Reklama

Wątpliwości sądu

Ustawa o przeciwdziałaniu zagrożeniem przestępczością na tle seksualnym (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 152; dalej p.z.p.s.), na mocy której powołano do życia rejestr przestępców seksualnych, obowiązuje od października 2017 r. W rejestrze zamieszczane są dane osób, wobec których zapadły prawomocne orzeczenia w sprawach o przestępstwo przeciwko wolności seksualnej i obyczajności. Rejestr podzielony jest na część jawną i tę z ograniczonym dostępem, do której dostęp mają tylko uprawnione podmioty takie jak np. policja. Natomiast dane zamieszone w części publicznej są dostępne dla każdej osoby zainteresowanej.
Ustawodawca zdecydował, że do rejestru jawnego trafią również danych tych osób, wobec których tego typu orzeczenia zapadły, jeszcze zanim opisywana ustawa weszła w życie (art. 29 ust. 1 pkt 2 p.z.p.s.). I właśnie to rozwiązanie wzbudziło wątpliwości wrocławskiego WSG. Zdaniem sądu problem jest tym bardziej doniosły, że dane z rejestru co do zasady nie mogą być usunięte. Jak możemy przeczytać w uzasadnieniu pytania prawnego skierowanego do TK, takie rozwiązanie może budzić wątpliwości co do zgodności z konstytucyjną zasadą niedziałania prawa wstecz oraz zasadą, zgodnie z którą odpowiedzialności karnej podlega ten tylko, kto dopuścił się czynu zabronionego pod groźbą kary przez ustawę obowiązującą w czasie jego popełnienia. Jak zauważa sąd pytający, regulacje dotyczące rejestru publicznego, choć wywołują pozytywny efekt prewencyjny, mogą też wywoływać rezultaty niekoniecznie społecznie pożądane. „W odniesieniu do sprawcy mogą utrwalić na długi okres jego stygmatyzację, utrudniając readaptację do życia zgodnego z porządkiem prawnym, a także wywoływać negatywne zjawiska nękania przez anonimowe osoby postronne. Nieprzyjemne skutki mogą też dotknąć niewinnych niczego osób należących do rodzin skazanych, np. ich dzieci” – czytamy w uzasadnieniu pytania. Jednak zdaniem sądu pytającego najbardziej niepożądanym skutkiem może być wtórna wiktymizacja pokrzywdzonych.

Sprzeczne stanowiska

W sprawie stanowiska zajęły już takie organy jak prokurator generalny, Sejm oraz rzecznik praw obywatelskich. I tylko ten ostatni dopatrzył się niekonstytucyjności regulacji, która wzbudziła wątpliwości WSG. Jego zdaniem zaskarżony przepis narusza „standard wynikający z zasady ne bis in idem leżącej u podstaw zasady zaufania obywatela do państwa, a więc zasady demokratycznego państwa prawnego opisanej w art. 2 konstytucji”.
Z kolei zarówno PG, jak i Sejm chcą umorzenia postępowania przed TK ze względu na niedopuszczalność wydania wyroku. Przy czym oba te organy wskazują, że merytoryczna odpowiedź TK na sformułowane przez wrocławski sąd garnizonowy pytanie prawne nie będzie miała żadnego znaczenia dla rozstrzygnięcie postępowania zawisłego przed tym sądem. Jego przedmiotem jest bowiem wniosek o usunięcie danych wnioskującego z rejestru przestępców seksualnych. Tymczasem zaskarżony przepis mówi o umieszczaniu danych, a obowiązek ten ustawodawca powierzył nie sądowi, a ministrowi sprawiedliwości. „Sąd pytający nie tylko nie jest adresatem art. 29 ust. 1 pkt 2 p.z.p.s., ale i nie ma żadnych możliwości proceduralnych, aby zastosować ten przepis w toczącym się przed nim postępowaniu” – przypomina Sejm. Tymczasem konstytucja wyraźnie stanowi, że sąd może zwrócić się do trybunału z pytaniem tylko wówczas, gdy od odpowiedzi na nie zależy rozstrzygnięcie sprawy zawisłej przed sądem.