Reklama
TRZY PYTANIA do Barbary Surdykowskiej, eksperta NSZZ „Solidarność”
Podczas posiedzenia zespołu Rady Dialogu Społecznego ds. prawa pracy zaproponowali państwo wprowadzenie do nowelizacji ustawy o rozwiązywaniu sporów zbiorowych możliwości negocjowania przez pracowników warunków zatrudnienia z podmiotem, który rzeczywiście o tym decyduje. Skąd pomysł?
Ten postulat wynika z faktu, że mamy w Polsce zarządczą, a nie właścicielską koncepcję pracodawcy, która w zbiorowym prawie pracy rodzi wiele problemów. Chodzi o sytuacje, w których spór zbiorowy jest wszczynany wobec podmiotu będącego częścią osoby prawnej, np. spółki prawa handlowego. Tam zarząd centralny rozstrzyga postulaty dotyczące podwyżek wynagrodzeń czy warunków pracy. Dlatego gdy powstaje konflikt, pracodawca cały czas musi konsultować się z centralą, żeby ustalić, jakie ma pole manewru. W żargonie związkowym tego typu sytuacje nazywamy „sporami zbiorowymi na telefon”. Żeby tego uniknąć, o wiele bardziej racjonalne jest stworzenie możliwości wszczynania takich spraw wobec podmiotu, który ma faktyczne władztwo.
Czy ta propozycja miałaby dotyczyć zarówno podmiotów działających w sferze publicznej, jak i prywatnej?
Zdecydowanie tak. W przypadku podmiotów prywatnych chcemy, aby spór można było wszcząć przeciwko zarządowi centralnemu spółki. W sferze publicznej problem polega na tym, że związek zawodowy reprezentujący pracowników może wszcząć spór zbiorowy jedynie wobec pracodawcy w rozumieniu k.p. Obecnie wykładowcy wyższej uczelni kierują sprawę przeciwko rektorowi, a nie ministrowi nauki i szkolnictwa wyższego. Dlatego chcielibyśmy, aby w takich przypadkach organy władzy centralnej, takie jak ministerstwa, mogły być stroną sporu zbiorowego.
Co dalej będzie się działo z tą propozycją?
Planowane są spotkania autonomiczne związków zawodowych i organizacji pracodawców reprezentowanych w RDS, na których ta propozycja będzie omawiana.