Pół roku po tym, jak projekt ustawy o dostępności trafił do konsultacji, Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju (MIR) przedstawiło wreszcie jego nową wersję, uwzględniającą zgłaszane uwagi. Tych było bardzo dużo, bo wiele z zaproponowanych w projekcie przepisów, których podstawowym celem ma być likwidacja barier i przeszkód w korzystaniu z różnego rodzaju usług publicznych, budziło kontrowersje. Zastrzeżenia miały zwłaszcza samorządy, które wskazywały, że projekt nakłada na nie dodatkowe, często niejasne wymagania, bez określenia źródeł ich finansowania. Okazuje się, że resort rozwoju z części z nich zrezygnował lub znacząco je zmodyfikował.

Nie tylko niepełnosprawni

Pierwsza z takich istotnych zmian dotyczy określenia, kto ma być adresatem nowych regulacji. Początkowo projekt przewidywał, że z przysługujących na jego podstawie uprawnień i udogodnień będą mogły korzystać osoby niepełnosprawne w rozumieniu przepisów o rehabilitacji (t.j. Dz.U. z 2018 r., poz. 511 ze zm.). Problem w tym, że wykluczałoby to z kręgu beneficjentów wszystkie inne osoby, które nie mają orzeczenia potwierdzającego dysfunkcję zdrowotną, a mimo to mają trudności w załatwieniu swoich spraw w urzędzie, przychodni czy innej publicznej instytucji. W związku z tym w projekcie zdecydowano się na przyjęcie definicji osoby ze szczególnymi potrzebami. To osoba, która ze względu na swoje cechy zewnętrzne lub wewnętrzne albo okoliczności, w jakich się znajduje, musi podjąć dodatkowe działania lub środki, aby uczestniczyć w różnych sferach życia na równi z innymi obywatelami.

– Im definicja szersza, tym lepsza, bo w ten sposób obejmie również seniorów, rodziców z dziećmi w wózkach czy chociażby chorych, którzy czasowo są niesprawni, bo mają np. nogę w gipsie – mówi Jacek Zadrożny, członek komisji ekspertów ds. osób z niepełnosprawnością, działającej przy RPO.

To właśnie z uwagi na ich potrzeby podmioty publiczne, czyli licząca ponad 65 tys. grupa głównie jednostek sektora finansów publicznych (w tym instytucji administracji rządowej i samorządowej), będą musiały spełniać określone wymagania w zakresie dostępności architektonicznej, cyfrowej oraz informacyjno-komunikacyjnej.

Nie ma certyfikacji

Kolejna istotna zmiana jest związana z procesem certyfikowania dostępności. Resort rozwoju chciał bowiem, aby wszystkie podmioty publiczne występowały o specjalny certyfikat potwierdzający, że spełniają wymagania dotyczące dostępności na poziomie wynikającym z przepisów. Wydawaniem certyfikatu oraz weryfikowaniem, czy urząd może go otrzymać, miały się zajmować instytucje, które uzyskałyby akredytację Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych (PFRON). Za brak tego dokumentu groziłaby finansowa kara, co więcej, co cztery lata konieczne byłoby poddawanie się certyfikacyjnemu audytowi.

Ten wymóg budził jednak duży sprzeciw ze strony samorządów, dlatego MIR zdecydował się z niego zrezygnować. Zamiast tego o certyfikat będą mogły fakultatywnie występować organizacje pozarządowe oraz prywatne podmioty, m.in. przedsiębiorstwa. Ich wydawaniem będą zaś zajmowały się instytucje wybrane w konkursie przez resort.

– Odstąpienie od obowiązku certyfikacji jest przykładem na to, że ewolucja projektu idzie w dobrym kierunku. Od początku staliśmy na stanowisku, że będzie ona jedynie biurokratycznym obciążeniem – co gorsza, pociągającym za sobą wydatkowanie publicznych pieniędzy na rzecz prywatnych podmiotów – podkreśla Grzegorz Kubalski z Związku Powiatów Polskich.

Z kolei zdaniem Jacka Zadrożnego zaproponowana formuła certyfikacji byłaby obecnie trudna do wykonania z uwagi chociażby na brak podmiotów, które w tak krótkim czasie mogłyby sprawdzić tak dużą liczbę jednostek sektora finansów publicznych.

– Trochę szkoda tej decyzji, bo odpowiednio skonstruowany system certyfikacji mógłby ukonkretnić to, czy w danych instytucjach standardy dostępności są faktycznie spełnione. Dlatego warto, żeby MIR wrócił do tego pomysłu w przyszłości – uważa Adam Zawisny z Stowarzyszenia Instytut Niezależnego Życia.

W projekcie zachowane zostały natomiast inne przepisy krytykowane przez samorządy, jak chociażby prawo do złożenia skargi do PFRON, gdy dana instytucja nie zapewniła osobie dostępności w preferowany przez nią sposób, oraz obowiązek zatrudniania koordynatora ds. dostępności. Przy czym w przypadku tego ostatniego MIR ograniczył listę podmiotów publicznych, które będą musiały go mieć, do organów władzy rządowej i samorządowej (nie trzeba go będzie wyznaczać np. w jednostce policji, kultury czy szpitalu).

Pieniądze na dostosowanie

Nowością, której nie było w pierwotnej wersji projektu, jest uruchomienie Funduszu Dostępności (FD). Mają być z niego finansowane działania służące zapewnieniu lub poprawie dostępności, w szczególności w budynkach użyteczności publicznej. Fundusz będzie prowadzony przez Bank Gospodarstwa Krajowego i będzie zasilany pieniędzmi pochodzącymi m.in. z dotacji budżetowej, ustawy o zasadach realizacji programów w zakresie polityki spójności oraz Solidarnościowego Funduszu Wsparcia Osób Niepełnosprawnych. Co do zasady wsparcie z FD będzie miało formę pożyczki lub kredytu – udzielanych na preferencyjnych warunkach, z możliwością częściowego umorzenia, bądź dotacji. W tym drugim przypadku będzie z niej można spłacić część pożyczki lub kredytu udzielonego z innych środków.

– Fundusz jest na pewno instrumentem potrzebnym, bo dostępność architektoniczna i transportowa jest kosztowna – podkreśla Jacek Zadrożny.

Niemniej, jak będzie wyglądało korzystanie z pieniędzy FD w praktyce, na razie nie wiadomo. W projekcie nie ma zapisów określających chociażby, jaka będzie wysokość pomocy oraz czy będą obowiązywać jakieś dodatkowe kryteria jej uzyskania.

– Wydaje się, że zainteresowanie pieniędzmi będzie duże, więc dobrze, gdyby trafiały faktycznie do tych podmiotów, które nie mają innych środków, aby dostosować się do standardów dostępności, i które są ważne dla osób z niepełnosprawnościami– uważa Adam Zawisny.

Etap legislacyjny

Projekt ustawy po konsultacjach

Ozga: Bardziej niż sędziów potrzebujemy asystentów prawnych