Jutro członkowie sejmowej komisji administracji i cyfryzacji wysłuchają informacji rządu na temat działania Krajowej Szkoły Administracji Publicznej (KSAP). Rozważane są dwa scenariusze. Jeden zakłada likwidację kształcenia w obecnym kształcie, a w zamian wprowadzenie specjalnej aplikacji dla pracujących urzędników w różnych ośrodkach w kraju. Drugi przewiduje pozostawienie dotychczasowego statusu prawno-organizacyjnego KSAP z pewnymi modyfikacjami.

W efekcie kształcenie stacjonarne i organizowane szkolenia pozostawałyby na dotychczasowym poziomie. Jednak formuła, jak zaznacza szef służby cywilnej, byłaby ukierunkowana na potrzeby urzędów. Oferta w tym przypadku również byłaby rozszerzona o kształcenie aplikacyjne pracowników administracji rządowej, które byłoby oparte na indywidualnej ścieżce kariery. Z tymi propozycjami w najbliższych dniach będzie musiał się zapoznać nowy szef kancelarii premiera. A ten ma możliwość sporządzenia autorskiej propozycji reformy i przedstawienia jej jako wariantu C.

– Ja osobiście opowiadałbym się za pozostawieniem kształcenia stacjonarnego, ale bardziej otwartego na potrzeby urzędów. Absolwenci uczelni są świetnymi fachowvcami i szybko się uczą, gdy nawet brakuje im doświadczenia – argumentuje prof. Krzysztof Kiciński, wiceprzewodniczący Rady Służby Cywilnej.

Jego zdaniem ministrowie powinni wpływać na dyrektorów generalnych, aby chętniej otwierali się na absolwentów tej uczelni. Zaznaczył, że nawet kosztem wymiany słabych pracowników.

Nie wszyscy jednak wierzą w reformę KSAP.

– Rząd nie ma pomysłu na całą służbę cywilną. W przypadku szkoły widoczna jest jej powolna agonia, bo zredukowano liczbę słuchaczy, a także ograniczono limit mianowań dla kandydatów na urzędników – wylicza Artur Górski, członek Rady Służby Cywilnej.

Do całej tej dyskusji nie chciał na razie odnieść się Jan Pastwa, nowy szef KSAP. Zaznaczył tylko, że proponowana przez niego wizja placówki musiała być zgodna z oczekiwaniami premiera, skoro powołał go na to stanowisko.

Urzędnicy po KSAP to trzon służby cywilnej

prof. Józefa Hrynkiewicz, była dyrektor Krajowej Szkoły Administracji Publicznej

Kształcenie stacjonarne w KSAP daje możliwość i realne szanse na ubieganie się o stanowiska kierownicze w administracji rządowej osobom również z małych miejscowości. Konkurs dla kandydatów na słuchaczy w tej szkole jest trudny i daje gwarancje, że trafiają tam tylko osoby najlepsze. Absolwenci tej uczelni są trzonem służby cywilnej. Jej ukończenie gwarantuje również apolityczność. Dlatego nie we wszystkich urzędach jej absolwenci są przyjmowani z otwartymi ramionami. Dyrektorzy generalni proponują im coraz mniej stanowisk, a jeśli już pojawiają się, to często nie odpowiadają ich kwalifikacji. Wyszkolenie profesjonalnego urzędnika nie jest możliwe za pomocą doraźnego kształcenia. Być może zmiany są potrzebne szkole, ale na pewno nie należy jej likwidować. Placówka powinna się np. dodatkowo otworzyć na potrzeby kształcenia również w administracji samorządowej. Tam także potrzebni są specjaliści, którzy znają finanse publiczne, prawo i fundusze europejskiej.