Europejskie Centrum Solidarności nie przedłużyło umowy członka związku zawodowego, który skrytykował działania zarządu jednostki wobec załogi. Spór najprawdopodobniej rozstrzygnie sąd.
31 sierpnia 2020 r., w 40. rocznicę podpisania porozumień sierpniowych, pracę w Europejskim Centrum Solidarności stracił Cezary Rudnicki, aktywny członek związku zawodowego, który domagał się od pracodawcy rzetelnego dialogu z reprezentacją załogi. Wraz z upływem tego dnia zakończyła się jego trzecia, kolejna umowa na czas określony. Czwarta musiałaby być już zawarta na stałe, ale ECS jej nie zaproponował, więc angaż się zakończył. Na razie były już pracownik centrum wnioskuje o ugodowe rozwiązanie sporu przed sądem pracy w Gdańsku. Jeśli do niego nie dojdzie, sąd najprawdopodobniej będzie musiał zająć się pozwem o dyskryminację.
Sprawa może mieć precedensowy i specyficzny charakter. Jak w soczewce ogniskuje się w niej wiele mankamentów polskiego rynku pracy – wykorzystywanie terminowego zatrudnienia, brak dialogu i współdziałania między pracodawcą i podwładnymi, czasem przesadna, a czasem nieskuteczna ochrona dla osób walczących o prawa załogi, kierowanie się emocjami w relacjach zatrudnienia. W tym konkretnym przypadku są one bardziej widoczne, bo chodzi o jednostkę, która ma „przyczynić się do tego, aby ideały ruchu Solidarność – demokracja, społeczeństwo otwarte i solidarne, kultura dialogu – zachowały swoją atrakcyjność i aktualność”. To cytat z oficjalnej misji ECS.