Biznesowi giganci w całej Europie walczą o rządowe pożyczki. Władze nie odmawiają, ale wymagają zabezpieczenia miejsc pracy i lokalnej produkcji.
Oprócz standardowej pomocy dla przedsiębiorstw wdrażanej w całej Europie najwięksi gracze branż dotkniętych koronawirusem dążą do uzyskania specjalnych pożyczek od państw, z których pochodzą. Do władz w Paryżu zgłosił się Renault, który oczekuje pożyczki w wysokości 5 mld euro. Pieniądze miałyby zapewnić płynność finansową i konkurencyjność firmy w sytuacji, gdy rynek samochodowy w największych państwach Europy praktycznie się zatrzymał.
Według danych Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Pojazdów w kwietniu sprzedaż spadła o 67 proc., a w krajach najbardziej dotkniętych pandemią nawet o 80 proc. Problemem jest też redukcja zatrudnienia – Renault pod koniec maja ogłosił, że planuje zmniejszyć zdolności produkcyjne z 4 mln do 3,3 mln egzemplarzy w 2024 r. To z kolei będzie wiązało się koniecznością zwolnień. We Francji mają one sięgnąć 4,6 tys. miejsc pracy, co wywołuje uliczne protesty związkowców.
Reklama

Reklama
Francuski rząd, posiadający 15 proc. udziałów w Renault, uzależnia pomoc od kompromisu ze związkami i zachowania jak największej produkcji w kraju. Minister finansów Bruno Le Maire przyznał wczoraj, że rząd nie podpisał jeszcze żadnego porozumienia, choć najprawdopodobniej wkrótce to zrobi. W zamian za ustępstwa zaoferuje dodatkowe 8 mld euro na stymulację popytu w całej branży. W grę wchodzą dopłaty do samochodów elektrycznych, dotacje na badania i rozwój czy inwestycje w elektromobilną infrastrukturę. Celem jest wyprodukowanie w kraju 1 mln samochodów elektrycznych do 2025 r.
We Włoszech o ratunek wystąpił Fiat Chrysler Automobiles i otrzymał już wstępną zgodę na trzyletnią pożyczkę w wysokości 6,3 mld euro od największego włoskiego banku detalicznego Intesa Sanpaolo. Warunkiem ostatecznej wypłaty środków jest jednak państwowa gwarancja na 80 proc. kwotów, udzielona za pośrednictwem SACE, włoskiej agencji kredytów eksportowych. Kontrowersje wzbudził fakt, że firma zarejestrowana w Holandii i mająca fabryki na całym świecie w przypadku kryzysu oczekuje pomocy właśnie od rządu w Rzymie.
Dlatego ustalono, ze środki muszą zostać wydane na przedsięwzięcia we Włoszech i tym samym wsparcie ok. 10 tys. tamtejszych firm żyjących ze współpracy z koncernem. Władze mają świadomość, że wystawienie na ryzyko tak dużej firmy spowodowałoby tąpnięcie również w wielu innych sektorach. Wstrzymane zostaną też wypłaty dywidendy, by uniknąć oskarżeń, że rząd przekazuje pieniądze do kieszeni inwestorów. Po tymi warunkami poparcie dla całej operacji wyraził już minister gospodarki Roberto Gualtieri.
W podobnej do Fiata sytuacji znalazł się koncern Jaguar Land Rover zatrudniający na Wyspach Brytyjskich 38 tys. osób. W ostatnim kwartale odnotował spadek produkcji o 30 proc. Jego właściciel, indyjska Tata Group, posiada też huty w walijskich miastach Llanwern i Port Talbot. Gigant z Indii liczy na pożyczkę w wysokości 1,5 mld funtów (7,4 mld zł) – miliard na przemysł samochodowy i 500 mln na utrzymanie płynności w hutnictwie.
To oznacza, że koncern chce specjalnego traktowania, bo brytyjski rząd ustanowił limit na wsparcie dla największych firm, który wynosi ledwie 50 mln funtów (245 mln zł). I choć rozmowy w tej sprawie toczą się za zamkniętymi drzwiami, to wszystko wskazuje na to, że władze w Londynie są mniej uległe niż Paryż i Rzym. Nieoficjalnie mówi się, że uzależniają one pożyczkę od przejęcia części udziałów, na co nie chcą zgodzić się przedstawiciele firmy.
Na specjalne traktowanie liczą też narodowi przewoźnicy lotniczy. Na ostatniej prostej jest finalizacja pomocy dla niemieckiej Lufthansy. Komisja Europejska zgodziła się na pomoc w wysokości 9 mld euro w postaci udzielenia 3 mld euro pożyczki przez państwowy bank KfW i przejęcia 20 proc. udziałów. Zgodnie z wymaganiami KE firma będzie musiała oddać 24 sloty (pozwolenia na start i lądowanie) we Frankfurcie i w Monachium.
Skuteczne dotowanie to kolejny wymiar rywalizacji między niemieckim przewoźnikiem a Air France, który dostał od państwa francuskiego pożyczkę w wysokości 7 mld euro. W zamian za to jest zobligowany do likwidacji części krajowych lotów, by być bardziej ekologicznym i ułatwić rozwój szybkiej kolei. Przedstawiciele francuskiego rządu wspominali też, że dobrze byłoby utrzymać bliskie relacje handlowe z Airbusem, europejskim producentem mającym swoje zakłady m.in. w Tuluzie.