Dziś i jutro odbędą się dwustronne rozmowy ministrów rządów Polski i Niemiec na temat obowiązującej od początku roku niemieckiej ustawy o płacy minimalnej (MiLoG). Dziś Maria Wasiak, minister infrastruktury i rozwoju spotka się z Alexandrem Dobrindtem, ministrem transportu i infrastruktury cyfrowej. Jutro Władysław Kosiniak-Kamysz, minister pracy i polityki społecznej, będzie rozmawiał ze swoim niemieckim odpowiednikiem, minister Andreą Nahles.
Reklama
Kością niezgody jest objęcie ustawą o płacy minimalnej także branży transportowej. Niemcy chcą zobligować nasze firmy do wypłacania kierowcom 8,5 euro za godzinę pracy, którą świadczą na terenie Niemiec. Niezależnie od tego, czy jest to przewóz kabotażowy (a więc w jednym kraju, ale realizowany przez firmę z innego kraju), międzynarodowy (z lub do Niemiec) czy tranzytowy. Oprócz wymogów płacowych. Niemcy oczekują też od polskich firm m.in. uprzedniego zgłoszenia pracowników. I przewidują wielotysięczne kary za niespełnienie tych obowiązków.
Zdaniem Marii Wasiak regulacje nie tylko są sprzeczne z prawem unijnym, bo naruszają zasadę swobody świadczenia usług, ale też przepisy wykonawcze do MiLoG znacznie wykraczają poza cel tej ustawy. Dlatego szefowa MIR będzie dążyć do uzyskania moratorium na egzekwowanie przepisów MiLoG do czasu rozstrzygnięcia wątpliwości przez Komisję Europejską.
– Owszem, art. 3 ust. 3–5 dyrektywy UE 96/71 przewiduje możliwość stworzenia wyjątku dla minimalnego wynagrodzenia, jeżeli okres delegowania nie przekracza jednego miesiąca lub jeżeli zakres prac do wykonania jest niewielki. Jednak moim zdaniem niemiecki rząd nie musi korzystać z tych możliwości – mówi mec. Martin Pfnür z niemieckiej kancelarii Balduin Pfnür & Partner.
– Natomiast mam wątpliwości, czy obowiązki dotyczące dokumentacji i meldunków dają się pogodzić ze swobodą świadczenia usług – dodaje prawnik.
Podkreśla, że dyrektywa 2014/67/UE przewiduje możliwość nakładania tego typu wymogów, ale gdyby każdy kraj chciałby je wprowadzić, to przeprowadzenie transportu tranzytowego przez kilka krajów unijnych byłoby ogromnie utrudnione.
– Poza tym przy transportach realizowanych na podstawie konwencji CMR, np. przy transporcie z Warszawy do Berlina, widzę nieuzasadnioną dyskryminację, ponieważ na terenie Niemiec niemieccy przewoźnicy są zwolnieni z obowiązku meldunkowego. Jednak pomimo wszystkich wątpliwości nie mam nadziei na znaczące zmiany tej ustawy. Niemiecki minister pracy broni każdej jej litery jak lew – nie ma złudzeń prawnik.
– Dlatego martwi mnie, że tak duża liczba przewoźników w Polsce nadal lekceważy tę ustawę, co moim zdaniem jest większym zagrożeniem dla polskich firm transportowych niż sama ustawa – podkreśla.