Ustawa o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa może być jedną z najistotniejszych nie tylko dla firm telekomunikacyjnych, lecz także dla przeciętnego obywatela, który będzie musiał ponieść koszty wprowadzenia przepisów ograniczających konkurencję na rynku – ocenili uczestnicy redakcyjnej debaty.
Skąd fala krytyki pod adresem tego ważnego projektu? Czy naprawdę powinniśmy się obawiać proponowanych rozwiązań?
Gdyby uchwalona ustawa wyglądała tak jak aktualna treść projektu, byłoby realne ryzyko roszczeń odszkodowawczych, o które mogłyby wnosić podmioty wykluczane z polskiego rynku. Obecny kształt tego aktu prawnego może być uznany za bezprawie legislacyjne
Robert Siwik: Opracowywany właśnie w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów projekt, po przeprowadzeniu konsultacji publicznych, nie uwzględnia nawet w minimalnym zakresie postulatów, które od początku są przedstawiane zarówno przez organizacje przedsiębiorców, jak i przez ekspertów. Można odnieść wrażenie, że stworzono przepisy pod potrzeby polityczne, a nie merytoryczne. Gdyby uchwalona ustawa wyglądała tak jak aktualna treść projektu, byłoby realne ryzyko roszczeń odszkodowawczych, o które mogłyby wnosić podmioty wykluczane z polskiego rynku. I nie tylko chodzi o branżę telekomunikacyjną i budowę sieci 5G. Mam na myśli również szeroko pojęte branże związane z infrastrukturą krytyczną. Obecny kształt tego aktu prawnego może być uznany za bezprawie legislacyjne. Zgadzam się z głosami ekspertów wyrażonymi w toku konsultacji, że ustawa o cyberbezpieczeństwie powinna przyświecać określonemu celowi. Tym celem powinno być zabezpieczenie sieci przed nieuprawnioną ingerencją ze strony podmiotów zewnętrznych w celu naruszenia interesów gospodarczych, bezpieczeństwa publicznego. Natomiast cały czas procedowany akt prawny unika zidentyfikowania, dookreślenia ryzyk dotyczących cyberbezpieczeństwa, które miałyby mocą danej ustawy zostać wyeliminowane.