Nie znajduję podstaw, by za wypowiedź Jana Pietrzaka ścigać go karnie – mówi Zbigniew Krüger, adwokat, kancelarii Krüger & Partnerzy.

„Mamy baraki dla imigrantów: w Auschwitz, w Majdanku, w Treblince, w Stutthofie”. Czy taka wypowiedź Jana Pietrzaka powinna paść na antenie Telewizji Republika?
Zbigniew Krüger, adwokat, kancelaria Krüger & Partnerzy / Materiały prasowe / fot. Studio Kołecki/Materialy prasowe

Ta wypowiedź jest skandaliczna pod względem moralnym. Nie widzę jakiegokolwiek pola do jej tłumaczenia. Obrzydliwe jest wykorzystanie symboliki, która sięga najmroczniejszych czasów, i odwoływanie się do niemieckich obozów koncentracyjnych. Zastanawiam się nad próbami bagatelizowania czy usprawiedliwienia tej wypowiedzi. Brak adekwatnej, jednoznacznej reakcji to coś jeszcze gorszego niż sama wypowiedź.

W mojej ocenie nie można jednak mówić o wypełnieniu znamion przestępstwa nawoływania do nienawiści. Zgodnie z art. 256 par. 1 kodeksu karnego, kto publicznie propaguje nazistowski, komunistyczny, faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

To przestępstwo musi być popełnione umyślnie, z zamiarem kierunkowym. Nawet gdyby Pietrzak nie zastrzegł, że będzie to „okrutny żart”, to wiadomo, że taka wypowiedź w programie publicystycznym nie może być traktowana serio. Nie możemy przyjąć, że jej celem jest nawoływanie do nienawiści. Druga sprawa, na którą powinien zwrócić uwagę prokurator, to pytanie, kogo ta wypowiedź dotyczyła. Pietrzak mówił o niesprecyzowanych migrantach, a nie o konkretnej grupie narodowościowej czy etnicznej.

A więc bezkarność?

Nie znajduję podstaw, by za tę wypowiedź ścigać karnie, pomimo że taki żart był absolutnie skandaliczny. Pamiętajmy, że prawo karne musi być konkretne i precyzyjne oraz nie może być interpretowane rozszerzająco. Pomijam już inny aspekt – czy prawo karne jest właściwym narzędziem w takich przypadkach? Przez ostatnie lata zbudowała się praktyka załatwiania wszelkich problemów społecznych za pomocą norm prawnokarnych, w czym zagubiły się gdzieś zasady państwa prawa czy kultury prawnej.

Nie oznacza to jednak, że to zdarzenie jest całkowicie irrelewantne prawnie. Słowa, która padły publicznie na antenie, powinny się spotkać z reakcją regulatora, czyli Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Przez publikację takiej wypowiedzi mogło dojść do naruszenia ustawy o radiofonii i telewizji (t.j. Dz.U. z 2022 r. poz. 1722 – red.).

Członek KRRiT prof. Tadeusz Kowalski powiedział, że „Jan Pietrzak korzysta z wolności słowa, natomiast nadawca musi zostać ukarany za brak reakcji”. Czy to oznacza, że nadawcy wolno mniej niż rozmówcy?

Regulator ma środki oddziaływania na nadawcę. W przeszłości KRRiT nałożyła karę np. za wyemitowanie w godzinach wieczornych filmu „Psy” Władysława Pasikowskiego, w którym padają wulgarne słowa, ale który jest już klasyką kina i opowiada o ważnych wydarzeniach. Jeżeli rada karała za emisję filmu fabularnego, to tym bardziej powinna reagować na wypowiedź publicystyczną.

Nie szedłbym jednak w drugą stronę tak daleko, że Jan Pietrzak korzystał z wolności słowa. Wolność słowa kończy się tam, gdzie zaczynają się wolności i prawa innych osób. Chociaż w mojej ocenie trudno powiedzieć, by wypowiedź wypełniała znamiona przestępstwa, jej autor mógłby ponieść odpowiedzialność cywilną, jeżeli naruszyła ona godność jakichś jednostek lub zbiorowości. Nie zdziwiłbym się, gdyby znalazły się osoby, których te słowa dotknęły osobiście i które zdecydują się na pociągnięcie publicysty do takiej odpowiedzialności.

Prowadząca program stwierdziła, że „to rzeczywiście bardzo mocny żart”, dodała jednak, że rozmówca może pozwolić sobie na więcej z uwagi na własne doświadczenia wojenne. Telewizja zdjęła nagranie z serwisu internetowego. To wystarczająca reakcja?

Moim zdaniem powinna być bardziej stanowcza. Miarą przyzwoitości jest to, że potrafimy skrytykować kogoś z naszego własnego środowiska. Dziennikarka Telewizji Republika, jak zakładam, nie miała świadomości, że gość programu w ten sposób się wypowie. Jeśli jednak takie słowa padły z ust osoby podzielającej linię redakcji, właściwą reakcją powinno być uderzenie się we własną pierś. W mojej ocenie tego zabrakło.

Co może zrobić KRRiT?

Możliwa jest kara pieniężna w wysokość do 50 proc. wysokości rocznej opłaty za prawo do dysponowania częstotliwością naziemną lub 10 proc. przychodów nadawcy z poprzedniego roku. Gdy rozpowszechnianie programu powoduje zagrożenie interesów kultury narodowej, bezpieczeństwa i obronności państwa lub narusza normy dobrego obyczaju, możliwe jest też cofnięcie koncesji. To jednak musi dotyczyć całego programu i w sytuacjach jednostkowych nie może być o tym mowy. Zdarzenie to może ewentualnie wpłynąć na postępowanie koncesyjne w przyszłości.

Czy dobrze się stało, że głos zabierał minister sprawiedliwości będący prokuratorem generalnym, który „poprosił prokuratora krajowego o zajęcie się sprawą oraz o wszczęcie śledztwa”? W środowisku swoich zwolenników Pietrzak i TV Republika są teraz kreowani na ofiary politycznych represji.

Oczekiwałbym, że minister sprawiedliwości swoją politykę wobec konkretnych postepowań karnych będzie prowadził na zasadzie poszanowania niezależności organów. Należy docenić, że pan minister Adam Bodnar „poprosił prokuratora”. Parę miesięcy temu, gdybyśmy mieli do czynienia z wypowiedzią kogoś z przeciwnego obozu w innej telewizji, ówczesny minister „poleciłby prokuraturze” i oczekiwał konkretnych wyroków. Doceńmy tą subtelną różnicę.

Wolałbym jednak, żeby prokuratura niezależnie, nawet bez takich subtelnych nacisków politycznych, prowadziła postępowanie. Powtórzę: osobiście nie widzę tu wypełnienia znamion przestępstwa, ale moja interpretacja nie musi być jedyną słuszną. Za sprawą delikatnej sugestii ministra każda decyzja prokuratora, czy to o prowadzeniu postępowania i być może postawieniu zarzutów, czy o stwierdzeniu braku znamion przestępstwa, będzie oceniana przez kogoś źle. Znów wejdziemy w plemienny konflikt, zamiast szanować apolityczną decyzję prokuratury. Przede wszystkim zaś reagować powinna KRRiT. ©℗

Rozmawiał Tomasz Ciechoński