Ujawnione niedawno audyty niektórych unijnych projektów obalają mit o źle opłacanych urzędnikach. Okazuje się, że niektóre urzędy dzięki unijnym funduszom mają się całkiem dobrze i żaden kryzys ani zaciskanie pasa im nie grozi.
Stać je na płacenie urzędnikom podwójnie: raz za pracę wykonywaną na etacie, drugi za ich zaangażowanie w unijny projekt. Gdy w ubiegłym roku w administracji szukano oszczędności, dyrektor centrum projektów unijnych utworzonego przy jednym ze starostw powiatowych zarobił w tym czasie na etacie 111 tys. zł, a na dodatkowej umowie zlecenia – 101 tys. zł.
Gdyby przełożyć te proporcje na czas pracy na etacie i przy projekcie, musiałby spędzać w urzędzie prawie 16 godzin na dobę. Nie słyszałam jednak, żeby z racji realizacji unijnego projektu którykolwiek urząd wydłużył godziny swojej pracy. Unijne pieniądze, które miały być przeznaczone m.in. na aktywizację bezrobotnych i podopiecznych opieki społecznej trafiają głównie do kieszeni dyrektorów i garstki urzędników gminnych czy powiatowych. W tym koniecznie księgowej, bo najważniejsze, żeby w papierach było wszystko w porządku.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.