Wart 55 mld zł program drogowy Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad firmy budowlane realizują z gigantycznymi stratami. Wykonawcy chcą, by GDDKiA zgodziła się na podwyższenie wartości kontraktów o łączną kwotę ponad 3 mld zł. A według prezesa Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa Wojciecha Malusiego roszczenia firm wzrosną do niemal 6 mld zł. Żądania zwiększenia wartości dotyczą 140 umów (80 dotyczy odcinków dróg, które mają być otwarte przed Euro 2012).

Dopłaty albo krach

– Jeśli nie będzie pomocy ze strony publicznej, to znaczy GDDKiA nie uwzględni dużej części roszczeń, branża tego nie przetrwa – twierdzi prezes Budimeksu Dariusz Blocher. – Zagrożonych jest 150 tys. ludzi pracujących przy budowie dróg w Polsce. W przyszłym roku ponad połowa może stracić pracę – przewiduje. W ostatnich latach to właśnie w firmach zajmujących się budową dróg zatrudnienie w branży budowlanej rosło najszybciej.

Dyrekcja prezentuje twarde stanowisko. – Jeśli wykonawca nie zmieścił się w kosztorysie, nie powinien próbować przerzucać kosztów na GDDKiA. W Polsce mieliśmy błędne założenie wykonawców przy zawieraniu umów, że rzeczywista wartość kontraktów będzie wyższa o 7 – 15 proc. dzięki aneksom – odpowiada dyrektor GDDKiA Lech Witecki.

Pozostaje droga sądowa

Składając oferty w przetargach w latach 2008 – 2010, wykonawcy nie przewidzieli wzrostu cen asfaltu i betonu (o 35 – 40 proc.) i paliwa (o ponad 40 proc.). Na dopłaty mogą liczyć firmy, które udowodnią, że musiały budować drożej, np. z powodu warunków geologicznych, których nie przewidział projektant. A to zaledwie 10 proc. wniosków.

– Sytuacja jest patowa. GDDKiA nie ma furtki do renegocjacji kontraktów. Zgodnie z polskim prawem inwestorowi nie wolno renegocjować kwoty – mówi Wojciech Malusi. – Tylko sąd może zmienić warunki kontraktowe. Dlatego będziemy zgłaszać pozwy w imieniu firm. Jestem w stałym kontakcie z prawnikami – ujawnia.

Jak się dowiedzieliśmy, wzór pozwu przygotowała dla branży kancelaria Arcata Partners. Do wniosku załączone będzie specjalistyczne opracowanie wykazujące wpływ nieprzewidywalnego wzrostu cen surowców na kondycję branży i przebieg kontraktów. Pierwsze mają zostać złożone za dwa tygodnie.

Według ministra transportu Sławomira Nowaka do końca 2014 r. Polska powinna wydać co najmniej 800 mln euro na kolej (KE nie zgadza się na przesunięcie 1,2 mld euro na drogi). To dla budowlańców szansa. Ale na kolei rozgrywa się niemal identyczna cenowa wojna jak na drogach.

– Zwycięskie oferty w przetargach kolejowych są poniżej poziomu przyzwoitości. Jeśli w ciągu dwóch najbliższych lat nie będzie spadku cen o 20 proc. albo inwestor nie dopłaci, będą duże straty i powtórka z rynku drogowego – przewiduje Dariusz Blocher.

Dla przykładu na remont linii Poznań – Czempiń PKP PLK planowały wydać 981 mln zł. Tymczasem najtańsza oferta polsko-włosko-ukraińskiego konsorcjum IDS, Segeco i Altis opiewała na 620 mln zł.