4 sierpnia Sąd Apelacyjny w Warszawie zdecydował, że materiały zgromadzone przez Prokuraturę Regionalną w Warszawie w sprawie tzw. afery GetBack są wystarczające, by Sad Okręgowy w Warszawie mógł ją rozpoznać i wydać sprawiedliwy wyrok.

Taka decyzja zapadła po rozpoznaniu zażalenia prokuratora na postanowienie sądu okręgowego, który po czterech miesiącach od skierowania aktu oskarżenia zdecydował zwrócić sprawę oskarżycielowi publicznemu, z "uwagi na istotne braki postępowania, których usunięcie przez sąd spowodowałoby znaczne trudności". Na tę decyzję żalił się także osobiście Konrad K., choć w piśmie do sądu odwoławczego oznajmił, że z decyzją o zwrocie się zgadza i oczekuje, że prokuratura "wykryje, co było przyczyną wystąpienia szkody po stronie pokrzywdzonych i gdzie podziały się pieniądze tych ludzi".

Reklama

PAP dotarła do treści uzasadnienia postanowienia SA z 4 sierpnia. Trzyosobowy skład sądu apelacyjnego, któremu przewodniczyła sędzia Ewa Leszczyńska-Furtak wynika, że zebrane przez prokuratora dowody nie mają braków, albo – jeśli takowe są – nie przekraczają możliwości sądu, który na sali rozpraw będzie je musiał przeprowadzić. Braki opisane przez Sąd Okręgowy w Warszawie są głównie, zdaniem SA, "brakami natury technicznej, a nie merytorycznej", np. brak odpisu postanowienia o powołaniu biegłych z zakresu finansów i rachunkowości. Sąd odwoławczy napisał, że wystarczyło by sędzia Iwona Strączyńska poprosiła o uzupełnienie tych dokumentów podczas posiedzeń w przedmiocie zwrotu sprawy, które "odbywały się na przestrzeni miesiąca".

"Czynność ta jest niezwykle prosta. Na wezwanie sądu odwoławczego prokurator te dokumenty dostarczył" – napisał Sąd Apelacyjny w Warszawie w postanowieniu i w całości stanął po stronie prokuratury i punkt po punkcie odrzucał wszystkie zastrzeżenia sędzi Strączyńskiej, wielokrotnie określając zajęte przez nią stanowisko jako "niezasadne" lub "bezpodstawne".

Reklama

"Celem postępowania przygotowawczego nie jest wszechstronne wyjaśnienie sprawy, ale wyjaśnienie jej okoliczności w stopniu pozwalającym na ustalenie, że został popełniony czyn zabroniony, stanowiący przestępstwo, poparte zabezpieczonymi i w niezbędnym zakresie utrwalonymi dowodami" – napisała sędzia Leszczyńska-Furtak.

Sąd odwoławczy przypomniał sądowi okręgowemu, że "za istotne braki postępowania przygotowawczego przyjmuje się takie, które stanowią przeszkodę w dokonaniu prawdziwych ustaleń faktycznych, tym samym uniemożliwiają realizację zasady prawdy materialnej, (...) przewyższają poziomem trudności zwykłe, a zatem wymagają dużego trudu i wysiłku", a także, że sprawy w sądach powinny być rozpoznawane sprawnie i szybko. Sprawę można zwrócić prokuraturze do uzupełnienia tylko wtedy, gdy uzupełnienie ewentualnych braków przez oskarżyciela miałoby ten proces przyspieszyć.

"Niezasadne jest stanowisko Sądu Okręgowego, jakoby wskazane rozbieżności w opisach czynów (...) a także rozbieżności czy niespójności w zarzutach stawianych poszczególnym oskarżonym miały mieć charakter uchybień". (...) Odmienne zapatrywania sądu co do opisu czy kwalifikacji prawnej czynów w akcie oskarżenia nie mogą być podstawą zwrotu. (...) Sąd nie jest związany opisem czynu, a po wyjaśnieniu wszystkich istotnych okoliczności może i powinien nadać mu w wyroku dokładne określenie" – podkreślił Sąd Apelacyjny w Warszawie.

Sąd odwoławczy nie dostrzegł także zgłaszanych przez obrońców oskarżonych i sąd okręgowy braku możliwości zaznajomienia się z aktami, które były dostępne dla nich w formie papierowej, zdigitalizowanej oraz – już później – także w sądzie. SA nie uznał za uchybienie odstąpienie od przesłuchania przez prokuratora wszystkich 9 tysięcy osób pokrzywdzonych, bo stało się tak ze względu na ekonomię procesową i nie miało istotnego znaczenia dla ustaleń faktycznych.

"Ta sprawa wymaga szybkiego osądu" – napisał Sąd Apelacyjny w Warszawie i przekazał sprawę Sądowi Okręgowemu w Warszawie "do merytorycznego rozpoznania" w dniu 4 sierpnia.

Jak przekazała PAP w piątek sekcja prasowa warszawskiego sądu okręgowego, termin rozprawy nie został wyznaczony. Nie ma także decyzji dotyczącej przedłużenia tymczasowego aresztowania byłemu prezesowi zarządu GetBack Konradowi K., który od dwóch lat przebywa w izolacji. Dotychczas stosowany wobec niego areszt kończy się 11 września.

O skierowaniu pierwszego aktu oskarżenia związanego z tzw. aferą GetBack informował 26 października ub.r. podczas konferencji prasowej Prokurator Krajowy Bogdan Święczkowski. Aktem objęto 16 osób, w tym Konrada K., byłego prezesa zarządu GetBack. Oskarżeni zostali także Jarosław A. i Tobiasz B. - byli prezesi Idea Banku oraz Dariusz N. i Małgorzata Sz. - członkowie zarządu Idea Banku. Akt oskarżenia liczył 1200 stron, a akta zawierały 1600 tomów. Oskarżonym zarzucono popełnienie przestępstw oszustwa, nadużycia udzielonych uprawnień, wyrządzenia szkody w wielkich rozmiarach oraz prowadzenia działalności maklerskiej bez wymaganego zezwolenia, za co grozi im kara do 15 lat pozbawienia wolności.

Prokurator Krajowy Bogdan Święczkowski wyjaśniał w październiku ub.r., w jaki sposób działali sprawcy, którzy wyłudzili od Polaków pieniądze. "GetBack wyemitował ponad 5 mln obligacji, które następnie były za pośrednictwem różnego rodzaju banków czy domów maklerskich proponowane zwyczajnym Polakom i inwestorom" - mówił Święczkowski. Jak zaznaczył, inwestorzy byli wprowadzani w błąd co do stanu finansowego firmy GetBack, ratingu, czy co do możliwości zarobienia na tym pieniędzy. "Tak 9 tys. osób poniosło szkodę w wysokości około 3 miliardów złotych" - powiedział Święczkowski.

Prokuratura Regionalna w Warszawie wszczęła śledztwo ws. afery GetBack następnego dnia po złożeniu zawiadomienia przez Komisję Nadzoru Finansowego, 24 kwietnia 2018 r. Powołano zespół śledczy, który badał tę sprawę. 11 maja 2018 r. dokonano pierwszych przeszukań i zabezpieczeń dokumentów, nośników informacyjnych i mienia, a w czerwcu 2018 r. zatrzymano Konrada K., byłego prezesa GetBacku. W związku ze śledztwem zabezpieczono kwotę 400 mln zł, w tym kosztowności, biżuterię, nieruchomości, papiery wartościowe i środku na rachunkach bankowych.

Już w październiku ub.r. Święczkowski informował, że kolejne akty oskarżenia będą sukcesywnie przesyłane do sądu. Toczące się w Prowadzone w Prokuraturze Regionalnej w Warszawie śledztwo dotyczy jeszcze blisko 60 osób. Jedną z nich jest Leszek Czarnecki, podejrzany o dokonanie oszustw na szkodę klientów Idea Bank S.A. oraz wyrządzenie bankowi szkody w wielkich rozmiarach. W lipcu ub.r. prokuratura wydała postanowienie o przedstawieniu Czarneckiemu zarzutów w związku z tzw. aferą GetBack, ale nie zostały mu one formalnie ogłoszone, bo biznesmen na stałe przebywa za granicą. Prokuratura uważa, że Czarnecki się ukrywa. W kwietniu br. sąd prawomocnie oddalił wszelkie wnioski prokuratury, która domagała się aresztowania biznesmena.