Krzysztof Jedlak kierownik działu Gazeta Prawna

Krzysztof Jedlak kierownik działu Gazeta Prawna

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

 Z upływem czasu poszły, oczywiście, swoją drogą. W przypadku GPW dobrze się stało (najchętniej czerpie przykłady zza oceanu, gdzie jest największy i najdojrzalszy rynek kapitałowy na świecie). W przypadku KSAP niekoniecznie.

Miała być kuźnią elit. Doskonałych urzędników znających się na rzeczy, wszechstronnie wykształconych, apolitycznych, kierujących się interesem państwa i obywateli.

W tym wypadku wzorem była ENA (École nationale d’administration), której dyplom rzeczywiście jest nad Sekwaną przepustką do kariery, zarówno w strukturach administracyjnych, jak i politycznej. Ukończyło ją wielu francuskich przywódców i liderów.

KSAP rozpoczęła z wysokiego C, zarówno jeśli chodzi o wymagania wobec kandydatów do nauki, jak i poziom nauczania. Cieszyła się też dużą popularnością. Ale z czasem spuściła z tonu. Z punktu widzenia decydentów okazała się niezbyt potrzebna. Jak to możliwe?

Od początku brakowało jednego – pomysłu, jak wykorzystać wiedzę i kwalifikacje jej absolwentów. Z roku na rok problem narasta. Ma to związek z tym, że wadliwie działa tak istotny – w teorii – element administracji publicznej, jak służba cywilna. Miał to być korpus dobrych urzędników, którzy będą rzetelnie służyć każdej władzy (i społeczeństwu), nieoglądających się ani na polityków, ani na kalendarz wyborczy. Niemal jednak od początku służba cywilna jest traktowana jako zło konieczne i nie realizuje celów, dla których ją powołano. Tym samym brakuje posad dla tych, którzy ukończyli KSAP.

W urzędach, zarówno rządowych, jak i samorządowych, niekompetencja nie jest czymś wyjątkowym, nepotyzm także. Z tego wynika, że – oczywiście – wciąż potrzebujemy dobrych urzędników. KSAP może pewnie ich wykształcić. Ale potrzebne są zmiany systemowe. A te są w rękach decydentów. I koło się zamyka.