Na 8 lutego 2012 roku Sąd Okręgowy w Warszawie wyznaczył kolejny termin sprawy dotyczącej ustalenia, czy Skarb Państwa odpowiada za straty powiatów spowodowane tym, że muszą oddawać pieniądze za wydane karty pojazdów.

Sąd podjął taką decyzję, gdyż reprezentant Skarbu Państwa argumentował, że nie został spełniony jeden z warunków dopuszczalności rozpatrzenia sprawy w postępowaniu grupowym. Chodzi o to, że dochodzone przez członków grupy roszczenia muszą być oparte na tej samej lub takiej samej podstawie faktycznej. Jedyną cechą łączącą członków występującej grupy jest zaś fakt, iż są powiatami, a to nie oznacza jeszcze, że wszystkie mają roszczenie odszkodowawcze wobec Skarbu Państwa.

Związek Powiatów Polskich w swoim komunikacie nie zgadza się z tą argumentacją, wskazując m.in., że karty pojazdu na takich samych zasadach były wydawane w całym kraju. ZPP twierdzi też, że Prokuratoria Generalna, która reprezentuje Skarb Państwa, w piśmie procesowym z końca listopada br. nie dostrzegła bynajmniej tej przeszkody, pozostawiając sądowi decyzję co do rozpatrzenia sprawy w postępowaniu grupowym.

Na wczorajszej rozprawie rozstrzygnięta została tylko kwestia zmiany podmiotu skarżonego. Ze względu na zmiany w podziale i nazewnictwie ministerstw stał się nim minister transportu, budownictwa i gospodarki morskiej, a nie minister infrastruktury.

Cała sprawa związana jest z tym, że byłe Ministerstwo Infrastruktury nie dostosowało rozporządzenia w sprawie wysokości opłat za kartę pojazdu do przepisów prawa wspólnotowego. W wyniku funkcjonowania przepisu niezgodnego z konstytucją i prawem wspólnotowym powiaty zostały narażone na straty po wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 2006 roku (sygn. akt U 6/2004). Uznał on bowiem, że rozporządzenie ministra infrastruktury jest niezgodne z prawem. Tym samym otworzył drogę właścicielom pojazdów do żądania zwrotu różnicy między zapłaconą kwotą 500 zł a aktualną wysokością opłaty (która wynosi 75 zł i stanowi jedynie koszt wydania dokumentu), czyli 425 zł nadpłaty wraz z odsetkami.

Rudolf Borusewicz, sekretarz generalny Związku Powiatów Polskich, wskazuje, że powiaty były niejako poborcami opłat w wysokości określonej w ówczesnych przepisach.

– W cywilizowanym państwie ten, kto nałożył obowiązek, który okazał się niezgodny z prawem, powinien naprawić całą sytuację. Należało albo zwrócić pieniądze, albo ustalić jakieś inne rozwiązanie rekompensujące obywatelom bezprawną daninę – mówi Rudolf Borusewicz. Sprawa jest bolesna dla powiatowych budżetów tym bardziej, że w niektórych przypadkach sądy orzekają o zwrocie nie tylko wspomnianych 425 zł, ale całych 500 zł za kartę pojazdu. Tak się stało w Zamościu, gdzie Sąd Okręgowy uznał, że opłaty za kartę pojazdu naruszyły przepisy traktatu ustanawiającego Wspólnotę Europejską.

1 mld zł może zapłacić Skarb Państwa, jeżeli sąd uzna, że państwo odpowiada za straty powiatów