Najbardziej niechętni migracji za pracą są starsi mieszkańcy małych miasteczek i wsi, szczególnie ci ze średnim i niższym wykształceniem. To nie dziwi. Zaskoczeniem jest to, że maleje mobilność ludzi między 25. a 29. rokiem życia. Tylko 39 proc. ankietowanych w tej grupie wyraziło chęć wyjazdu do innego miasta za pracą. Trzy lata temu – ponad połowa badanych.

Nawet wyższe studia nie są czynnikiem mobilizującym. Kilka lat temu osoby z dyplomem wyższej uczelni, które decydowały się zostać na wsi czy w małym miasteczku, były wyjątkiem. Dziś tylko 25 proc. respondentów po studiach zdecydowałoby się na przeprowadzkę za pracą. „Zdecydowanie nie” na takie pytanie odpowiedziało natomiast aż 62 proc. z nich.

Według psychologa biznesu Izabeli Kielczyk obserwowany spadek mobilności Polaków to przede wszystkim efekt trudniej sytuacji na rynku pracy, a także deprecjacji wyższego wykształcenia. Obecnie stopa bezrobocia wśród młodych przekracza 25 proc., a odsetek bezrobotnych z dyplomami wyższych uczeni zwiększył się z 8,5 proc. w 2008 r. do 11 proc. w roku ubiegłym.

– Nawet ci, którzy dostają konkretną propozycję zatrudnienia, niechętnie zmieniają miejsce zamieszkania. Nie mają bowiem gwarancji co do tego, jak długo będą mieli pracę – tłumaczy Kielczyk. Dodaje, że wielu pracodawców jest obecnie skłonnych zatrudniać na umowy-zlecenia lub umowy o dzieło, a to zbyt mało, by ściągnąć chętnych do pracy z innych miast.

Czynnikiem wyhamowującym mobilność są również wysokie koszty zakupu lub wynajmu mieszkań. Średnie wynagrodzenie młodych rzadko przekracza 2 tys. zł netto, a za takie pieniądze trudno się utrzymać nawet w mniejszych miastach, nie wspominając o aglomeracjach takich jak Warszawa, Poznań czy Gdańsk.

Mniejsza mobilność niepokoi specjalistów od rynku pracy. W raporcie Banku Światowego pojawiły się wręcz ostrzeżenia, że Polska ma poważny problem z bezrobociem strukturalnym.