Dlatego gminy ostro zabrały się do weryfikacji najemców swoich lokali komunalnych. Sprawdzają, czy osoby zameldowane faktycznie tam mieszkają, nie mają innych nieruchomości albo czy nie podnajmują mieszkań za stawki wolnorynkowe. Są już pierwsze efekty tej kontroli.

W Warszawie np., gdzie weryfikacja zaczęła się trzy lata temu, urzędnicy skontrolowali 87 tys. z 90 tys. gminnych czynszówek, z czego nieprawidłowości wykryto w dwóch tysiącach. – Okazało się, że wielu najemców wybudowało domy, a czynszówki trzymali dla dzieci – mówi Tomasz Krętek z biura ds. polityki lokalowej.

I wielu z nich nie rozumie, dlaczego musi je oddać.

Odwołują się od wyroków eksmisyjnych, zatrudniają adwokatów, przedstawiają świadków, czasem nawet przepisują nowe domy na rodzinę, żeby wykazać, że nic nie mają. Takich spornych spraw toczy się w warszawskich sądach 900, ale władze miasta i tak uważają to za sukces, bo ponad 800 mieszkań udało się już odzyskać.

Dobre efekty przynosi też nowa polityka mieszkaniowa władz Krakowa. Miasto nie tylko sukcesywnie weryfikuje lokatorów czynszówek, lecz także od pięciu lat nie podpisuje nowych umów najmu na czas nieokreślony.

– Gmina podjęła taką uchwałę i dzięki temu jesteśmy w stanie co kilka lat sprawdzać, czy najemcy faktycznie nie stać na zakup lub wynajem nieruchomości po cenach rynkowych – mówi Katarzyna Izdebska, kierownik referatu ds. obsługi mieszkańców urzędu miasta. Warunkiem przyznania lokalu jest bowiem przedstawienie zaświadczenia o dochodach.

Pretekstem do weryfikacji sytuacji materialnej najemców jest też wykup mieszkań z bonifikatą. Prawo do wykupu z 90-proc. upustem mają tylko ci najemcy, którzy nie posiadają innych nieruchomości. – Zdarzały się przypadki, że ktoś składał wniosek o wykup, a dostawał wypowiedzenie umowy najmu, bo się okazało, że ma działkę albo dom w okolicy – przyznaje Izdebska.

Miastu udało się odzyskać ponad tysiąc mieszkań, a 250 spraw jest w toku.

Gminy coraz sprawniej odzyskują też mieszkania od osób, które uporczywie nie płacą czynszu. Nowelizacja ustawy o ochronie lokatorów, która weszła w życie jesienią 2011 r., umożliwia bowiem eksmisję dłużników (pod warunkiem że jest wyrok sądu) do mieszkań socjalnych, a także do pomieszczeń tymczasowych o niskim standardzie. O tym, że samorządy z tego korzystają, świadczy rosnąca liczba eksmisji: np. w Łodzi w I półroczu wykonano 215 wyroków eksmisyjnych (w tym również z mieszkań spółdzielczych), w Poznaniu – 68, a w Gdańsku – 16.

Niestety to, co samorządom udało się odzyskać, to tylko kropla w morzu potrzeb. Na listach oczekujących na przydział mieszkań komunalnych jest dziś 135 tys. rodzin, których nie stać ani na zakup, ani na wynajem na wolnym rynku. Większość z nich będzie stać w tej kolejce lata, bo rotacja lokali należących do gminy jest bardzo mała: z danych Ministerstwa Transportu, Budownictwa i Gospodarki Mieszkaniowej wynika, że z ponad miliona komunalnych czynszówek co roku gminy odzyskują tylko około 3 proc.

I choć samorządy starają się sprawdzać, czy w dotowanych przez gminy lokalach mieszkają naprawdę ci, którzy potrzebują wsparcia, to ich możliwości są ograniczone. – Niestety, obecne przepisy nie pozwalają nam np. monitorować dochodów najemców – mówi Katarzyna Izdebska. A trudno liczyć na to, aby najemcy sami zawiadomili, że nie potrzebują już komunalnego lokalu.

Ludzie przepisują domy na rodzinę, aby zachować prawo do czynszówki