Z 122 tys. autobusów Polska jest liderem tego sektora przewozów nie tylko w Unii Europejskiej. Za nami są Włochy (100 tys.), Francja (94 tys.), Wielka Brytania (82 tys.) i Niemcy (81 tys.) ‒ wynika z raportu przygotowanego przez Europejskie Stowarzyszenie Producentów Samochodów (ACEA). Analiza dotyczy różnych pojazdów w użyciu i obejmuje nie tylko UE, lecz także Norwegię, Szwajcarię i Wlk. Brytanię.
– Jesteśmy potęgą transportową w Europie. Do tej pory było głośno głównie o największej liczbie ciężarówek z Polski. W ostatnich latach mocno rozwinął się także transport autokarowy, który przed pandemią woził turystów po Europie. W tym byliśmy liderem i miejmy nadzieję, że wraz z końcem epidemii ten rynek się odbuduje – mówi Aleksander Kierecki z portalu Transinfo.pl. Statystyki do raportu wliczają także mniejsze busy od dziewięciu osób, a to też jest polska specjalność ‒ zauważalna głównie na lokalnych trasach w kraju. W wielu regionach prywatny transport oparty na busach rozwinął się bardzo mocno.
Eksperci zauważają, że wyniki raportu mogą zawierać pewien margines błędu, bo dane pochodzą z Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców. Może ona nieco zawyżać statystyki, bo część pojazdów nie jest wyrejestrowywanych. Według specjalistów dotyczy to jednak najwyżej kilku procent autobusów i w efekcie przy dużych różnicach wobec kolejnych krajów znajdujących się na podium nasze pierwsze miejsce jest niepodważalne.
Reklama
Jednocześnie raport wskazuje, że średnia wieku polskich autobusów jest jedną z najwyższych i wynosi ponad 15 lat. Pod tym względem zajmujemy niechlubne drugie miejsce. Starsze autobusy – ze średnią prawie 20-letnią – ma tyko Grecja. Średnia dla całej Unii wynosi niecałe 12 lat. Biorąc zatem pod uwagę wiek taboru, to cały raport wypada dla nas znacznie mniej korzystnie. ‒ To oznacza, że na każdy nowy autobus – a sporo takich trafia do komunikacji miejskiej ‒ przypada jeden stary, ponad 30-letni rupieć. I prędko to się nie zmieni – wskazuje Piotr Rachwalski, były szef Kolei Dolnośląskich, obecnie prezes PKS Słupsk.
Przyznaje, że przy tak ogromnej flocie założone w Krajowym Planie Odbudowy 4,5 mld zł na zakup ok. 1200 nisko- i zeroemisyjnych autobusów będzie kroplą w morzu potrzeb. Według wstępnych założeń środki mają trafić głównie do miast na zakup pojazdów elektrycznych i wodorowych. Nadal ogromna większość taboru to będą stare autobusy, niespełniające norm emisji spalin, które jeżdżą w barwach prywatnych przewoźników czy lokalnych PKS-ów. Wiele kopcących busów wjeżdża także z obrzeży aglomeracji do centrów miast. – Dlatego być może dużą część środków z KPO powinno się przesunąć na zakup pojazdów regionalnych czy międzymiastowych. Tam tabor jest gorszy – mówi Aleksander Kierecki.
W branży słychać też głosy, że w przypadku nowych autobusów nie powinniśmy stawiać wyłącznie na zakupy elektryków czy wodorowców, bo wciąż są one bardzo drogie. Jeśli część środków trafi na autobusy gazowe czy z silnikiem Diesla, ale spełniające normy spalania Euro 6, to uda się wymienić na nowe znacznie więcej najstarszych pojazdów.
Piotr Rachwalski przyznaje też, że duża globalna liczba autobusów ma się nijak do oferty transportowej poza miastami. Ta wciąż jest słaba. Po powołaniu przez rząd Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych, oferującego dopłaty dla gmin w celu uruchamia kursów, sytuacja zaczęła się poprawiać. Na razie likwidacja białym plam transportowych idzie jednak powoli. Środki z FRPA wbrew założeniom często nie są służą uruchamianiu nowych linii, tylko ratowaniu starych, deficytowych.
Rynek przewozów autobusowych został mocno poturbowany przez pandemię. Najbardziej dotknęła ona naszą specjalność eksportową, czyli turystyczne przewozy autokarowe. Wielu przewoźników obawia się, że nie przetrwa. Branży udało się wprawdzie wywalczyć pomoc w ramach kolejnych tarcz antykryzysowych, ale pokrywa ona tylko ułamek strat. Wsparcie ma też ograniczenie czasowe. – Na razie perspektywy nie są optymistyczne. Ten rok dla branży turystycznej jest stracony. Wiemy już, że nie przyjadą do Europy goście z innych kontynentów m.in. z Azji, a to oni stanowili trzon zwiedzających Stary Kontynent – mówi Rafał Jańczuk, prezes Polskiego Stowarzyszenia Przewoźników Autokarowych. ©℗