Tylko 267 z ponad 37 tys. skarg napisanych przez osadzonych w 2020 r. uznano za zasadne. Jednak, jak twierdzi resort sprawiedliwości, konieczność poddawania analizie dosłownie każdego pisma znacznie zwiększa zakres obowiązków funkcjonariuszy Służby Więziennej. Dlatego w skierowanym właśnie do konsultacji dużym projekcie zmian w kodeksie karnym wykonawczym wprowadzono (w art. 6) możliwość pozostawienia bez rozpoznania skarg oczywiście bezzasadnych. Zgodnie z orzecznictwem Sądu Najwyższego oczywiście bezzasadna skarga to taka, która „nie wymaga szczególnego badania”, jej bezzasadność „jest widoczna na pierwszy rzut oka, jest niewątpliwa i wniosek obiektywnie nie może doprowadzić do oczekiwanego przez skarżącego rezultatu”.
Rozwiązanie budzi jednak wątpliwości. - Skarga jest właściwie jedyną bronią, jaką dysponuje osadzony. A już obecne prawo stwarza duże możliwości pozostawienia jej bez rozpoznania. Planowana zmiana pogarsza tę sytuację. Obawiam się, że będzie to wytrych do niereagowania na sygnały ze strony osadzonych - mówi mec. Marcin Wolny z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.
- Nasze fundacyjne doświadczenia wskazują, że za murami jednostek penitencjarnych może dochodzić do zdarzeń, które na pierwszy rzut oka wydają się zupełnie nieprawdopodobne. Dopiero dogłębne wyjaśnienie sytuacji pozwala jednak potwierdzić wersję skazanego - dodaje prawnik, który doszukuje się uzasadnienia nowych rygorów w trudnej sytuacji kadrowej więziennictwa. - To zmiana z zakresu tych, które odejmują pracy Służbie Więziennej. Dwa lata temu Najwyższa Izba Kontroli alarmowała, że funkcjonariusze SW mają wypracowane kilka milionów nadgodzin. Ale czy tak powinna wyglądać odpowiedź państwa na problem braków kadrowych w tej służbie? - pyta retorycznie mec. Wolny.
Innego zdania jest dr Paweł Kobes z Zakładu Prawa i Polityki Penitencjarnej na Uniwersytecie Warszawskim. - O ile przed 1989 r. nagminnie naruszano elementarne prawa więźniów, o tyle obecnie sytuacja jest o niebo lepsza. Natomiast prawo do skargi, o czym się mało mówi, jest bardzo często nadużywane, a wręcz złośliwie wykorzystywane do nękania administracji więzienia. Planowane rozwiązanie, które ma postawić tamę, nie wydaje się nadmierne, bo będzie ograniczone tylko do skarg oczywiście bezzasadnych - uważa dr Kobes.
Młodociany w więzieniu dla dorosłych
Ogromne kontrowersje budzi zmiana 85 k.k.w., wedle której w zakładzie karnym razem z dorosłymi - „jeżeli przemawiają za tym względy wychowawcze i resocjalizacyjne” - będą mogli odbywać karę młodociani przestępcy. Chodzi o osoby powyżej 15. roku życia skazane za takie przestępstwa jak zamach na prezydenta, zabójstwo, kwalifikowane formy zgwałcenia, wzięcie zakładnika, rozbój lub spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, pożaru czy innego niebezpiecznego zdarzenia, w tym katastrofy w ruchu lądowym. Jak czytamy w uzasadnieniu, istotą nowelizacji jest zapewnienie możliwości oddzielenia takich osób od reszty skazanych młodocianych. A tym samym ograniczenie negatywnego wpływu jednych na postawę i zachowania drugich.
Zdaniem mec. Bogumiła Zygmonta ta zmiana jest fatalna. - Powiem tylko tyle. Ciągle jednak mówimy o dzieciach - komentuje adwokat.
Zwłaszcza że - jak przypomina dr Paweł Kobes - zalecenie nr R(87)20 Komitetu Ministrów dla państw członkowskich w sprawie reakcji społecznych na przestępczość nieletnich wymaga zapewnienia bardziej korzystnych warunków odbywania kary niż te, które zostały przewidziane dla dorosłych, oddzielenia nieletnich od dorosłych lub — w wyjątkowych przypadkach, w których ich integracja jest korzystniejsza ze względu na przebieg procesu resocjalizacji — zapewnienia nieletnim ochrony przed szkodliwym wpływem osób dorosłych.
- Innymi słowy chodzi o to by tę grupę wyciągać z więzień, a nie do nich wsadzać, narażając na jeszcze większą demoralizację, która nieuchronnie prowadzi do powrotności do przestępczości - dodaje dr Paweł Kobes.
Jeden telefon w tygodniu
Mają być wreszcie uregulowane zasady dostępu do aparatów telefonicznych przez tymczasowo aresztowanych (co do zasady raz w tygodniu w celu kontaktu z obrońcą, lub częściej za zgodą dyrektora aresztu śledczego - jeśli wynika to z terminów czynności procesowych). W szczególnie uzasadnionych przypadkach tymczasowo aresztowany będzie mógł też uzyskać zgodę na telefoniczny kontakt z osobą najbliższą.
Zmianie ulegną też zasady odbywania kary. I tak obligatoryjna kontrola rozmów i widzeń w zakładach karnych zostanie zastąpiona fakultatywną, ale za to w zakładach karnych typu otwartego, w których do tej pory takiej kontroli nie było, będzie mogła być stosowana. Z kolei w zakładach karnych typu półotwartego zostaną wprowadzone limity zwolnień (28 rocznie) na udział w organizowanych przez administrację poza terenem zakładu karnego grupowych zajęciach kulturalno-oświatowych lub sportowych.
Wydłużony będzie czas, po upływie którego skazani na karę dożywotniego pozbawienia wolności będą mogli kontynuować karę w jednostkach penitencjarnych o mniejszym rygorze. Takie osoby będzie można przenieść do zakładu typu półotwartego najwcześniej po 20 latach (obecnie po 15), a do zakładu karnego typu otwartego po 25 latach (teraz najwcześniej po 20).
Osadzeni częściej też będą musieli sięgnać do kieszeni. Przykładowo, jeśli wynik badania na obecność narkotyków okaże się pozytywny, więzień zostanie obciążony kosztami jego wykonania. Koniec też z darmowymi znaczkami. Koszty korespondencji (w tym urzędowej) będą ponosili sami skazani. Obecnie skazanemu, który nie ma pieniędzy, można przyznać znaczki na dwie przesyłki ekonomiczne w miesiącu, lecz zdaniem MS jest to nadużywane. Przykładowo w Zakładzie Karnym w Raciborzu w 2020 r. tylko jednemu osadzonemu wydano 3308 znaczków o wartości 10 916 zł, a w 2021 r. już 3617 znaczków wartych 11 942 zł. W Areszcie Śledczym w Tarnowskich Górach jednemu skazanemu w ciągu ośmiu miesięcy pobytu wydano 7143 znaczki, co kosztowało 23 571 zł.
Zdaniem mec. Marcina Wolnego przerzucenie na osadzonych kosztów korespondencji będzie stanowić kolejne ograniczenie prawa do skargi. - Także wprowadzenie limitu zezwoleń na udział w zajęciach kulturalno-oświatowych jest niemądrą zmianą, ograniczającą kontakt osadzonych z wolnością. Nie widzę też sensu w wydłużaniu do 20 lat okresu, po którym można przenieść skazanego na „dożywocie” do zakładu o mniejszym rygorze. To jest fakultatywne przeniesienie. Jednostka penitencjarna pracująca z osadzonym doskonale wie, czy nadaje się on na oddział półotwarty. Z całą pewnością nikt nie podejmuje tu pochopnych decyzji - zauważa prawnik.
Bez zaproszeń do więzienia
Oprócz tego projekt zmierza do skuteczniejszego umieszczania skazanych w zakładach karnych. Co roku średnio 40 tys. osób nie stawia się, by odbyć karę. Dlatego zamiast wezwania do stawienia się w wyznaczonym terminie w areszcie śledczym (na które odpowiadał znikomy odsetek skazanych) sąd będzie od razu wydawał nakaz doprowadzenia. Oprócz tego w postępowaniu wykonawczym będzie można wydać list gończy za taką osobą. Ponadto unikanie odbycia kary będzie później brane pod uwagę przy decyzji co do przedterminowego warunkowego zwolnienia.
Projekt przewiduje również wprowadzenie mechanizmu informowania pokrzywdzonych o każdym opuszczeniu zakładu karnego przez sprawcę, zarówno na skutek zakończenia kary, przerwy w jej wykonywaniu, jak i w efekcie ucieczki. Z tym, że wcześniej pokrzywdzony musi o to zawnioskować.
Dalszemu rozszerzeniu ulegnie też system dozoru elektronicznego. Obecnie kary w trybie SDE mogą odbywać skazani na pozbawienie wolności nie dłuższe niż 1,5 roku. Projekt natomiast przewiduje, że o odbycie ostatnich sześciu miesięcy kary w takiej formie będą mogły się ubiegać osoby skazane na karę do trzech lat więzienia.
Liczba osób, które nie stawiły się do odbycia kary w zakładach karnych i aresztach śledczych / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe
Etap legislacyjny
Projekt skierowany do konsultacji