Autopromocja

Transparentność życia publicznego vs komfort pani I prezes SN

Małgorzata Kryszkiewicz / fot. Wojtek Górski
Małgorzata Kryszkiewicz / fot. Wojtek Górski DGP
2 marca 2021

Gdy gruchnęła informacja, że I prezes Sądu Najwyższego złożyła wniosek do Trybunału Konstytucyjnego, w którym domaga się stwierdzenia niezgodności z ustawą zasadniczą wielu przepisów ustawy o dostępie do informacji publicznej, nawet się nie zdziwiłam.

To przecież nie pierwszy raz, kiedy ludzie kojarzeni z obozem dobrej zmiany podejmują kroki zmierzające do tego, aby społeczeństwo miało jak najmniej wiedzy na temat tego, co dzieje się w państwie. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta: bo wiedza to władza. A skoro obywatele władzę oddali w ręce swoich przedstawicieli, wrzucając kartkę do urny, to niech teraz siedzą cicho i nie przeszkadzają. Jak to swego czasu w głośnym wywiadzie dla DGP powiedział Marcin Wolski: „Zasady są jasne – wygrała ta partia i morda w kubeł”. Teraz to zdanie z języka podwórkowego na prawniczy przetłumaczyła Małgorzata Manowska.

Decyzji swojej szefowej dzielnie starał się bronić w rozmowie z PAP Aleksander Stępkowski, rzecznik prasowy SN. Jak mówił we wniosku, chodzi o „doprecyzowanie zakresu pojęć, którymi posługuje się ustawa tak, aby w odpowiedni sposób wyważone zostały zakresy ochrony takich konstytucyjnie chronionych wartości jak prywatność obywateli, którzy nie pełnią funkcji publicznych oraz jawność życia publicznego”. Problem jednak polega na tym, że od doprecyzowania pojęć co do zasady to mamy inne podmioty niż Trybunał Konstytucyjny. Trybunał jest ustawodawcą negatywnym, co oznacza, że jego rola ogranicza się do rugowania z porządku prawnego norm, które jego zdaniem naruszają konstytucję. Co więc się stanie, gdy TK, na czele którego stoi Julia Przyłębska, pieszczotliwie nazywana przez prezesa PiS „odkryciem towarzyskim ostatnich lat”, przychyli się do wniosku I prezes SN? Odpowiedź jest prosta: przepisy te przestaną obowiązywać. I koniec, kropka. A to będzie oznaczać m.in., że organowi odmawiającemu bezpodstawnie dostępu do informacji nie będzie już grozić odpowiedzialność karna. Oczywiście w normalnych czasach po takim wyroku ustawodawca powinien jak najszybciej zakasać rękawy i dostosować stan prawny do wymogów konstytucyjnych. Patrząc jednak na to, co się w naszym kraju dzieje, można przypuszczać, że ustawodawca nawet palcem nie kiwnie w tej sprawie.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.