Jednak zważywszy na to, że przepis dyrektywy i tak musi być przeniesiony do prawa krajowego, warto, by prace legislacyjne w tym zakresie poszły nieco dalej. Ochroną mogliby zostać wreszcie objęci również ci, którzy dziś o nieprawidłowościach bądź nadużyciach w firmie donoszą swoim szefom. W końcu od dawna postulują to nie tylko pracodawcy, lecz także rzecznik praw obywatelskich. Ministerstwo Rodziny problem zna, ale przynajmniej na razie umywa ręce.

Tymczasem Polska należy do nielicznej grupy państw europejskich, które wciąż nie mają odrębnych przepisów dotyczących ochrony sygnalistów. A np. w Wielkiej Brytanii prawo daje demaskatorom gwarancje ochrony przed zwolnieniami lub działaniami odwetowymi ze strony pracodawcy. O tego typu rozwiązaniach mówi się też u nas, a ochrona (w tym np. zakaz rozwiązywania stosunku pracy z sygnalistą) miałaby dotyczyć nie tylko zatrudnionych na umowy o pracę, lecz także zleceniobiorców czy samozatrudnionych.

Zresztą za tym, że czas najwyższy uregulować powyższe kwestie, przemawia nie tylko konieczność implementacji dyrektywy. Po pierwsze, wydaje się, że ratyfikowana przez nasz kraj cywilnoprawna konwencja Rady Europy o korupcji obliguje nas do zapewnienia takiej ochrony już od ponad 10 lat. Po drugie, znowu życie przegoniło prawo, bo wiele firm, nie patrząc na brak ustawowych regulacji, wprowadza swoje rozwiązania – autorskie albo zaczerpnięte z zagranicznych oddziałów firm. Specjalne platformy internetowe oraz linie telefoniczne służące do zgłaszania nadużyć z zachowaniem anonimowości zyskują stale na popularności, ale wykrywalność nieprawidłowości za ich pomocą i tak jest cały czas mizerna. Dlatego też – po trzecie – zmiany są raczej konieczne. W końcu nikt nie będzie nadstawiał głowy bez pewności, że nie obróci się to przeciwko niemu.

Polecany produkt: Kodeks pracy 2016>>