Jutro ich efekty będą omówione podczas posiedzenia Krajowego Komitetu Protestacyjnego Solidarności. – Będzie raczej szybka decyzja. Albo zgadzamy się na rządowe propozycje, albo rozpoczynamy strajk – mówi nam jeden z solidarnościowych działaczy.

– Jeśli będzie porozumienie, to może zostać podpisane z premierem w Małopolskim Kuratorium Oświaty, które jest okupowane przez działaczy Solidarności. Na takim rozwiązaniu nasz związek może tylko zyskać i pokazać, że nie szantażem, ale rozmową wypracowaliśmy porozumienie w sprawie dodatkowych podwyżek dla nauczycieli – dodaje.

Z naszych informacji wynika, że szef Solidarności Piotr Duda nie był zadowolony z oddolnej decyzji, aby rozpocząć okupację małopolskiego kuratorium. Z kolei działacze oświatowej Solidarności obawiają się, że jeśli będą biernie przyglądać się poczynaniom Związku Nauczycielstwa Polskiego (ZNP) i Forum Związków Zawodowych (FZZ), to będą od nich odchodzić członkowie. Zwłaszcza że część z nich i tak się odgraża, że jeśli podwyżki nie będą zadowalające, to mimo podpisanego z rządem porozumienia będą strajkować.

Oliwy do ognia dolała też weekendowa wypowiedz Sławomira Broniarza, prezesa ZNP, który przyznał, że rady pedagogiczne mogą nie zatwierdzić promocji uczniów do kolejnych klas, co spowoduje wielki kataklizm całego systemu oświaty. ZNP i FZZ datę strajku wyznaczyły na 8 kwietnia.

Oświatowa Solidarność domaga się od rządu 15 proc. podwyżki z wyrównaniem od stycznia i 15 proc. w 2020 r. Rząd w styczniu przyznał 5 proc. podwyżki, a od września będzie kolejne 5 proc. Efektem rozmów Solidarności z PiS ma być dodatkowe 5 proc. w tym roku, czyli łącznie 15 proc., ale bez wyrównania od stycznia. Solidarność chce, by druga i trzecia transza były wypłacone nie we wrześniu, ale tuż przed wakacjami. Rząd jednak obstaje przy jesiennym terminie. Nie wiadomo też, jak będzie wyglądał wzrost płac w 2020 r.

Z kolei ZNP i FZZ domagają się tysiąca złotych podwyżki z wyrównaniem od stycznia. W efekcie propozycja Solidarności jest podobna do tej postulowanej przez te dwie centrale. Z takim zastrzeżeniem, że wzrost wynagrodzeń dla nauczycieli byłby rozłożony w czasie.

W niepewności żyją też urzędnicy rządowi, którzy pracują w terenie. Podczas wstępnych rozmów zdecydowano, że najmniej zarabiający będą mogli liczyć na podwyżki od 10 do 15 proc.

– Nasze żądania są niezmienne – tysiąc złotych netto z wyrównaniem od stycznia. Mieliśmy jedno spotkanie w resorcie spraw wewnętrznych i administracji, na którym proszono nas o cierpliwość – mówi Elżbieta Kurzępa, szefowa NSZZ „Solidarność” w Lubelskim Urzędzie Wojewódzkim.

Dodaje, że niezależnie od zakończenia rozmów ministerstwo chce się z nimi spotkać w tym miesiącu.