Po tym, jak transport zaczął sobie radzić ze skutkami koronakryzysu, pojawiły się przed nim nowe wyzwania. Odejścia pracowników, poważne komplikacje logistyczne wynikające z wycięcia Rosji, Ukrainy i Białorusi z europejskiego rynku oraz galopująca inflacja i wzrost cen paliw nasiliły problemy z rozliczeniami.
Na koniec września tego roku branża, która odpowiada za ok. 6 proc. polskiego PKB, miała już do spłaty prawie 2,6 mld zł zaległości wobec banków i kontrahentów. To oznacza, że tempo przyrostu zaległości gwałtownie przyspieszyło, o ponad 291 mln zł (12,6 proc.), podczas gdy jeszcze rok wcześniej wzrost ten osiągnął niecałe 92 mln zł (4 proc.) – wynika z danych zgromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie informacji kredytowych BIK.
Na problemy sektora wskazuje też Krajowy Rejestr Długów, zgodnie z informacjami pochodzącymi z jego baz, branża TSL ma do oddania w sumie 1,13 mld zł.
– Sektor TSL mocno odczuł koronakryzys. W ciągu 2020 r. jego zaległości wzrosły o jedną czwartą. Przybywało ich również w 2021 r. Wyraźną odwilż przyniósł dopiero IV kwartał ubiegłego roku. Można więc powiedzieć, że sektor „odchorował” już COVID-19, ale wciąż nie wrócił do formy, bo zadłużenie cały czas utrzymuje się na wysokim poziomie – zawraca uwagę Adam Łącki, prezes Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.
Na to, że pozytywny trend dotyczący rozliczeń oraz radzenie sobie z pandemiczną sytuacją nie trwał długo, uwagę zwraca też prof. Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor (Grupa BIK).
– Transport jest zawsze pierwszym sektorem gospodarki, na który szczególnie wpływają zmiany i komplikacje na rynkach międzynarodowych. Nie było więc szans, by przedsiębiorcy z branży transportowej negatywnie nie odczuli turbulencji związanych z wybuchem wojny w Ukrainie – dodaje i zaznacza, że nie tylko rośnie kwota zadłużenia, lecz także liczba niesolidnych płatników z branży. Jest ich według Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK w sumie 35 907. To oznacza, że od września 2021 r. nastąpił wzrost o 6,7 proc., podczas gdy rok wcześniej wyniósł on 1,7 proc. Tym samym udział niesolidnych dłużników wśród ogółu przedsiębiorstw z branży na koniec września sięgnął 8,8 proc. i jest jednym z najwyższych wśród kluczowych sektorów polskiej gospodarki, czyli uwzględniając np. handel, budownictwo czy przemysł.
– To pokazuje, że odnalezienie się w nowej sytuacji nie jest łatwe. Nie będzie ona też sprzyjać terminowemu regulowaniu dotychczasowych zobowiązań – zauważa prof. Waldemar Rogowski.
Fot. materiały prasowe

Dodatkowe obciążenia

Eksperci zwracają uwagę, że nie tylko wojna i inflacja mają wpływ na sytuację branży. Wraz z tymi wydarzeniami, jak podkreślają, zbiegło się wiele zmian wprowadzających dodatkowe obciążenia finansowe dla sektora TSL. Mowa choćby o nowych regulacjach w postaci pakietu mobilności, krajowych zmianach zasad wynagradzania kierowców, reformie systemu szkolenia zawodowych kierowców czy wreszcie nowym Polskim Ładzie.
– Ich konsekwencją był skokowy i znaczący wzrost kosztów. Nie wszyscy przewoźnicy byli w stanie podołać tym wyzwaniom, co spowodowało pogłębienie szarej strefy, szczególnie w obszarze wynagradzania kierowców. A to z kolei zaburzyło konkurencyjność i negatywnie wpłynęło na wyniki finansowe firm działających w pełni legalnie, zgodnie z krajowymi i unijnymi nowymi przepisami – wskazuje Maciej Wroński, prezes związku pracodawców Transport i Logistyka Polska.
Poza tym branża musiała stawić czoło wzrostowi cen paliw. Dotknęły one zwłaszcza firmy innowacyjne, które zainwestowały w pojazdy napędzane LNG. Tu ceny gazu wzrosły dziesięciokrotnie.
– Tym samym każdy z takich pojazdów zaczął przynosić co miesiąc po kilka tysięcy euro strat. Na dodatek w Polsce, w odróżnieniu od innych państw europejskich, nie wdrożone zostały jakichkolwiek instrumenty osłonowe dla poszkodowanych kryzysem energetycznym przewoźników – podkreśla Maciej Wroński.
Do tego dochodzi fakt, że sektor transportu w Polsce jest bardziej rozdrobniony niż w krajach zachodnich. Mniejszym, rodzinnym przedsiębiorstwom z roku na rok coraz trudniej jest utrzymać się na rynku ze względu na rosnące wymogi i obciążenia finansowe związane z wykonywaniem przewozów. Według danych KRD prawie 70 proc. zadłużonych firm TSL stanowią jednoosobowe działalności gospodarcze. Jak wskazuje Jakub Kostecki, prezes firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso, jednym z największych problemów dla małych przedsiębiorstw są długie terminy płatności w branży.
– Przedsiębiorcy zajmujący się transportem międzynarodowym odczuwają silny niepokój dotyczący uzyskania wynagrodzenia za zrealizowane usługi. I nie chodzi tylko o słabszą kondycję finansową kontrahentów, lecz także o wpływ sytuacji geopolitycznej na biznes – podkreśla Jakub Kostecki.
Według baz KRD za największą sumę nieopłaconych faktur i rachunków odpowiadają przewoźnicy lądowi. Najgorzej z regulowaniem swoich zobowiązań radzą sobie przedsiębiorstwa TSL z Mazowsza, gdzie działa blisko co piąty dłużnik z tego sektora. Na kolejnych miejscach plasują się województwa śląskie i wielkopolskie.
Struktura wierzycieli branży transportu i gospodarki magazynowej również pokazuje, że problemy z płatnościami w sektorze nie są przelotne. Największą kwotę dłużnicy transportowi są winni firmom windykacyjnym i funduszom sekurytyzacyjnym, które skupiły ich przeterminowane należności, głównie od instytucji finansowych. Przedstawiciele TSL mają także duży problem z płatnościami za leasing oraz za paliwo.
Eksperci KRD zauważają jednak, że branża TSL jest nie tylko dłużnikiem. Sama także próbuje odzyskać należności od nierzetelnych kontrahentów. Inne firmy, jak wylicza KRD, są jej winne 158,5 mln zł.
– Tymczasem w III kwartale bieżącego roku przewoźnicy pobrali zaledwie 89,5 tys. raportów na temat swoich obecnych i potencjalnych kontrahentów. To mało, zważywszy, że w Polsce działa 125 tys. firm transportowych i każda obsługuje kilku, kilkudziesięciu klientów – wskazuje Adam Łącki.
– Aż 84 proc. przedsiębiorstw transportowych skarży się na uzyskiwanie płatności po terminie od swoich klientów za zrealizowane usługi transportowe – zauważa z kolei prof. Waldemar Rogowski.

Kto przetrwa

Jak wynika z badania Skaner MSP wykonanego w IV kwartale tego roku dla BIG InfoMonitor, co czwarty przedsiębiorca z branży transportowej wskazuje, że w tym roku istniało realne ryzyko likwidacji biznesu.
Istnieje więc ryzyko, że wiele firm może nie przetrwać obecnych problemów. Coface Polska już wskazuje na przyspieszenie bankructw w sektorze. Od stycznia do września tego roku niewypłacalność ogłosiły 164 firmy. To o 18 proc. więcej niż przed rokiem.
– W pierwszym półroczu zanotowano 91 niewypłacalności wśród spedytorów, po trzech kwartałach była to już liczba 164 bankrutów. 82 proc. niewypłacalnych dystrybutorów stanowili indywidualni przedsiębiorcy. To w pewien sposób odzwierciedla zjawiska koniunkturalne – transport jest bowiem uważany za papierek lakmusowy kondycji gospodarki – mówi Barbara Kamińska, dyrektor działu oceny ryzyka w Coface w Polsce
I dodaje, że ze względu na tradycyjnie wysokie zadłużenie przedsiębiorców, wzrost rat kredytowych czy leasingowych może stanowić potężne wyzwanie dla kontynuacji biznesu.
– Przeterminowania kontrahentów z branży transportowej tradycyjnie należą do najdłuższych i to z pewnością się nie zmieni – zauważa.
Najbliższą przyszłość w transporcie drogowym kształtować będzie przede wszystkim koniunktura gospodarcza w Europie i na świecie, a także wynikająca z niej relacja między popytem na usługi transportowe a ich podażą.
– Na drugim miejscu jako czynnik kształtujący przyszłość wymieniłbym rynek pracy oraz wynikającą z braku kierowców presję na wzrost wynagrodzeń. Warto też wspomnieć o regulatorze, jakim jest polska administracja rządowa. Jeśli wciąż pozostanie ona bierna i obojętna na problemy oraz postulaty branży, nasza konkurencyjność na europejskim rynku będzie słabnąć – dodaje Maciej Wroński.
Dodatek TSL - listopad 2022
pobierz plik