Pasażerom PKP nie mieści się w głowie, że można w środku zimy sparaliżować ruch pociągów z powodu cofnięcia kolejarzom przywileju prawie darmowych przejazdów pierwszą klasą.
Kolejarscy związkowcy też zdają sobie sprawę z tego, że taka przyczyna ich protestów nie dodaje im społecznego poparcia, a mimo to straszą nas kolejnymi strajkami. Tak naprawdę nie chodzi jednak o ulgi, ale o prezesa PKP SA Jakuba Karnowskiego. Strajki mają spowodować jego odwołanie. Wraz z nim odeszłyby wtedy całe „brygady Excela”, jak ekipę finansistów i menedżerów ściągniętą przez Karnowskiego nazywają kolejowi związkowcy. W wielkich państwowych przedsiębiorstwach taka próba sił, w której zakładnikami są w tym wypadku pasażerowie, często kończy się zwycięstwem związkowców, bez względu na ich racje. Politycy po prostu nie lubią społecznych protestów, które obniżają im słupki poparcia. Jeszcze jeden strajk i może uda się pozbyć Karnowskiego.
Oficjalnie zarzuca się prezesowi, że nie zna kolei, więc nie ma pojęcia o ich specyfice. Jego marny wizerunek wśród kolejarskiej braci pogarsza zarówno to, że przed laty był bliskim współpracownikiem prof. Leszka Balcerowicza, jak i kilkuletni staż w Międzynarodowym Funduszu Walutowym. Tak naprawdę chodzi jednak o audyt zrobiony w spółkach podległych PKP, którego wyniki znane są w firmie od kilku miesięcy. Celem audytu było zlokalizowanie nieprawidłowości i miejsc, przez które wyciekają ze spółki pieniądze, choć nie powinny. Takie wewnętrzne audyty robiono w PKP także wcześniej, tyle że nic z tego nie wynikało. Kolejnym zarządom brakowało woli i determinacji, żeby się z patologiami uporać.