Jeden z czytelników DGP umieścił w serwisie YouTube nakręcony przez siebie film z uroczystości rodzinnej. Aby go uatrakcyjnić, podłożył jako tło popularną piosenkę. Niebawem otrzymał ostrzeżenie, że „film może zawierać treść, która należy do właściciela (tu podana jest nazwa organizacji zarządzającej prawami autorskimi – przyp.red.) lub jest przez niego licencjonowana”.
Użytkownik nie kryje, że rzeczywiście wykorzystał utwór chroniony prawem autorskim. Zastrzega jednak, że nie udostępnił go publicznie, lecz jedynie 10 członkom rodziny. Czy w tej sytuacji rzeczywiście złamał prawo?
– Nie mam żadnych wątpliwości, że takie działanie mieści się w ramach użytku osobistego.