Wolne licencje są alternatywą dla tradycyjnie rozumianych praw autorskich. Polegają na zezwoleniu na powielanie, udostępnianie, rozprowadzanie i udoskonalanie utworów, z których można korzystać za darmo lub za opłatą.

Obecnie dużą popularnością cieszą się wolne licencje Creative Commons (CC-BY oraz CC-BY-SA). Na licencjach tych publikowane są treści na Wikipedii, swoje płyty wydały tak znane zespoły, jak Radiohead i Nine Inch Nails, korzysta z nich też na swojej stronie internetowej Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji.

Gotowe wzory

– Licencje Creative Commons to gotowe wzory umów licencyjnych. Każda zawiera klauzulę uznania autorstwa (BY) nakazującą licencjobiorcy przekazywanie odbiorcom określonych informacji o twórcy (licencjodawcy), utworze, źródle oraz o samej licencji, co tak naprawdę na gruncie polskiego prawa jest potwierdzeniem i rozwinięciem ochrony autorskich praw osobistych.

To z tytułu tych praw twórca może domagać się np. oznaczania jego utworu imieniem i nazwiskiem – wskazuje dr Krzysztof Siewicz z Interdyscyplinarnego Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego UW, counsel GWW legal.

Licencja CC-BY-SA nakłada na licencjobiorcę, jeżeli rozpowszechnia swoje utwory zależne, obowiązek publikowania ich na tych samych warunkach, co utwór pierwotny.

Oznaczenie autora

Prawa twórców udostępniających treści na wolnych licencjach są często naruszane. Dzieje się tak, gdy np. portal internetowy publikuje materiały objęte wolnymi licencjami, nie podając nazwiska czy pseudonimu autora ani informacji o licencji, a jedynie podpisując je słowem internet czy Wikipedia.

– Nierzadko mamy do czynienia z sytuacją, gdy np. serwisy informacyjne wykorzystują zdjęcia umieszczone w repozytorium wolnych mediów Wikimedia Commons lub kopiują informacje z Wikipedii bez poszanowania praw twórców, którzy zdecydowali się udostępnić te materiały na wolnej licencji.

Wynika to zazwyczaj z niewiedzy. Najczęściej wystarczy zwrócenie uwagi publikującemu, by uzupełnił te informacje – mówi Mateusz Batelt ze Stowarzyszenia Wikimedia Polska.

Dr Siewicz wskazuje, że niepodanie tych informacji jest także naruszeniem autorskich praw osobistych.

– Z tego tytułu twórcy przysługuje wiele roszczeń. W praktyce dużo spraw kończy się jednak na etapie zawiadomienia o naruszeniu, gdyż udostępniający treści nie są zwykle zainteresowani sięganiem po środki prawne, a same naruszenia zostają szybko naprawione. 

Warto też pamiętać, że wprowadzenie w błąd co do autorstwa może stanowić przestępstwo plagiatu, które jest w Polsce ścigane z urzędu – zauważa dr Siewicz.

Dodaje, że brak reakcji naruszycieli skutkuje zbiorowymi protestami, które negatywnie odbijają się na ich wizerunku.

– W tego typu pozaprawnych sankcjach dostrzegam najskuteczniejsze, choć nie idealne, sposoby radzenia sobie z problemem – dodaje dr Siewicz.