W naszym rankingu najbardziej wpływowych prawników są tradycyjnie tacy, którzy zmieniają rzeczywistość na lepszą, i tacy, którzy psują tak wiele, że nie sposób ich „owocnej” działalności pominąć. Przeważają zaś pewnie ci, których jedni ocenią pozytywnie, a inni negatywnie – w zależności m.in. od przekonań lub przysłowiowego punktu siedzenia. My staramy się patrzeć na fakty i chłodno oceniając ich „ciężar gatunkowy” albo społeczny rezonans, uszeregować je – a co za tym idzie również tych, którzy za nimi stoją. Czyli tych, którzy – czy nam się to podoba, czy nie – mają moc sprawczą. Mają wpływ.Tradycyjnie też – choć jest to tradycja licząca ledwie kilka lat – poza nawias, czyli poza ranking przesuwamy trzy osoby (prezesa PiS, prezydenta RP, ministra sprawiedliwości), których urząd lub pozycja polityczna determinują ich wpływy i sprawiają, że w porównaniu z innymi prawnikami są w uprzywilejowanej sytuacji. Jak z tego uprzywilejowania korzystają, to już inna sprawa.

Wniosek z naszej listy płynie jeden: wpływowych prawników nigdy i nigdzie nie brakuje. Jak zawsze są wśród polityków, pracują dla wielkiego biznesu (dla mniejszego zresztą też), decydują o obliczu wymiaru sprawiedliwości, spierają się o jego kształt, proponują ustawy lub odciskają na nich swoje wyraźne piętno, maczają palce w wielu inicjatywach i ruchach społecznych. Krótko mówiąc, w wielu miejscach pociągają za sznurki lub pomagają to robić swoim mocodawcom. Co ze wspomnianym w tytule paradoksem?