W najbliższych dniach partnerzy społeczni mają przedstawić opinie do rządowych propozycji zmiany przepisów o czasie pracy. Resort pracy przekazał im dwie wersje rozwiązań: kompleksową (nowy cały dział VI k.p.) oraz ograniczoną jedynie do wydłużania okresów rozliczeniowych i ułatwień w stosowaniu np. ruchomych godzin wykonywania obowiązków.

Na pierwszą nie chcą się jednak zgodzić pracodawcy, tłumacząc to przede wszystkim wzrostem kosztów pracy. Swój sprzeciw już zgłosili Pracodawcy RP oraz PKPP Lewiatan. Im zależy na uchwaleniu drugiej, krótszej wersji propozycji rządowych.

Z kolei związki zawodowe dyskusję nad projektami uzależniają od równoległego przedstawienia rozwiązań dotyczących stabilizacji zatrudnienia, w tym ograniczenia umów na czas określony (OPZZ). Obawiają się też, że kompleksowe zmiany mogą być niekorzystne dla pracowników.

Mimo więc, że negocjacje w komisji trójstronnej dotyczące czasu pracy trwają już prawie rok, to szanse na porozumienie wydają się nikłe.

Koszty dla firm

Pracodawcy nie popierają dużego wariantu zmian przede wszystkim z obawy o wzrost kosztów związanych z zatrudnieniem pracownika. Ich zdaniem stałoby się tak, gdyby – jak przewidują te propozycje – firma musiała płacić dwa dodatki za pracę w niedzielę, święto i dzień wolny z tytułu pięciodniowego tygodnia pracy (za nadgodziny i pracę w te dni). Obecnie płaci tylko jeden. Przesądziła o tym uchwała Sądu Najwyższego z 15 lutego 2006 r. (II PZP 11/05). SN uznał, że w razie nieudzielenia przez pracodawcę w okresie rozliczeniowym innego dnia wolnego w zamian za dozwoloną pracę świadczoną w niedzielę lub święto pracownikowi przysługuje za każdą godzinę tylko jeden dodatek – przewidziany w art. 15111 par. 2 lub par. 3 k.p. (za pracę w niedzielę lub święto). Nie otrzymuje natomiast dodatku określonego w art. 1511 par. 2 k.p. (dodatek za godziny nadliczbowe z tytułu przekroczenia średniotygodniowej normy czasu pracy).

– Nie jestem zwolennikiem rozwiązania zaproponowanego przez resort. Za ten sam czas pracy pracownik nie powinien dostawać dwóch dodatków – mówi Sławomir Paruch, radca prawny, senior counsel w Kancelarii Raczkowski i Wspólnicy.

Tłumaczy, że w tym przypadku istotne znaczenie będzie miało ustalenie wysokości obu dodatków (w przekazanej partnerom społecznym wersji rozwiązań rząd ich nie przedstawił, pozostawiając tę kwestię do negocjacji). Obecnie oba wspomniane dodatki wynoszą po 100 proc. wynagrodzenia. Jeżeli to by się nie zmieniło, to koszty pracy rzeczywiście by wzrosły. Jeśli jednak zostałyby zmniejszone do np. 50 proc. pensji, pracodawca płaciłby w praktyce tyle samo ile obecnie, tyle że jako dwa, a nie jeden dodatek.