Młodzi medycy zakończyli strajk. Teraz apelują o to, aby nikt z lekarzy nie pracował na etacie więcej niż 48 godzin tygodniowo.

Głodówka trwała niemal miesiąc. Rezydenci żądali zwiększenia wynagrodzeń oraz podniesienia nakładów na służbę zdrowia. – W szpitalu rozeszły się szybko SMS-y i e-maile, że protest skończył się porażką. Szkoda – mówi lekarka z jednego z warszawskich szpitali.

Reklama
– Czujemy się zignorowani – podkreśla Łukasz Jankowski, wiceprzewodniczący Porozumienia Rezydentów. I dodaje: – Jesteśmy garstką ideowców, którzy zostali najpierw ośmieszeni w mediach publicznych, a potem rząd przestał odpowiadać na nasze postulaty.

Reklama
Wciąż za długo
Apel o ograniczenie pracy do 48 godzin tygodniowo, również w ramach umów cywilnoprawnych, wsparła wczoraj Naczelna Izba Lekarska. – Nadmierne obciążenie wpływa negatywnie zarówno na jakość udzielanych pacjentom świadczeń zdrowotnych, jak i na możliwość regeneracji sił przez samych lekarzy – wskazuje NRL. Już dwa lata temu Najwyższa Izba Kontroli badała, jak długo pracują medycy. Wtedy rekordzista leczył pacjentów nieprzerwanie 130 godzin. Od tego czasu niewiele się zmieniło.
Na problem braku kontroli czasu pracy lekarzy zwrócił uwagę kilka dni temu również rzecznik praw obywatelskich. – Ze względu na powszechną wieloetatowość i łączenie etatu z umowami cywilnymi przez medyków zasadne jest określenie maksymalnych norm czasu pracy w danym okresie rozliczeniowym, bez względu na formę prawną świadczenia usług – napisał w wystąpieniu do ministra zdrowia. I wskazał na szczególnie trudną sytuację specjalistów pracujących w szpitalnych oddziałach ratunkowych i centrach urazowych. To miejsca, gdzie ustalenie maksymalnych norm czasu pracy mogłoby wpłynąć na bezpieczeństwo pacjentów i lekarzy.
Martwy limit
Zgodnie z przepisami nie wolno zmuszać lekarza, by pracował ponad 48 godzin tygodniowo. Taką regulację wprowadziła Unia Europejska w celu zwiększenia bezpieczeństwa pacjentów. Ale jeśli medyk wyrazi pisemną zgodę, może wykonywać swoje zadania dłużej (tzw. klauzula opt-aut). Jak wynika z sondy DGP przeprowadzonej wśród zarządzających szpitalami, niemal wszyscy pracownicy medyczni godzą się pracować więcej godzin i tylko dlatego udaje się zapełnić grafiki. – Wyłącznie w przypadku ciąży albo ciężkiej choroby specjaliści nie zostają na oddziałach powyżej tygodniowego limitu – tłumaczy dyrektor jednej z mazowieckich lecznic.
Eksperci wyjaśniają, że właściwie lekarze powinni pracować nawet krócej niż 48 godzin. – Zgodnie z ustawą o działalności leczniczej (t.j. Dz.U. z 2016 r. poz 1638 ze zm.) czas pracy lekarza nie powinien przekraczać 7 godzin i 35 minut dziennie i niecałych 38 godzin tygodniowo – tłumaczy mecenas Juliusz Krzyżanowski. 48 godzin to czas pracy włącznie z dyżurami.
– W przypadku podpisania przez lekarza klauzuli opt-out, czyli zgody na dodatkowe godziny pracy, nie stosuje się także ograniczenia maksymalnej rocznej liczby nadgodzin do 150 – dodaje mec. Krzyżanowski. Przy tym dyrektywa 2003/88/WE Parlamentu Europejskiego i Rady przewiduje zakaz dyskryminacji za brak zgody na dodatkowe godziny pracy oraz zagwarantowanie przez państwa Unii poszanowania zasad ogólnych ochrony bezpieczeństwa i zdrowia pracowników.
Protest w postaci wypowiadania klauzuli opt-out zadziałałby, jeżeli zgodziliby się na to solidarnie wszyscy lekarze. O to może być jednak trudno. – Dla nas praca w dodatkowych godzinach to często jedyne uzupełniające źródło zarobku do bardzo niskiej pensji – wskazuje lekarka jednego z warszawskich szpitali.
Jeżeli rząd nie podejmie działań w kierunku zwiększenia wynagrodzeń młodych lekarzy, to apel o ograniczenie godzin pracy uderzy w dyrektorów placówek medycznych. Chcąc zatrzymać kadrę medyczną i zapewnić opiekę pacjentom, będą zmuszeni do zwiększenia płac. Tylko że jak podkreślają, bez wsparcia resortu zdrowia i dodatkowych środków z budżetu nie mają na to pieniędzy. Wczoraj o zmianach w ochronie zdrowia dyskutowano u prezydenta Andrzeja Dudy w ramach posiedzenia Rady Dialogu Społecznego. Strony wymieniły się jednak tylko już wcześniej prezentowanymi stanowiskami – do przełomu nie doszło.