Podwarszawski port w przyszłym miesiącu będzie świętował 10-lecie działalności jako lotnisko pasażerskie. Wciąż ciążą mu jednak błędy z czasów przebudowy. Jedną z niezałatwionych spraw jest ciągnący się już osiem lat spór sądowy z firmą Erbud, która w 2012 r. dopuściła się fuszerki przy gruntownej modernizacji pasa startowego. Po prawie pół roku od otwarcia jego betonowe końcówki zaczęły się kruszyć i w efekcie port na blisko dziewięć miesięcy trzeba było zamknąć. Ekspertyzy wykonane w 2013 r. przez Instytut Techniczny Wojsk Lotniczych wykazały, że za spękania odpowiada Erbud, który źle dobrał materiał mieszanek zastosowanych przy budowie. Lotnisko swoje straty z powodu zamknięcia wyliczyło na 34,3 mln zł. W czasie ślimaczącego się od 2014 r. procesu odsetki od kwoty głównej urosły już do 23,3 mln zł. Nie ma jednak szans na rychłe zakończenie sprawy w sądzie, która wciąż jest na etapie pierwszej instancji. Sędziowie zlecają biegłym kolejne opinie budowlane, a Erbud próbuje podważać ich bezstronność. W 2021 r. została jednak wydana przez biegłego niekorzystna dla wykonawcy opinia, której konkluzje potwierdziły zasadność pozwu. Tyle że według szacunków władz Modlina na uzyskanie prawomocnego wyroku trzeba poczekać przynajmniej kilka lat.
Dlatego zniecierpliwione władze lotniska liczą, że konflikt uda się rozwiązać w sposób polubowny. – Poważne potraktowanie ugody przez spółkę Erbud wydaje się korzystne dla obu stron sporu – mówi Grzegorz Hlebowicz, wiceprezes portu w Modlinie.