Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał wyrok w sprawie sędziego Igora Tulei. Chodzi o decyzję o odsunięciu go od orzekania przez Izbę Dyscyplinarną Sądu Najwyższego. Według TSUE Tulei należy przywrócić apanaże i odwiesić go od orzekania.

W czwartek po godzinie 9:30 odbyło się odczytanie wyroku w sprawie sędziego Tuleyi.

TSUE uznał, że należy odejść od stosowania rozstrzygnięć wydanych przez Izbę Dyscyplinarną SN. Trybunał uznał uchwałę o zawieszeniu Tulei za niezgodną z prawem Unii Europejskiej.

Główne tezy wyroku TSUE:

  • sądy mają obowiązek nie uznawać mocy wiążącej rozstrzygnięć Izby Dyscyplinarnej
  • sprawy przyznane SSO Tuleyi, odebrane po jego zawieszeniu przez ID, należy mu przydzielić ponownie.

TSUE orzekł, iż uchwała Izby Dyscyplinarnej dotyczącej sędziego Tuleyi została oparta na przepisach krajowych, które Trybunał uznał niedawno za sprzeczne z art. 19 ust. 1 akapit drugi Traktatu o Unii Europejskiej w zakresie, w jakim powierzały one Izbie Dyscyplinarnej, której niezawisłość i bezstronność nie były zagwarantowane, uprawnienia do orzekania w sprawach mających bezpośredni wpływ na status sędziów i pełnienie przez nich urzędu (takich jak sprawy o zezwolenie na pociągnięcie sędziego do odpowiedzialności karnej).

Ze względu na powagę, która przysługuje wyrokowi Trybunału stwierdzającemu uchybienie zobowiązaniom państwa członkowskiego, a także bezpośrednią skuteczność przywołanego przepisu oraz zasadę pierwszeństwa prawa Unii, sądy polskie są zobowiązane zapewnić poszanowanie tej regulacji oraz stwierdzenia dokonanego przez Trybunał i wyciągnąć wszelkie wynikające z tego konsekwencje, nawet w braku krajowych przepisów ustawowych.

Według TSUE w tym celu sądy krajowe powinny odstąpić od stosowania aktu takiego jak uchwała Izby Dyscyplinarnej, w przypadku gdy z punktu widzenia danej sytuacji procesowej jest to nieodzowne dla zagwarantowania pierwszeństwa prawa Unii. Nie mogą temu stanąć na przeszkodzie jakiekolwiek względy wywodzone z zasady pewności prawa lub mające związek z domniemaną powagą rzeczy osądzonej.

O co chodziło w sprawie sędziego Tuleyi

18 listopada 2020 r. Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego wydała uchwałę, w której zezwolono na pociągnięcie I. T., sędziego Sądu Okręgowego w Warszawie, do odpowiedzialności karnej, zawieszono go w czynnościach służbowych i obniżono jego wynagrodzenie na czas trwania tego zawieszenia. W następstwie powyższej uchwały sprawy przydzielone sędziemu I. T. zostały przekazane innym składom orzekającym, z wyjątkiem sprawy karnej, w której wystąpiono z odesłaniem prejudycjalnym w sprawie C-615/20.

W sprawie C-615/20 jednoosobowy skład orzekający Sądu Okręgowego w Warszawie, w którym zasiada sędzia I. T., powziął wątpliwości co do niezawisłości i bezstronności Izby Dyscyplinarnej1 i zwrócił się z pytaniem, czy prawo Unii stoi na przeszkodzie temu, by taki organ mógł uchylać immunitet przysługujący sędziom sądów powszechnych w sprawach karnych i zawieszać ich w czynnościach służbowych.

Ponadto zapytał Trybunał Sprawiedliwości o to, czy prawo Unii – w szczególności zasady pierwszeństwa i lojalnej współpracy – stoi na przeszkodzie uznaniu uchwały, o której mowa, za wiążącą, i czy w konsekwencji sędzia I. T. jest uprawniony do dalszego prowadzenia toczącego się przed nim postępowania karnego. W sprawie C-671/20 sędzia, któremu przydzielono jedną ze spraw pierwotnie powierzonych sędziemu I. T., zwrócił się do Trybunału z pytaniem, czy prawo Unii wymaga, aby wstrzymał się on od dalszego rozpoznawania tej sprawy, nie uwzględniając uchwały Izby Dyscyplinarnej dotyczącej sędziego I. T., oraz czy właściwe krajowe organy sądowe są zobowiązane umożliwić sędziemu I. T. dalsze rozpoznawanie tej sprawy.

KOMENTARZ

Tu nie o sędziego Tuleyę chodzi, czyli słów kilka o wyroku TSUE

Małgorzata Kryszkiewicz, redaktor DGP

Po raz kolejny stało się to, co stać się musiało. Polska znów została zrugana przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Tym razem dostało się nam za to, że zlikwidowana już Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego zawiesiła swego czasu jednego z warszawskich sędziów Igora Tuleyę w czynnościach służbowych i obniżyła mu wynagrodzenie. I można narzekać na to, że TSUE za bardzo wszedł w kazuistykę, że rozpycha się łokciami w ramach przyznanych mu w traktatach kompetencji. Prawdą jednak jest, że dopóki rząd nie odpuści i nie ziemni zasad wyboru sędziów do Krajowej Rady Sądownictwa, takie sytuacje będę miały miejsce jeszcze wiele razy. Bo to w tym organie leży cały problem.

W sprawach dotyczących Polski, jakimi od kilku już lat zajmują się międzynarodowe trybunały, tak naprawdę nie chodzi o sędziego Igora Tuleyę. Ani o sędziego Pawła Juszczyszyna. Ani nawet sędziego Piotra Gąciarka. Bo choć wszystkie te nazwiska działają na polityków rządzącej partii jak płachta na byka, to przecież bądźmy poważni – nie o pojedynczych sędziów gra się toczy. Ci wymienieni stali się jedynie symbolami tej walki, dali jej twarz, za co czasami muszą płacić wysoką cenę. Stawka jednak jest dużo wyższa. Gra toczy się bowiem o system stworzony przez obecnych rządzących po to, aby można było dokonać wymiany kadrowej w sądach i wpuścić do nich trochę „naszych ludzi”. A kluczem do tego systemu jest oczywiście KRS. Ten bowiem, kto ma możliwość wybierać członków tego organu, może mieć, jeśli nie pewność, to przynajmniej nadzieję, że osoby przez niego wskazane będą myślały podobnie jak on i dokonując wyborów, będą kierowały się podobnymi do jego wartościami i przekonaniami. Ten, kto ogląda bacznie posiedzenia obecnej KRS, doskonale zdaje sobie sprawę, jacy kandydaci mogą w ostatnich latach liczyć na poparcie w konkursach na stanowiska sędziowskie. Są to przede wszystkim osoby, które są przeciwne tzw. aktywizmowi sędziowskiemu, które uznają, że sędziowie muszą się bezwzględnie podporządkować woli ustawodawcy, bo ten został przecież wybrany przez suwerena i w związku z tym to on ma zawsze ostatnie słowo.

Gdy o tym piszę, zaraz przychodzą mi na myśl głośne słowa ówczesnego posła PiS, a dziś sędziego Trybunału Konstytucyjnego (!) Stanisława Piotrowicza, który na jednej z komisji powiedział, że chodzi o to, „żeby doszło do przemiany jakościowej sędziów, którzy będą ludźmi o mentalności służebnej wobec państwa i narodu”. Gdyby tacy ludzie stali się trzonem polskiego sądownictwa – co może się już niedługo stać, biorąc pod uwagę to, w jakim tempie KRS obraduje i jak wiele wniosków o powołanie przedstawia prezydentowi – moglibyśmy się pożegnać np. z ochroną przed podsłuchami zakładanymi przez służby bez kontroli sądów czy przyznawaniem praw mniejszościom seksualnym, takich chociażby jak prawo do odmowy składania zeznań przez osoby tej samej płci pozostające we wspólnym pożyciu. Wszystko to bowiem zostało przyznane obywatelom nie na mocy uchwalonych ustaw, ale dzięki sądom, które wyprowadziły te zasady na podstawie ogólnych praw i wolności obywatelskich zapisanych w najwyższym prawie Rzeczpospolitej, a więc w konstytucji.

To prawda, Igor Tuleya nie wszystkim się musi podobać. Zdarzają mu się wpadki, bywa, że w swoim aktywizmie idzie o krok za daleko. Tak było wówczas, gdy zadał pytanie prejudycjalne TSUE, próbując powiązać system dyscyplinarny sędziów oraz wpływu polityków na ich przebieg z prowadzoną przez siebie sprawą karną. Skończyło się to sromotną porażką, a prawa strona wprost wpadała w ekstazę, trąbiąc na prawo i lewo o „porażce sędziego Tulei”. Mimo to należy oddać temu warszawskiemu fighterowi w todze, że w znacznej części przypadków wykazał się ogromną determinacją i niezłą intuicją prawną. Krótko mówiąc – okazał się dobrym sędzią. Bo tak naprawdę w sprawach, które dzięki jego aktywności znalazły się na agendzie międzynarodowych trybunałów, nie chodziło o Tuleyę, a o Kowalskiego. Zwykłego Kowalskiego, takiego jak ja i miliony innych obywateli naszego kraju. Bo to na straży praw i wolności każdego z nas muszą stać sądy. Niezależne sądy. I aby tak się stało, muszą w tych sądach orzekać dobrzy i niezawiśli sędziowie. Czy to się politykom podoba, czy nie.

OPINIA. Beata Morawiec, sędzia Sądu Okręgowego w Krakowie, prezes Stowarzyszenia „Themis”

Ten wyrok TSUE nas nie zaskoczył. Byliśmy przygotowani na to i tak naprawdę czekaliśmy aż Luksemburg wreszcie powie, otwartym tekstem, jaki jest stan praworządności w Polsce i jak należy traktować wydawane przez Izbę Dyscyplinarną Sądu Najwyższego, która nie spełnia standardów niezależnego sądu, decyzje. To prawda, że unijne młyny sprawiedliwości mielą po woli, ale w końcu doczekaliśmy się.

Teraz ruch jest po stronie polskich władz, które powinny podjąć kroki zmierzające do naprawy tego, co zostało popsute w naszym wymiarze sprawiedliwości. Choć osobiście wątpię, aby obecna ekipa rządząca wykazała się w tym zakresie dobrą wolą, skoro przez ostatnich osiem lat robiła wszystko, aby podporządkować sobie sądy.

Problem, który zawisł przed TSUE, nie został póki co rozwiązany. Nie mamy już co prawda ID SN, ale powstała w jej miejsce Izba Odpowiedzialności Zawodowej SN obarczona jest tym samym grzechem pierworodnym, co jej poprzedniczka. Bo choć obecna izba została włączona w strukturę SN i nie jest sądem wyjątkowym, który może być ustanowiony zgodnie z konstytucją tylko na czas wojny, to także w niej zasiadają tzw. neosędziowie. Chodzi o sędziów, którzy zostali powołani na wniosek obecnej, niekonstytucyjnej Krajowej Rady Sądownictwa. A skoro tak to nadal nie możemy mówić o sądzie spełniającym standardy zapisane zarówno w naszej ustawie zasadniczej, jak i w prawie UE.

OPINIA. Dr hab. Jacek Zaleśny, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego

Orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej jednoznacznie odpowiada na pytania prejudycjalne zadane przez dwa polskie sądy. W konsekwencji, w pierwszym z postępowań będących przyczynkiem do zwrócenia się do TSUE sędzia, który został zawieszony na mocy uchwały Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, musi zostać przywrócony do orzekania w sprawie, w której miał pierwotnie orzekać. W drugim postępowaniu sędzia, który miał orzekać zamiast sędziego zawieszonego, musi mu tę sprawę niejako zwrócić. I w tych dwóch postępowaniach orzeczenie TSUE ma moc prawnie wiążącą. Ono w sposób wiążący rozstrzyga, w jakim składzie osobowym te dwie sprawy mają zostać rozstrzygnięte.

Jeśli chodzi o wnioski natury bardziej ogólnej płynące z wyroku TSUE to należy podkreślić, że choć w innych postępowaniach nie będzie on prawnie wiążący, to jednak istnieje powinność po stronie odpowiednich organów, aby one (zgodnie z zasadą jednolitego i efektywnego stosowania prawa UE) również w podobnych okolicznościach zachowały się zgodnie z tym orzeczeniem. TSUE wyraźnie bowiem wskazał, dlaczego decyzji ID SN nie można traktować jak decyzji wydanych przez niezależny sąd spełniający standardy wynikające z prawa unijnego. I wskazał, z jakich powodów tak się dzieje. Można się więc spodziewać, że trybunał w podobnych okolicznościach utrzyma swój wywód a to, jak dany organ obecnie nazywa się nie będzie mieć dla TSUE żadnego znaczenia. Najważniejsze jest to, jaki był sposób jego powołania, w jakiej procedurze został on obsadzony i czy osoby obsadzone mają przymioty sędziów. Ponadto należy zaznaczyć, że państwa i wszystkie jego organy zobowiązane są do zapewnienia poszanowania prawa UE, bez względu na to, co na dany temat mówi ustawodawca czy sąd konstytucyjny. Tak więc sądy krajowe oraz ich organy w obecnym stanie prawnym, w którym nie ma już ID SN a zastąpiła ją także budząca wątpliwości Izba Odpowiedzialności Zawodowej SN, powinny postępować zgodnie ze wskazówkami zawartymi w orzeczeniu TSUE, bez konieczności zadawania kolejnych pytań prejudycjalnych.