Resort pracy planuje, by od maja przyszłego roku bezrobotny, który odmówi przyjęcia pierwszej oferty zaproponowanej przez urząd pracy, był wykreślany z rejestru osób bez zajęcia. Wówczas taka osoba traci ubezpieczenie zdrowotne. Profilowanie PUP i wyniki takie jak w Gdańsku mają być koronnym argumentem za wprowadzeniem takich zmian.

Jest tylko jedno „ale”. To, że bezrobotny jest osobą „niezainteresowaną współpracą z PUP w zakresie aktywnego poszukiwania pracy” nie oznacza, że odmawia podjęcia pracy. Jak pisaliśmy w DGP wbrew upowszechnianym opiniom tylko nieliczni bezrobotni odmawiają pośredniakom przyjęcia propozycji zatrudnienia lub innej formy pomocy.

W marcu było ich zaledwie 1,4 proc. (osób bez zajęcia wykreślonych z rejestrów urzędów pracy). Podobnie było w innych miesiącach. W styczniu wskaźnik ten wynosił 1,2 proc., a w lutym 1,3 proc.

To, że bezrobotni nie są nastawieni głównie na żerowanie na PUP, potwierdzają również inne dane publikowane przez DGP. Jak pisaliśmy niedawno – systematycznie rośnie liczba klientów czterech największych, prywatnych agencji rekrutacyjnych.

– Na jedno ogłoszenie możemy otrzymać nawet 3 tys. aplikacji. Najpopularniejsze są przeważnie stanowiska fizyczne: montażysta, pracownik produkcyjny, pakowacz, magazynier oraz pracownik call center. Rocznie przez naszą firmę przewija się ok. 200 tys. osób gotowych pracować – informuje Krzysztof Inglot z Work Service. W sumie tylko w tej jednej firmie pół miliona osób założyło swój profil, by aktywnie szukać pracy. Chętnych do ciężkiej fizycznej pracy nie brakuje, mimo że wynagrodzenia nie powalają: od minimalnej krajowej 1600 do maksymalnie 3300 zł brutto.