynie Kościoła katolickiego dążenie do podtrzymania życia za wszelką cenę nie jest uznawane za obligatoryjne i bezwarunkowe.