- Decyzje o zmianie kraju zamieszkania wymagają zwykle wielomiesięcznych przygotowań. Nie można wymagać od ludzi, by rzucili wszystko, dając im nadzieję na pracę w Polsce, jeśli podstawa tej nadziei zmieniana jest kilka razy w roku - mówi Marta Jas-Baran, Kancelaria Radcy Prawnego Marta Jas-Baran, specjalizująca się m.in. w prawie cudzoziemców.
Reklama
DGP
W ostatnim czasie pojawiło się kilka projektów dotyczących otwarcia rynku pracy dla osób spoza Unii, zwłaszcza wykonujących zawody medyczne. W listopadzie do konsultacji skierowano m.in. projekt nowelizacji rozporządzenia w sprawie pracy bez konieczności uzyskania zezwolenia, uchwalono też dwie ustawy wprowadzające ułatwienia w zatrudnianiu medyków ze Wschodu. Jak pani ocenia kolejne kroki ułatwiające legalizację pobytu cudzoziemców?
Powierzenie wykonywania pracy cudzoziemcowi na terytorium Polski bez konieczności uzyskania zezwolenia jest z pewnością dobrym pomysłem, który w zamyśle mógłby pomóc przyciągnąć specjalistów zza wschodniej granicy na nasz „covidowy” rynek pracy. Szczególnie że ma ono na celu przekierowanie do Polski nie tylko lekarzy, lecz także wykwalifikowane pielęgniarki i ratowników medycznych.
Zwalnia również z konieczności uzyskania zezwolenia na pracę cudzoziemców posiadających wizę z adnotacją „Poland. Business Harbour” (PBH), będącą nazwą programu rządowego skierowanego do specjalistów IT, start-upów oraz innych firm chcących relokować swój biznes do Polski. Wpisuje się to zresztą w słuszny trend gospodarczy, zgodnie z którym Polska powinna zwiększać na swoim rynku udział osób o wysokich kwalifikacjach – również tych pochodzących z innych krajów.
Czy jednak brak konieczności uzyskania zezwolenia na pracę rzeczywiście to ułatwi?
Na mocy ostatniej nowelizacji ustawy o cudzoziemcach (z 28 października br.) zniesiono zakaz wykonywania pracy bez zezwolenia przez cudzoziemców przebywających w Polsce na podstawie wizy wydanej w celu przyjazdu ze względów humanitarnych, z uwagi na interes państwa lub zobowiązania międzynarodowe. Medycy w dalszym ciągu napotykali jednak na barierę administracyjną w postaci konieczności uzyskania takiego zezwolenia. Stąd wydaje się, że logicznym krokiem w celu aktywizacji cudzoziemców na polskim rynku pracy jest uchylenie tego obowiązku odnośnie do szerszej grupy osób. Jednak w mojej opinii jest to również dość mocno spóźniony krok.
Poza tym trwająca miesiącami, a nawet latami procedura legalizacji pobytu jest tylko jednym z powodów, dla których Polska już od długiego czasu nie jest specjalnie atrakcyjnym miejscem pracy dla cudzoziemców wykonujących zawody medyczne. Do tej pory co roku rejestrowano średnio tylko ok. 100 oświadczeń o powierzeniu pracy i wydawano kilkadziesiąt zezwoleń na pracę dla pracowników medycznych, głównie lekarzy.
Dlaczego?
Podstawową barierą cały czas jest długotrwały i skomplikowany proces nostryfikacji dyplomów. Stąd w ślad za ułatwieniami dotyczącymi legalizacji pobytu i pracy muszą iść konkretne i przede wszystkim trwałe ułatwienia w uznawaniu kwalifikacji zawodowych. Niestety, w tym zakresie medycy napotykają chaos informacyjny i kolejne, biegnące w wyścigu ustawodawczym, poselskie projekty ustaw.
Jeszcze w wakacje rząd uznał, że ułatwień w dopuszczaniu do zawodu lekarza na polskim rynku medycznym nie będzie (taki przepis wykreślono na ostatnim etapie prac z nowelizacji ustawy o zawodzie lekarza i lekarza dentysty – przyp. red.). Motywowano to głównie tym, że specjaliści zza wschodniej granicy mogą być gorzej przygotowani, ponieważ okres wymagany do zdobycia specjalizacji jest tam krótszy. Jednak zapewne ze względu na nieprzygotowanie i zapaść polskiej służby zdrowia stanowisko rządu uległo zmianie i 28 października uchwalono ustawę wprowadzającą szereg ułatwień w celu przyznania prawa do wykonywania zawodu lekarza oraz dentysty (ustawa o zmianie niektórych ustaw w związku z przeciwdziałaniem sytuacjom kryzysowym związanym z wystąpieniem COVID-19). A już 17 listopada posłowie PiS złożyli kolejny projekt ustawy (o zmianie niektórych ustaw w celu zapewnienia w okresie ogłoszenia stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii kadr medycznych; uchwalony na ostatnim posiedzeniu – przyp. red.), który zakłada kolejną zmianę procedury dopuszczenia medyków spoza UE do pracy na polskim rynku medycznym, a precyzyjniej – wprowadza kolejną ścieżkę do wykonywania zawodów medycznych.
Należy pamiętać, że decyzje o zmianie miejsca zamieszkania poza granice ojczystego kraju rzadko zapadają z dnia na dzień i wymagają zwykle wielomiesięcznych przygotowań. Jest to również całkowita zmiana dotychczasowego życia. Wymagamy od tych ludzi, by rzucili wszystko, dając im nadzieję na pracę w Polsce, podczas gdy podstawa tej nadziei zmieniana jest przez rządzących kilka razy w roku. W jaki sposób brak pewności prawa ma zachęcić do przyjazdu?
W jakim kierunku powinny zatem pójść uproszczenia w procedurze legalizacji pobytu, żeby spełniły swój cel?
Wyłącznie trwałość regulacji oraz przestrzeganie zasady niedziałania prawa wstecz, a także zapewnienie klarownych przepisów przejściowych w zakresie uznawania kwalifikacji mogą przynieść pozytywne dla Polski efekty. Jak na razie bowiem selektywne przestrzeganie zasad tworzenia prawa, duża rotacja kolejnych wersji ustaw i brak szerokich konsultacji ze środowiskami medycznymi stawiają pod znakiem zapytania skuteczność ingerencji w procedurę legalizacji pobytu oraz pracy. Bo i tak wątpliwe jest, czy przełoży się to na zainteresowanie specjalistów polskim rynkiem pracy.