Lokalne media regularnie informują o rozpoczynającym się na nowo procesie w jakiejś bulwersującej sprawie. I to nie w wyniku uchylenia wyroku przez sąd II instancji, lecz w związku ze zmianą składu orzekającego na skutek śmierci lub choroby sędziego albo ławnika. Na przykład proces w sprawie zabójstwa pielęgniarki z Jasła, w którym przeprowadzono już praktycznie wszystkie czynności, trzeba było powtarzać z powodu śmierci ławniczki, w efekcie wyrok zapadł dwa lata później. Proces tzw. króla dopalaczy po czterech rozprawach musi toczyć się od początku, bo przewodnicząca składu przeszła w stan spoczynku. Także z powodu zmiany składu od nowa musi się toczyć postępowanie dyscyplinarne prokuratora oskarżonego o pedofilię czy sprawa „Grafa” oskarżonego o kierowanie grupą przestępczą i zlecenie zabójstwa biznesmena. Ta ostatnia zmiana wynikała z uchylenia immunitetu sędziemu Igorowi Tulei.
Kilkanaście lat i od początku
Jednym z najbardziej dojmujących przykładów surowości przepisów o niezmienności składu orzekającego był proces w sprawie masakry na Wybrzeżu w grudniu 1970 r. Choć trwał od połowy lat 90. XX w., to od 2011 r. musiał być prowadzony od nowa z powodu śmierci jednego z ławników. Skorzystanie z instytucji zapasowego ławnika, który jest obecny na każdej rozprawie, nie pomogło, bo ten zmarł jeszcze wcześniej.
Konieczność prowadzenia sprawy od początku wynika z art. 439 par. 1 pkt 2 kodeksu postępowania karnego, który jako jedną z bezwzględnych przyczyn odwoławczych wskazuje sytuacje, gdy którykolwiek z członków składu nie jest obecny na całej rozprawie. W stosunku do obrońców czy prokuratorów takiego wymogu nie ma.
– Zatem sędzia musi być obecny na wszystkich etapach rozprawy, na których prowadzone jest postępowanie dowodowe. Oznacza to, że skład orzekający, nieważne czy jednoosobowy, czy rzadziej kolegialny, który rozpoczynał rozprawę sądową, musi ją zakończyć w tym samym składzie – tłumaczy dr Paweł Czarnecki z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
– Zasada niezmienności składu orzekającego w postępowaniu karnym, ale też w postępowaniu w sprawach o wykroczenia, powszechnie jest regułą obowiązującą od dawna. Ustawodawca wychodzi z założenia, że ciągłe zmiany składu orzekającego utrudniają zapoznawanie się z materiałem dowodowym, a tym samym może dojść do przewlekłości postępowania, a także jest większe ryzyko wydania nietrafnego orzeczenia – dodaje procesualista, który zwraca uwagę, że tak sztywna i bezwzględna reguła nie obowiązuje w postępowaniu cywilnym.
Zgodnie bowiem z art. 323 k.p.c. wyrok może być wydany jedynie przez sędziów, przed którymi odbyła się rozprawa poprzedzająca bezpośrednio wydanie wyroku.
– A zatem nie ma przeszkód, aby doszło w toku rozpoznawania sprawy cywilnej do zmiany składu. Nie widzę powodów, by podobnego rozwiązania nie przyjąć w sprawach karnych – mówi dr Czarnecki.
Wzorce z procedury cywilnej
Podobnie uważa sędzia Marek Celej z Sądu Okręgowego w Warszawie. – W procesie cywilnym nowy członek składu orzekającego zapoznaje się z aktami i wchodzi w buty kolegi, prowadząc dalej sprawę. Przecież można byłoby wprowadzić podobne rozwiązanie w postępowaniu karnym polegające na tym, że nowy sędzia lub ławnik podpisywałby oświadczenie, że zapoznał się z materiałem dowodowym, które jeszcze można obwarować dodatkowymi bezpiecznikami – postuluje sędzia.
Chodzi o to, by strony miały możliwość złożenia wniosku o ponowne przeprowadzenie niektórych dowodów, np. przesłuchania jakiegoś istotnego świadka. – Z tym, że decyzję o tym, które czynności należy powtórzyć, zostawiłbym ostatecznie sądowi – precyzuje sędzia Celej.
– Oprócz tego sąd z urzędu powinien mieć możliwość powtórnego przeprowadzenia dowodów, jeśli po zapoznaniu się z aktami sprawy uzna to stosowne, natomiast jeśli nic nie budzi jego wątpliwości, sąd powinien móc kontynuować przewód – dodaje sędzia Piotr Mgłosiek z Sądu Rejonowego dla Wrocławia-Krzyków. – Zdarzyło mi się ponownie prowadzić sprawę, w której po dwuletnim postępowaniu i zamknięciu przewodu sądowego przez poprzedniego sędziego, został już tylko do wydania wyrok. Trwała następne dwa lata, a ostateczne rozstrzygnięcie było takie same, jakie bym wydał po lekturze akt praktycznie skończonego postępowania – dodaje sędzia. I zwraca uwagę na konieczność zmiany art. 411 k.p.k.
Przepis ten stanowi, że w celu wydania wyroku można odroczyć rozprawę na 14 dni. Jednak w razie przekroczenia tego terminu, zgodnie z par. 2, rozprawę prowadzi się od początku. Mimo że całe postępowanie dowodowe zostało zamknięte, a nawet mowy końcowe wygłoszone. A przecież w tym czasie sędzia lub ławnik niekoniecznie musi umrzeć, ale zachorować, ulec wypadkowi czy iść na zwolnienie lekarskie związane z zagrożoną ciążą albo… trafić na delegację do Ministerstwa Sprawiedliwości. Bo o ile sędzia, który został delegowany lub uzyskał nominację do sądu wyższego rządu, jest zobligowany do dokończenia spraw w referacie, to ten przechodzący do resortu już nie. Jego sprawy są przydzielane innym sędziom, a ci prowadzą je od początku.
Co więcej, jak dodaje dr Paweł Czarnecki, 14-dniowego terminu na wydanie wyroku z art. 411 nie można przywrócić. – Niezależnie od tego, jaki będzie powód niedochowania terminu: choroba, pandemia czy nawet klęska żywiołowa, to trzeba prowadzić rozprawę od początku – przypomina prawnik.
MS planuje zmianę
– Reasumując, powtarzanie rozprawy to bardzo często niepotrzebna teatrologia, która niczemu nie służy. W dodatku, zwłaszcza w czasie pandemii, o wiele trudniej jest ponownie przesłuchać świadków, a w niektórych sprawach na horyzoncie może się rysować perspektywa przedawnienia. Dlatego trzeba przepisy uelastycznić i urealnić – pointuje sędzia Celej.
Jak przyznaje Marcin Warchoł, wiceminister sprawiedliwości, ministerstwo dostrzega problemy, jakie w postępowaniu karnym generuje sztywna zasada niezmienności składu. Dlatego przy okazji następnej nowelizacji k.p.k. przepisy zostaną zmienione. ©℗
Co mówią przepisy