Ze zgłoszeń powstaje mapa, na której żółtymi symbolami zaznaczane są miejsca, w których zgłoszono nieprawidłowości w stosunkach z pracodawcami. Niestety, nie pojawiają się na niej nazwy konkretnych sieci i placówek.

– Początkowo to robiliśmy i przynosiło to efekt. Właściciele czy kierownictwo placówki starali się usuwać nieprawidłowości – mówi Alfred Bujara, przewodniczący Sekcji Krajowej Pracowników Handlu NSZZ „Solidarność”. Jednak jak dodaje, w obawie przed ewentualnymi konsekwencjami prawnymi zrezygnowano z podawania nazw.

Bujara wyjaśnia, że anonimowość jest tymczasowa. W najbliższym czasie dojdzie do spotkania z głównym inspektorem pracy. Zostaną na nim przekazane konkretne przypadki, które będą przedmiotem zainteresowania inspektorów. Nie zawsze jednak ich interwencja będzie mogła być skuteczna, bo znaczna część zgłoszeń dotyczy mobbingu, stresu czy złego traktowania pracowników.

Przykładem może być sprawa z Łodzi, gdzie w jednym ze sklepów sieci Real szefostwo nakazało pracownicom zaszycie kieszeni i zakazało noszenia przy sobie prywatnych rzeczy oprócz długopisu oklejonego przez ochronę.

– To poniżające traktowanie wszystkich jak złodziei. W tej sieci działają związki, można o takich rzeczach rozmawiać, tylko kierownictwo zamiast dialogu woli wręczyć załodze karteczki z informacją o nowych standardach – mówi Alfred Bujara.

Niewiele jest zgłoszonych spraw, które dotyczą złamania konkretnego przepisu prawa pracy. Pracodawcy zainwestowali w systemy ewidencji czasu pracy, wózki, magazyny itp. Mniejszą niż kilka lat temu liczbę przypadków łamania prawa potwierdzają wyniki kontroli PIP.

Najczęstsze problemy, jakie zgłaszają pracownicy branży handlowej, to w kolejności: stres i mobbing, ponadnormatywne obciążenie pracą, niskie wynagrodzenia i kontrakty terminowe. Szczególnie często w czasach kryzysu w sklepach zatrudniani są pracownicy tymczasowi.