Ostatnio coraz częściej w sklepach podczas zapłaty kartą pytani jesteśmy o podanie naszego kodu pocztowego. Informacja ta wydaje się dla nas mało istotna, dlatego bez zastanawiania przekazujemy sprzedawcy wymagany od nas numerek. Czy to tylko pozory? Nie ujawniajcie prawdziwych informacji – ostrzega dr Wojciech Wiewiórkowski, generalny inspektor danych osobowych.

Podobno chodzi o statystyki

Dlaczego firmy kompletują nasze kody pocztowe? Sprawa ta na pierwszy rzut oka wydaje się dość oczywista. Pewnie chodzi o statystyki – myślimy. Szczególnie, że wiele podmiotów wydaje podobne oświadczenia w tej sprawie.

Na forum internetowym Castoramy znaleźć możemy następujący wpis:

Reklama

„Zbieramy kody pocztowe, aby badać zasięg oddziaływania poszczególnych sklepów. Innymi słowy chcemy wiedzieć skąd trafiają do nas Klienci, i co kupują. Te informacje wykorzystujemy jedynie dla celów statystycznych oraz, by jak najlepiej dopasować ofertę do potrzeb naszych Klientów.”

Tak więc oficjalnie cel, którzy przyświeca całej akcji z kodami to zabieg marketingowy, jakim jest targetowanie. Podajemy kod pocztowy, a sprzedawca za pomocą niego potrafi zlokalizować grupy swoich odbiorców. Określenie skąd klienci przyjeżdżają na zakupy może pomóc w przeprowadzaniu kampanii reklamowych, bądź w podjęciu decyzji o otwarciu nowego oddziału sklepu. Brzmi racjonalnie, lecz to tylko jedna strona medalu.

Reklama

Sprzedadzą Twoje dane?

– Gdy płacimy kartą, sklep nie zbiera informacji, które można by uznać za dane osobowe – mówił dr Wojciech Rafał Wiewiórowski w rozmowie z redaktor Katarzyną Węsierską z Czwórki Polskiego Radia.

– Po wykonaniu takiej operacji sklep zna bowiem tylko ostatnie cyfry numeru karty – wyjaśniał.

– Ta informacja uzupełniona kodem pocztowym może umożliwić zewnętrznemu analitykowi, który miałby dostęp do numerów kart bankomatowych czy kredytowych oraz adresów zamieszkania ich posiadaczy, ustalenie, o jakiego klienta chodzi – dodał.

Sklep kompletując niniejsze wycinkowe dane, teoretycznie może dokonać sprzedaży zestawu informacji o zakupach dokonanych przez niezidentyfikowane dla niego osoby. Taka baza nie zawiera jeszcze oficjalnych danych osobowych chronionych ustawą, dlatego sklep nie naruszyłby prawa.

– Problem polega jednak na tym, że jeśli dane kupi firma mająca klucz łączący adres zamieszkania z numerem karty, to informacja o dokonywanych przez nią zakupach mogłaby stanowić cenne uzupełnienie jej profilu osobowego – wskazał dr Wojciech Rafał Wiewiórowski.

Taki proces w świetle prawa jest nielegalny. Nie wolno bowiem profilować klienta, jeśli nie został o tym poinformowany oraz nie wyraził zgody – stwierdził w radiu TOK FM.

Pojawiają się jednak głosy ekspertów mówiące, że proces zbierania kodów pocztowych trudno byłoby wykorzystać do późniejszego kompletowania szczegółowych danych o klientach, bowiem nie ma możliwości, by kasjer zapamiętał imię i nazwisko każdego posiadacza karty. Zgoda istnieje jednak co do kwestii, że połączenie nazwiska danej osoby z kodem pocztowym otwiera drogę do łatwego ustalenia danych (adresu zamieszkania, nr telefonu) wybranej osoby.

Nie musisz podawać kodu

Warto jednak pamiętać, że nie mamy obowiązku udzielania informacji na temat naszego kodu pocztowego. Jeśli podajemy go sprzedawcy, jest to jedynie wyraz naszej dobrej woli. Zawsze posiadamy prawo do odmowy, a transakcja powinna ulec sfinalizowaniu – informuje GIODO.

Nie zawsze jednak wszystko przebiega bezproblemowo. Jak informują internauci na forach internetowych, brak udzielenia informacji o kodzie pocztowym skutkuje czasem odmową sprzedaży produktu. Przytaczana praktyka stosowana przez firmy jest niedozwolona, bowiem nie można uzależniać sprzedaży produktu od podawania tego typu danych.

GIODO radzi, by podawać sklepom kody zbliżone do tych rzeczywistych. W ten sposób unikniemy narażenia się na przejęcie naszych danych osobowych, a jednocześnie nie zaszkodzimy działaniom marketingowym firmy.
Inspektor twierdzi również, że na chwilę obecną nie ma dowodów, by twierdzić, że firmy kompletujące kody pocztowe wykorzystywały je do budzących wątpliwości celów.

– Traktujemy to jako pewną możliwość, na którą warto uważać – mówi w Radiu TOK FM.