– Ten spadek potwierdza, że coraz więcej emigrantów osiedla się za granicą na stałe. Część z nich ściąga do siebie rodziny, nie musi więc przysyłać pieniędzy na ich utrzymanie w kraju – tłumaczy prof. Krystyna Iglicka, ekonomistka i demograf, rektor Uczelni Łazarskiego. Osoby decydujące się na długi pobyt za granicą inwestują tam w naukę dzieci, kupują samochody i budują domy. Biorą tam kredyty i zaciągają zobowiązania na lata. O powrocie do kraju nie myślą.

Od przystąpienia Polski do UE emigranci przesłali do kraju 132,5 mld zł

To, że takich osób jest coraz więcej, potwierdzają wyniki powszechnego spisu ludności i mieszkań z 2011 r. Według niego w Polsce mieszka już tylko 37,2 mln osób, a milion przebywa za granicą dłużej niż rok.

Powodem mniejszych przelewów do kraju mogą być powroty. – Część Polaków zdecydowała się wrócić nad Wisłę. Jedni dlatego, że stracili pracę, inni, bo tak planowali – mówi prof. Janusz Czapiński, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego. Zwraca uwagę, że w ostatnim czasie spadła liczba osób migrujących w poszukiwaniu pracy na krótki czas. – Mniej jest wyjazdów w ciemno, bo w kryzysie zdobycie płatnego zajęcia za granicą jest trudne i takie osoby czekają na poprawę tamtejszej koniunktury – twierdzi prof. Czapiński.

– Kryzys spowodował, że zarobki na Zachodzie nie rosną tak szybko, jak we wcześniejszych latach, podczas gdy koszty utrzymania się zwiększają. Dlatego emigranci mogą mieć mniej pieniędzy na to, aby wspierać rodziny w Polsce – dodaje prof. Henryk Domański, socjolog z PAN.

Jednak mimo lekkiego załamania transfery z zagranicy w znaczącym stopniu wspierają nie tylko setki tysięcy rodzin, lecz także całą gospodarkę. Od czasu wstąpienia Polski do UE emigranci wpompowali w nią imponujące 132,5 mld zł. Eksperci nie mają jednak wątpliwości, że z roku na rok przekazy będą coraz mniejsze. Bo więcej rodaków będzie się osiedlać za granicą na stałe. – Gotowość do wyjazdów za chlebem nie słabnie. Zwłaszcza wśród osób dobrze wykształconych, które walą głową w mur, bo w kraju nie mogą znaleźć pracy odpowiadającej ich kwalifikacjom i aspiracjom – kwituje prof. Czapiński.

Słabnie deszcz gotówki z zagranicy

Od czasu wejścia Polski do Unii Europejskiej rodacy, którzy wyjechali za pracą za granicę, przysłali do naszego kraju imponującą kwotę 132,5 mld zł. To jedna trzecia rocznego budżetu Polski. W ubiegłym roku było to 17 mld zł – prawie 0,5 mld zł mniej niż rok wcześniej.

Polscy emigranci

Polscy emigranci

źródło: DGP

Najbardziej zmalały przekazy z Irlandii – wynika z danych NBP. Były one 765 mln zł niższe niż w 2010 r. i wyniosły 1,907 mld zł. Z kolei kwota przysłana z Wielkiej Brytanii skurczyła się w tym czasie o 138 mln zł do 3,1 mld zł. Natomiast ci, którzy pracowali w Niemczech, przekazali do Polski najwięcej, bo prawie 5,2 mld zł i było to o 587 mln zł więcej niż w 2010 r. Zadecydowało o tym otwarcie od 1 maja ubiegłego roku rynku pracy w tym kraju dla Polaków. Dzięki temu zwiększyła się liczba rodaków zatrudnionych u naszego zachodniego sąsiada.

Eksperci nie mają wątpliwości, że miliardowe transfery z zagranicy wspierają naszą gospodarkę i bieżącą konsumpcję gospodarstw domowych. – Dlatego w wielu polskich rodzinach nie ma biedy – mówi Piotr Bujak, główny ekonomista Nordea Banku. Młodzi pomagają rodzicom głównie dlatego, że mają oni chude emerytury i renty. Dzięki tym pieniądzom jedni mają środki na opłacenie czynszu, inni kupują jedzenie, a jeszcze inni sprzęt RTV i AGD, samochody, budują domy lub nabywają mieszkania. – To wszystko zwiększa popyt wewnętrzny i przyczynia się do wzrostu PKB – podkreśla Bujak.

Osoby, które wracają z zagranicy, przywożą czasem pokaźne kwoty, za które w Polsce uruchamiają własny biznes. Tworzą miejsca pracy nie tylko dla siebie, lecz w wielu przypadkach także dla innych osób. A dzięki doświadczeniom nabytym w innym kraju ich biznes jest bardziej trwały i odporniejszy na konkurencję.

To niejedyne plusy. Zdaniem Jakuba Borowskiego, głównego ekonomisty Kredyt Banku, gdyby nie pieniądze nadsyłane przez Polaków pracujących za granicą, kurs złotego byłby słabszy. Przyczyniają się one do umocnienia złotego, ponieważ zwiększają popyt na naszą walutę.

Są też i pewne wątpliwości. – To dobrze, że emigranci przysyłają część zarobionych pieniędzy. Ale znacznie lepiej byłoby, gdyby nie musieli wyjeżdżać z kraju i mogli pracować na miejscu – mówi prof. Mieczysław Kabaj z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych. Wówczas w Polsce płaciliby podatki, wydawali pieniądze, przyczyniając się m.in. do wzrostu produkcji i rozwoju usług. – Kraj zyskałby zdecydowanie więcej niż z transferu środków – ocenia prof. Kabaj.

Jedno jest pewne. Nie ma programu, który pomógłby ściągać rodaków do kraju. Zresztą nie miałoby to większego sensu, bo ponad 2,1 mln osób nie ma pracy. Gdyby nastąpiły masowe powroty, bezrobocie mogłoby wzrosnąć i zamiast dużego strumienia pieniędzy mielibyśmy dodatkowe kłopoty.