„W Polsce (…) podejmuje się kosztowne decyzje kadrowe bez refleksji nad tym, czy sam sposób organizacji pracy sądu nie generuje strat czasu i zasobów” – przekonuje mec. Jakub Michalski, były ekspert CEPEJ na Polskę. Jego tekstem otwieramy cykl „Naprawa sądów, tylko jaka?”. Wraz z ekspertami, praktykami i teoretykami chcemy dyskutować o tym, czego – poza uzdrowieniem – potrzebuje dziś sądownictwo.
Debata o wymiarze sprawiedliwości w Polsce jest zdominowana przez kwestie ustrojowe. W tle tej debaty Polska – nie mając spójnej, długofalowej i co najważniejsze realizowanej wizji reform – straciła wiele realnych szans na poprawę efektywności sądownictwa. Szans, które inne państwa europejskie wykorzystały, opierając się nie na forsowaniu pomysłów z poziomu autorytetu, ale na wiedzy z zakresu organizacji pracy, nowoczesnego zarządzania i cyfryzacji usług publicznych. W czasie kiedy obywatelom usiłuje się przekazać, że to od wyniku wyborów zależy częściowo uzdrowienie sądów, a opinii publicznej ujawniane są projekty zmian ustawowych omijających kwestie związane z usprawnieniem sądownictwa, warto podsumować pokrótce nasze stracone szanse.
Reforma, której nie było
Sądownictwo austriackie od lat stawia na sprawne zarządzanie sądami, tak jakby były one instytucjami usługowymi. Menedżerowie sądowi są tam odpowiedzialni w całości za kwestie logistyczne, administracyjne, informatyczne i organizacyjne. Ich zadaniem jest odciążenie sędziów od zadań niezwiązanych z orzekaniem. Zapewne ku zaskoczeniu polskich sędziów należy wskazać, że kwestie związane z planowaniem terminów rozpraw, dostępnością asystentów, przygotowywaniem posiedzenia pod kątem wpływu dokumentów, wezwań świadków, wsparcia sędziów w zarządzaniu referatem, identyfikowania przewlekłości postępowań – nie są uważane za ściśle związane z orzekaniem. W Polsce podobne rozwiązanie... zostało w praktyce porzucone. Projekt wprowadzenia stanowisk dyrektorów ds. administracyjnych, tzw. „menedżerów sądów”, był pilotażowo wdrażany już w 2009 r. w ramach współpracy z Norweskim Mechanizmem Finansowym. Projekt pilotażowy objął kilkanaście sądów, a jego wyniki oceniono pozytywnie: menedżerowie wprowadzali procedury usprawniające obieg dokumentów, planowanie sal rozpraw i kontrolę kosztów. Jednak już kilka lat później projekt zarzucono – brakowało woli ustawowego ugruntowania tej funkcji oraz odporności na rotacje kadrowe w sądach i ministerstwie. W 2014 r. Instytut Wymiaru Sprawiedliwości w analizie podsumowującej pilotaż pisał, że: „Z perspektywy efektywności organizacyjnej sądu, brak oddzielenia funkcji zarządczych od funkcji orzeczniczych stanowi istotne ograniczenie dalszej modernizacji sądownictwa”. Dziś w Polsce dyrektor sądu jest odpowiedzialny za zadania administracyjno–finansowe, ale w praktyce jego funkcja nie obejmuje komponentu rozwojowego, który miałby bezpośredni wpływ na usprawnienie pracy sądu. Nikt dyrektorom nie dał ku temu kompetencji i nikt tego od nich nie wymaga.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.