Tak duże zainteresowanie to efekt słabej konkurencji polskich firm w organizacji staży. Wiele z nich, wykorzystując trudną sytuację na rynku pracy, w dalszym ciągu proponuje młodym bezpłatne praktyki. Tymczasem za granicą jest inaczej. Na przykład agencja reklamowa Burson-Marsteller z Brukseli płaci praktykantom 900 euro miesięcznie, pomaga znaleźć tanie lokum i dorzuca jeszcze bilet lotniczy w obie strony. Jeszcze wyższe wynagrodzenia są w Wielkiej Brytanii. – Niektóre instytucje finansowe płacą stażystom nawet 900 – 1000 funtów miesięcznie – mówi Paulina Rogala z krakowskiego oddziału AIESEC.

By zostać zakwalifikowanym na praktykę, trzeba dokonać aplikacji, odbyć rozmowę z członkiem AIESEC oraz przejść test językowy. Mogą być z niego zwolnieni tylko ci, którzy mają certyfikaty językowe. Po przejściu rekrutacji młodzi ludzie stają się członkami organizacji AIESEC i mają dostęp do bazy praktyk, gdzie z pomocą bardziej doświadczonego członka organizacji wyszukują dla siebie odpowiednie oferty. Poszukiwanie oferty trwa średnio 2 miesiące. Organizacja zapewnia też przygotowanie do praktyki, pomoc w uzyskaniu wizy, kontakt w czasie praktyki i po niej. Koszty związane z wizą, ubezpieczeniem, przelotem lub przejazdem do kraju praktyki kandydaci pokrywają sami.

Ale warto się starać. O polskich studentów szczególnie ostro walczą wielkie międzynarodowe koncerny. A staż za granicą z reguły otwiera drzwi do kariery w kraju. Z danych m.in. AIESEC wynika, że młodzi, którzy mogą pochwalić się doświadczeniem w zagranicznych firmach, 2 – 3 razy szybciej znajdują pracę w Polsce niż ich koledzy. Na przykład Anna Deneka, która miesiąc przepracowała w firmie PR Fleishman-Hillard w Wielkiej Brytanii, trzy tygodnie po wysłaniu CV dostała trzy propozycje pracy. – Liczyło się doświadczenie w międzynarodowym zespole – mówi Deneka. Niestety, skutkiem ubocznym staży bywa emigracja młodych.