To powiedzenie powinno być mottem polskich władz w obliczu napięcia pomiędzy USA a Chinami, narastającego niemal od początku sprawowania urzędu prezydenta Stanów Zjednoczonych przez Donalda Trumpa.
Dziennik Gazeta Prawna
Początkowo przyczyną miała być ogromna nierównowaga w wymianie handlowej pomiędzy USA a ChRL. Donald Trump zaproponował stronie chińskiej charakterystyczne dla siebie, proste i szybkie rozwiązanie: Chiny zwiększą import amerykańskich produktów. Błyskawicznie jednak stało się jasne, że to nie rozwiązuje problemów USA, bo ich źródła nie leżą wcale w handlu zagranicznym.
Świat dotknęła pandemia koronawirusa. Okazało się, że pośród najbardziej rozwiniętych państw najgorzej radzą sobie z nią Stany Zjednoczone. W reakcji na rosnące problemy wewnętrzne USA powodowane chaosem decyzyjnym Donald Trump ze zdwojoną energią wrócił do „uśpionych” tematów. Wśród nich naczelne miejsce zajął chiński Huawei oraz jego technologie i rozwiązania dotyczące nowego standardu sieci komórkowych 5G, które mają stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego USA. Władze amerykańskie poinformowały świat, że kto liczy na utrzymanie sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi, ten musi zrezygnować ze współpracy z Huaweiem przy budowie infrastruktury 5G.
Reklama
Takie stanowcze dictum zaczęło rodzić wśród sojuszników Waszyngtonu wątpliwości. Amerykanie nie przedstawili dowodów świadczących o tym, że chińskie rozwiązania są współczesnym odpowiednikiem konia trojańskiego i nie zaoferowali żadnej alternatywy. Ten drugi aspekt zaczął poważnie niepokoić rządy państw wciąganych przez Amerykanów do sporu z Chinami. Standard 5G umożliwia bowiem realizację projektów dotychczas niewykonalnych z powodów technologicznych, a które stanowią – jak to określiła niemiecka Federalna Agencja ds. Sieci – „kluczową technologiczną podstawę udanej cyfryzacji’. Amerykanie zażądali od swoich sojuszników, aby zrezygnowali z rozwoju swoich gospodarek, z progresu technologicznego i cywilizacyjnego wyłącznie w imię swoiście rozumianej solidarności, której beneficjentem mają być wyłącznie Stany Zjednoczone konfrontujące się z Chinami. Rezygnacja z własnych sieci 5G oznacza dla państw rozwiniętych ryzyko utraty konkurencyjności.

Reklama
Sprawa Huaweia zaczęła nabierać nowych barw pod koniec czerwca za sprawą nowego celu administracji amerykańskiej – aplikacji TikTok, która ma stanowić kolejne zagrożenie dla bezpieczeństwa USA. Głównie dlatego, że należy do chińskiej spółki ByteDance, a pomimo że dane niechińskich użytkowników przechowuje na amerykańskich serwerach i ma amerykańskiego szefa. Donald Trump szybko wskazał rozwiązanie: spółka ByteDance ma sprzedać swoje pozachińskie operacje (w ponad 40 krajach) „bardzo amerykańskiemu” nabywcy do 15 września. A jeśli do transakcji nie dojdzie, to TikTok zostanie zablokowany w USA. Mówi się, że nabywcą TikToka za 100 mld dol. ma być Microsoft.
Po TikToku na celowniku Trumpa pojawił się WeChat, aplikacja należąca do chińskiego giganta Tencent.
Tymczasem światło dzienne ujrzał raport Check Point Research, organizacji zajmującej się cyberbezpieczeństwem, której specjaliści poddali badaniom procesory Snapdragon produkcji firmy Qualcomm Inc. – amerykańskiego przedsiębiorstwa z siedzibą w San Diego. Badania wykazały, że procesory Snapdragon, instalowane w ok. 40 proc. wszystkich smartfonów na świecie, obciążone są ok. 400 (!!!) „lukami”, czy też backdoor’ami, umożliwiającymi szpiegowanie, kradzież danych, pełne zablokowanie urządzeń, w których zostały zamontowane.
W ostatnich tygodniach zmieniła się znacząco postawa władz chińskich wobec kolejnych, coraz szybciej następujących po sobie działań administracji amerykańskiej wymierzonych w chińskie firmy, chińską dyplomację, a nawet obywateli ChRL. Rzecznik chińskiego MSZ, ministerstwa, któremu chińska opinia publiczna zarzucała zbytnią uległość wobec Amerykanów, powiedział podczas konferencji prasowej 12 sierpnia, że „kto bawi się ogniem, może spłonąć”. Polityka ustępstw ma swoje granice.
Sąsiedzi Polski postanowili zachować w tych sprawach zdrowy dystans. Czesi wprost odrzucili żądanie zerwania współpracy z Huaweiem i odmówili 11 sierpnia podpisania z Amerykanami umowy o współpracy przy 5G. Tego samego dnia Niemcy opublikowali katalog wymagań bezpieczeństwa wobec operatorów sieci telekomunikacyjnych, którzy wszystkich swoich dostawców będą weryfikować wyłącznie na podstawie kryteriów technicznych.
A my? Zdaje się, że zapominamy, czego uczyli nas w dzieciństwie opiekunowie, i pchamy się z palcami między drzwi. Dziś nie wiadomo, kto będzie sprawował urząd prezydenta USA za cztery miesiące. Chiny mogą nie odegrać oczekiwanej roli kozła ofiarnego. Kolejne ciosy wymierzane w chińskie firmy, technologie, relacje wewnętrzne i międzynarodowe mogą nie wystarczyć, żeby odwrócić nastroje amerykańskich wyborców kształtowane przez rozliczne negatywne skutki pandemii, rozczarowanie polityką budowaną na podziale społeczeństwa. Może zatem być tak, że z jednej strony pod koniec roku trzeba będzie budować relacje z nowym amerykańskim prezydentem. Z pozycji jeszcze bardziej uniżonej, niż ma to miejsce obecnie. Z drugiej strony będziemy mieli zdewastowane stosunki dyplomatyczne i polityczne z Chinami. Skorzystają z takiej sytuacji Węgrzy, Francuzi czy Brytyjczycy. To tam Huawei umieścił w ostatnich kilkunastu miesiącach swoje europejskie inwestycje, które mogłyby być zlokalizowane w Polsce.
Autor jest redaktorem naczelnym portalu www.chiny24.com. Politolog, publicysta, przedsiębiorca, od 1994 r. związany zawodowo z Chinami