- Konstrukcja przepisów powoduje, że ze zwolnienia z PIT skorzysta raptem kilka procent marynarzy. Większość armatorów z UE i EOG korzysta z obcych bander, bo to obniża ich koszty - mówi w rozmowie z DGP Mateusz Romowicz, radca prawny.
Reklama
DGP
Uchwalona nowelizacja ma znacząco poprawić sytuację marynarzy. Pan się z tym zgadza?
Ani trochę. Owszem, słyszałem obietnice, uważam jednak, że uchwalone przepisy są całkowicie niedostosowane do realiów polskiego prawa i standardów żeglugi międzynarodowej. Według mnie skorzysta z tego zwolnienia raptem kilka procent marynarzy.

Reklama
Dlaczego tak niewielu?
Zwolnienie będzie mieć zastosowanie wyłącznie do dochodów uzyskiwanych przez polskich marynarzy z pracy na statkach podnoszących bandery państw Unii Europejskiej lub Europejskiego Obszaru Gospodarczego. Uzależnienie ich od bandery znacząco ograniczy stosowanie nowych przepisów, ponieważ z 10 największych rejestrów (zgodnie z informacjami publikowanymi przez Międzynarodową Organizację Morską, ang. International Maritime Organisation) tylko trzy to bandery unijne (maltańska, brytyjska i grecka). Łącznie daje to tonaż 155 874 075 GT. Dla porównania rejestr panamski, który jest na pierwszym miejscu na świecie, to 220 827 125 GT. Na drugim miejscu znajduje się rejestr liberyjski z wynikiem 138 735 562 GT.
Co dotychczas decydowało o opodatkowaniu marynarza?
Miejsce faktycznego zarządu przedsiębiorstwa eksploatującego jednostkę, na której wykonuje on pracę. Zasada ta wynika z założeń Modelowej Konwencji OECD i prawie wszystkich umów o unikaniu podwójnego opodatkowania, które Polska zawarła z innymi państwami.
„Model bandery” jest z tym całkowicie sprzeczny.
Czy ta sprzeczność powoduje ograniczenie zakresu zwolnienia?
Dokładnie tak. Większość armatorów z UE i EOG korzysta z obcych bander, bo to obniża ich koszty. Niemieccy armatorzy najczęściej wybierają banderę Antigua i Barbuda lub banderę liberyjską. Z kolei większość statków pasażerskich, na których pracują polscy marynarze, jest zarejestrowana w rejestrach wysp Bahama lub Bermudów. Znaczne grono marynarzy będzie więc wykluczone z możliwości skorzystania z dobrodziejstwa nowych przepisów. A przecież to niejedyny powód wykluczenia z nowego zwolnienia.
Będzie inny?
Oczywiście. Z ulgi będą wykluczeni prawie wszyscy marynarze z tzw. offshore’ów. Będą mogli z niej korzystać tylko ci marynarze, którzy wykonują pracę na statku eksploatowanym w żegludze morskiej do przewozu ładunku lub pasażerów. W efekcie praca na takich jednostkach jak m.in.: platformy, standby vessels, supply vessels, statki sejsmiczne, kablowce, statki specjalistyczne, np. badawcze, nie będzie uprawniała polskich marynarzy do skorzystania ze zwolnienia z PIT. Ciekawe jest też to, że w przepisach uchwalonych przez Sejm tak szczegółowo zdefiniowano „żeglugę międzynarodową”. Definicja ta nie uwzględnia jednak dość częstej sytuacji, w której statek pływa pomiędzy platformą a jednym portem (w przepisie jest mowa o portach). Co więcej, na etapie prac sejmowych usunięto żeglugę „między miejscami przeznaczenia położonymi poza granicą polskiego morza terytorialnego a portami zagranicznymi”. To jeszcze bardziej zawęża ww. definicję. Każdy, kto będzie chciał skorzystać ze zwolnienia, musi liczyć się z kontrolą ze strony Urzędu Skarbowego w zakresie tego, czy jego statek, na którym pływał, wpisuje się w zawężoną definicję żeglugi międzynarodowej.
A co pan myśli o przesłance „183 dni”?
Przepis mówi jasno, że w tych 183 dniach uprawniających do zwolnienia z PIT będą uwzględniane tylko okresy pracy na statkach używanych do przewozu ładunku lub pasażerów w żegludze międzynarodowej i oczywiście pod banderami państw UE lub EOG. Tymczasem większość marynarzy nie dość, że pracuje na statkach podnoszących inne bandery, to jeszcze nie są to statki typowo przeznaczone do przewozu ładunku lub pasażerów.
Co więcej, nie uwzględniono również sytuacji, w której jednostka jest w stoczni w związku z naprawami lub została odstawiona do portu z uwagi na sytuację ekonomiczną armatora, a mimo to nadal, z pewnych względów, jest obsadzana załogą.
Jak pan sądzi, z czego to może wynikać?
Nowa regulacja jest po prostu zbyt szczegółowa. Przykładowo, brytyjscy marynarze muszą tylko wykazać, że przebywają za granicą poza państwem rezydencji 183 dni w danym roku podatkowym. Nie ma tak szczegółowych list zagranicznych aktywności, które są zaliczane do owych 183 dni. U nas natomiast wszystko, co wydarzy się w pracy polskiego marynarza za granicą, a nie będzie enumeratywnie wymienione na liście wskazanej w przepisie, nie będzie zaliczone do tych 183 dni.
Jakiś przykład?
Na przykład porwanie przez piratów na morzu.
Zwolnienie ma dotyczyć tylko marynarzy będących obywatelami państwa członkowskiego UE lub państwa należącego do EOG. To chyba dobrze, jeśli wziąć pod uwagę to, że powstało głównie z myślą o Polakach?
Nie do końca. Łatwo wyobrazić sobie sytuację, w której zmiennicy na statku eksploatowanym w transporcie międzynarodowym przez zagranicznego armatora, będący polskimi rezydentami podatkowymi, będą mieli całkowicie odmienne sytuacje podatkowe tylko z tego względu, że jeden będzie obywatelem Polski, a drugi będzie obywatelem państwa spoza UE i EOG. Polak nie zapłaci PIT, bo skorzysta z nowego zwolnienia, natomiast obywatel spoza UE lub spoza EOG uiści podatek w pełnej wysokości.
Czy to źle?
W mojej ocenie przepis może zostać uznany za niekonstytucyjny z powodu dyskryminacji polskich rezydentów podatkowych, którzy nie są obywatelami państw UE i EOG. Dyskryminacja podatkowa w tym zakresie będzie wynikać tylko z przesłanki obywatelstwa. Warto natomiast zwrócić uwagę na to, że zgodnie z polskimi przepisami status podatkowy danej osoby w Polsce jest uwarunkowany jej rezydencją podatkową. Wiąże się ona z miejscem zamieszkania lub ośrodkiem interesów życiowych danej osoby.
Ustawa o PIT usiana jest przepisami, które odnoszą się tylko do podatników UE lub EOG. Wynika to po prostu z naszych międzynarodowych zobowiązań. Gdyby ich nie było, przepisy dotyczyłyby tylko Polaków. Cóż więc dziwnego w tym, że zwolnienie dotyczy tylko obywateli państw UE i EOG, a nie pozostałych krajów?
To prawda, ale zobowiązania te nie mogą być realizowane z naruszeniem polskiej konstytucji i zasady równości wobec prawa, co w tym konkretnym przypadku może mieć miejsce.
Co będzie musiał zrobić marynarz, który spełnia wszystkie warunki zwolnienia, aby móc skorzystać ze zwolnienia?
Z przepisów wynika, że musi tylko pozyskać i przedstawić w urzędzie skarbowym zaświadczenie wystawione przez armatora lub agencję pośredniczącą. Pojawia się tu jednak pytanie, czy marynarz w ogóle będzie w stanie pozyskać wymagane zaświadczenie od zagranicznego armatora lub od agencji. Zdecydowanie łatwiej byłoby, gdyby zaświadczenie mógł wystawić również kapitan, który może w imieniu armatora składać oświadczenia woli również w zakresie spraw pracowniczych. To wynika m.in. z polskiego kodeksu morskiego i jest dość częste w praktyce.
Organy podatkowe nie będą chciały przyjmować zaświadczeń od kapitanów?
Oczywiście, że nie. Co więcej, organ może również powziąć wątpliwość, czy osoba podpisana pod zaświadczeniem jest do tego umocowana lub czy w ogóle agent może w danym przypadku wystawiać w imieniu armatora takie zaświadczenie. Takie sytuacje zdarzają się w praktyce nagminnie i stały się wręcz standardem.
Czas na podsumowanie. Będzie pan zachęcał marynarzy do skorzystania ze zwolnienia?
Osobiście nie poleciłbym tego żadnemu marynarzowi. Skoro marynarz będzie musiał przynieść do urzędu zaświadczenie, to przynosząc je, będzie się podawał fiskusowi na talerzu. Urząd dokładnie będzie wiedział, kogo i w jakim zakresie kontrolować. Warunków jest tak dużo, że z pewnością organy podatkowe będą miały mnóstwo wątpliwości i podstaw do wszczęcia kontroli. Według mnie sytuacja będzie wyglądała tak, że marynarze, którzy zechcą spróbować skorzystać ze zwolnienia, będą w pewnym sensie donosić na samych siebie do urzędów skarbowych, co może doprowadzić do ich faktycznego opodatkowania wraz z odsetkami za zwłokę oraz odsetkami od nieuregulowanych w trakcie roku zaliczek na PIT.