Przez narastający konflikt między wykonawcami a Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad oddanie części szybkich tras może opóźnić się o wiele miesięcy.
Firmy z Włoch budujące drogi w Polsce grożą zejściem z placów budowy, jeśli inwestor nie zapłaci im więcej, niż wynika z kontraktów. Dotyczy to np. 20-km fragmentu autostrady A1 wokół Częstochowy, który buduje firma Salini. Zażądała od GDKKiA dodatkowych 72 mln zł za roboty i wydłużenia czasu prac aż o 475 dni. Powodem roszczeń ma być spór o dwa budowane nad trasą wiadukty. GDDKiA po pobraniu próbek betonu stwierdziła, że nie spełnia on norm i nakazała rozbiórkę obiektów. Potem Włosi przekonywali, że beton musi dłużej dojrzewać. Przy kolejnych badaniach obiektów rzeczywiście okazało się, że normy już nie są przekroczone. Przedstawiciele Salini twierdzą, że przez wątpliwości drogowców doszło do ogromnego przestoju na budowie i stąd zgłaszane roszczenia.
GDDKiA nie chce na to przystać. Według jej wyliczeń budowa tego odcinka A1 jest zaawansowana w 49 proc., a upłynęło już 97 proc. czasu wyznaczonego na realizację. GDDKiA rozważa jedynie przesunięcie terminu końcowego z kwietnia na lipiec, ale przy tym stanie robót nie ma szans, że skończą się w tym roku. Z powodu poślizgu trudno będzie wykorzystać na razie trzy inne odcinki A1 w rejonie Częstochowy, które powinny być skończone latem.