Platformy takie jak YouTube nie odpowiadają za pirackie pliki zamieszczane przez użytkowników, ale tylko wtedy, gdy same nie przyczyniają się do ich publikacji i nie wiedzą o ich bezprawnym charakterze – uznał Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Wyrok próbuje odpowiedzieć na pytanie, kto tak naprawdę udostępnia pliki na tego rodzaju platformach i kto za nie odpowiada w przypadku naruszenia praw autorskich. TSUE wskazał trzy sytuacje, gdy taką odpowiedzialność można przypisać serwisowi. Pierwsza, gdy nie reaguje na zgłoszenia o łamaniu prawa. Druga, gdy wie, że prawo jest łamane, choćby z uwagi na skalę zgłaszanych naruszeń, ale nie podejmuje rozsądnych środków, które mogłyby temu zapobiec. I wreszcie trzecia, gdy bierze udział w wyborze treści chronionych (np. muzyki, filmów czy książek), dostarcza narzędzia umożliwiające bezprawne udostępnianie takich treści lub świadomie promuje takie udostępnianie. To ostatnie jest o tyle istotne, że wiele platform przyznaje użytkownikom specjalne punkty za to, że zamieszczają często ściągane pliki.

Najnowszy wyrok TSUE potwierdza, że platformy internetowe nie odpowiadają za pliki umieszczane przez użytkowników, ale jednocześnie uszczegóławia warunki niezbędne do uniknięcia takiej odpowiedzialności. Dotyczy on dwóch połączonych spraw i dwóch znanych serwisów pozwalających użytkownikom zamieszczać pliki. Pierwszy to należący do Google’a portal YouTube, drugi to platforma Uploaded. Obydwa wnioski prejudycjalne skierowały niemieckie sądy, przed którymi toczą się procesy dotyczące naruszenia praw autorskich. W pierwszym producent muzyczny Frank Peterson pozwał YouTube’a za to, że w serwisie zamieszczono nagrania z koncertów piosenkarki Sarah Brightman. Peterson zażądał usunięcia tych plików, co platforma bezzwłocznie uczyniła. Tyle że użytkownicy zaczęli zamieszczać nowe pliki. W tej sytuacji producent przed sądem zażądał nie tylko zakazania YouTube’owi podawania tych utworów do publicznej wiadomości, ale również odszkodowania.
Reklama
Drugi pozew wytoczyło Elsevier, jedno z największych na świecie wydawnictw naukowych, platformie Uploaded. To rodzaj dysku w chmurze, który pozwala przetrzymywać swoje pliki, ale jednocześnie przekazywać innym osobom linki umożliwiające ich pobranie. Za jego pośrednictwem użytkownicy udostępniali co najmniej trzy książki, do których prawa ma wydawnictwo. Stąd wytoczona przed niemieckim sądem sprawa, w której Elsevier domaga się nakazania zaprzestania naruszeń oraz odszkodowania.
Ponieważ pytania zadane w obydwu tych sprawach w znacznej mierze pokrywają się ze sobą, TSUE rozpoznał je łącznie.

Reklama
Trzy sytuacje
Specyfiką działania serwisów takich jak YouTube czy Uploaded jest to, że są one wykorzystywane zarówno do w pełni legalnej działalności, np. dzielenia się własnymi filmami czy zdjęciami, jak i do łamania praw autorskich poprzez publikację pirackich plików.
‒ Jednym z kluczowych problemów związanych z tego rodzaju usługami jest proste z pozoru pytanie – kto właściwie udostępnia publiczności treści za pomocą tego rodzaju platform? Czy jest to użytkownik zamieszczający treści, operator platformy, czy może obaj ‒ mówi dr Zbigniew Okoń, partner w kancelarii Maruta Wachta.
‒ Problem ten został uregulowany w czekającym na implementację i bardzo kontrowersyjnym art. 17 dyrektywy 2019/790 o prawie autorskim na jednolitym rynku cyfrowym. Wyrok TSUE dotyczy obecnego stanu prawnego i wskazuje kryteria, pozwalające na udzielenie odpowiedzi na to pytanie. Idzie przy tym w kierunku wytyczonym przez art. 17 dyrektywy o prawie autorskim na jednolitym rynku cyfrowym – zaznacza.
Dość oczywista jest pierwsza ze wskazanych przez TSUE sytuacji, w której operator platformy ponosi odpowiedzialność – gdy wie o konkretnym naruszeniu i nie reaguje na zgłoszenia. Mówiąc wprost ‒ otrzymuje informacje o tym, że dany plik narusza czyjeś prawa, ale go nie blokuje.
„Powiadomienie o treściach chronionych, które zostały bezprawnie udostępnione publicznie za pośrednictwem platformy do udostępniania filmów lub platformy do przechowywania i udostępniania plików, musi zawierać wystarczające informacje umożliwiające operatorowi tej platformy stwierdzenie, bez konieczności przeprowadzania szczegółowego badania stanu prawnego, czy udostępnienie to jest bezprawne i czy ewentualne usunięcie tych treści nie będzie kolidować z wolnością wypowiedzi” ‒ zaznaczył TSUE.
Kolejną sytuacją, w której platforma może odpowiadać za naruszenia, choć bezpośrednio dokonują ich użytkownicy, jest posiadanie o nich ogólnej wiedzy (a nawet samo to, że powinna ją posiadać). Na taką wiedzę może wskazywać wysoki odsetek nielegalnych plików udostępnianych za pomocą danej platformy. Zdaniem TSUE serwis powinien wówczas wdrożyć odpowiednie rozwiązania techniczne, których można oczekiwać od operatora wykazującego należytą staranność w jego sytuacji, w celu wiarygodnego i skutecznego przeciwdziałania naruszeniom praw autorskich na tej platformie.
Wreszcie trzecim kryterium do oceny, czy platforma uczestniczy w bezprawnym udostępnianiu utworów, jest przyjęty przez nią model biznesowy. Należy wziąć pod uwagę, czy bierze ona udział w wyborze treści chronionych, oferuje specjalne narzędzia umożliwiające bezprawne udostępnianie takich treści lub świadomie promuje takie działanie.
‒ Ten ostatni przypadek dotyczy modeli biznesowych przewidujących dla użytkowników zamieszczających pliki różnego rodzaju zachęty do dzielenia się nielegalnymi treściami, polegające np. na dzieleniu się przychodami uzyskiwanymi od użytkowników płacących za dostęp do nielegalnych treści – wyjaśnia dr Zbigniew Okoń.
Zysk nie hańbi
Do sądu krajowego będzie należała ocena działalności obydwu platform, których dotyczą pozwy. Niemniej jednak TSUE zawarł w swym wyroku pewne podpowiedzi. Zauważył m.in., że YouTube wdrożył różne rozwiązania techniczne mające na celu zapobieganie naruszeniom prawa autorskiego, w tym oprogramowanie do weryfikacji i rozpoznawania treści. Choć sporządza opracowanie wyników wyszukiwania w postaci rankingów i kategorii filmów, to nie mają one na celu ułatwienia ani promowania naruszeń prawa.
Z kolei Uploaded nie tworzy, nie wybiera, nie przegląda ani nie kontroluje treści przechowywanych na platformie. Samo ich zamieszczenie nie pozwala również na dostęp innym użytkownikom – muszą oni otrzymać link od osoby, która udostępnia plik. Sam serwis w tym nie uczestniczy.
TSUE podkreślił przy tym, że czerpanie zysków czy to z reklam, czy z abonamentu nie przesądza o ewentualnej współodpowiedzialności platform.
‒ To stwierdzenie jest dla mnie najważniejsze w tym wyroku. Operator serwisu dzielenia się plikami może na nim zarabiać i jednocześnie korzystać z wyłączenia odpowiedzialności na podstawie art. 14 dyrektywy 2000/31/UE – zauważa Pawel Lipski, partner w kancelarii Bird & Bird.
Nie wszyscy podzielają jednak ten entuzjazm.
‒ Najnowszym wyrokiem TSUE stara się złagodzić niekorzystny trend orzecznictwa w zakresie prawa do publicznego komunikowania utworów, rozciągający odpowiedzialność za naruszenie praw autorskich na podmioty nieco przypadkowe, które tylko ułatwiają dostęp do utworów, nie prowadząc ich samodzielnej transmisji lub retransmisji jakąkolwiek drogą. W praktyce takie podejście zwiększyło ryzyko transakcyjne i moim zdaniem osłabiło innowacyjność przedsiębiorstw z terenu UE – ocenia Janusz Piotr Kolczyński, partner zarządzający w Kancelarii C.R.O.P.A.
‒ Trybunał stara się dziś rzucić koło ratunkowe platformom takim jak YouTube, jednak moim zdaniem tylko pogłębia ryzyko prawne i transakcyjne. Odwrót TSUE od niekorzystnego trendu jest bowiem niepełny i pozorny – dotyczy w zasadzie tylko zarobkowego charakteru działalności, któremu trybunał odmiennie niż wcześniej (wyrok ws GS Media, C-160/1) nie przypisuje w zakresie ewentualnego naruszenia prawa decydującego znaczenia – zaznacza ekspert.
Co mówią przepisy

orzecznictwo

Wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 22 czerwca 2021 r. w sprawach połączonych C-682/18 i C-683/18. www.serwisy.gazetaprawna.pl/orzeczenia