Czwartkowe orzeczenie TK mówi o tym, że część przepisów Traktatu o Unii Europejskiej jest niezgodna z polską ustawą zasadniczą.
Zdaniem Manowskiej polskie sądy nie mogą, poza kompetencjami ustawowo przyznanymi SN, kwestionować statusu sędziów powołanych przez prezydenta. Przestrzega przed scenariuszem, w którym sędziowie będą wzajemnie podważać legalność swoich nominacji. Podkreśla jednocześnie, że mimo orzeczenia TK nie zmieni decyzji w sprawie Izby Dyscyplinarnej i co najmniej do 15 listopada dopływ do niej nowych spraw będzie wstrzymany - decyzję tę I prezes podjęła po orzeczeniu TSUE zawieszającym izbę i w związku z możliwymi konsekwencjami finansowymi dla Polski. W zamyśle prezes Manowskiej chodziło też o to, by zyskać czas i przygotować projekt ustawy, która zlikwidowałaby problem. Na razie jednak rząd żadnych projektów nie przedstawił. Gdyby się okazało, że receptą na zamieszanie miałoby być kadrowe okrojenie Sądu Najwyższego, to I prezes może - jak twierdzi - złożyć rezygnację. Jej zdaniem pożądanym kierunkiem zmian byłoby spłaszczenie struktury wymiaru sprawiedliwości poprzez likwidację sądów rejonowych i utworzenie sądów pierwszej i drugiej instancji. Jednocześnie kandydaci do KRS powinni być wyłaniani w wyborach wśród ogółu sędziów, a ostatecznego wyboru dokonywałby parlament. Dzięki temu „organy unijne byłyby usatysfakcjonowane i nie ucierpiałoby krajowe założenie reformy”.