Wizja Lwowa wielokulturowego – pisze prof. Katarzyna Kotyńska z Instytutu Slawistyki PAN – jest ważna dla każdej z grup narodowościowych piszących o Lwowie. Co jednak ciekawe, obrazy Lwowa w literaturze ukraińskiej, polskiej, żydowskiej wydają się od siebie zależne: często rozwijają się równolegle, wchodzą ze sobą w spory, stanowią wzajemne na siebie reakcje. Zależności te umykają obserwatorom wykorzystującym tylko jedną narodową perspektywę”.

Pośród lwowskich parków

W polskiej literaturze pięknej wielokulturowość Lwowa kończy się często na zdawkowym wspomnieniu tego faktu. To ciekawe, gdyż: „ze wspomnień ukraińskich dowiemy się całkiem sporo o polskim Lwowie tej epoki, lecz ze wspomnień polskich, o ile je będziemy czytać bardzo uważnie, być może dowiemy się, że oprócz Polaków żyli w tym mieście jeszcze przedstawiciele innych narodowości” (Katarzyna Kotyńska). Zjawisko to doskonale widać nie tylko w „Zegarze Słonecznym” Jana Parandowskiego czy „Bezgrzesznych latach” Kornela Makuszyńskiego, lecz także w licznych pamiętnikach i wspomnieniach Polaków-lwowian, których prawdziwy wysyp nastąpił na rynku polskim po roku 1989.
Reklama
Podobnie rzecz się ma z publikacjami poświęconymi lwowskim prawnikom oraz kierunkom badawczym rozwijanym na lwowskim uniwersytecie. Postacie takie jak m.in.: Maurycy Allerhard, Marceli Chlamtacz, Przemysław Dąbkowski, Aleksander Doliński, Roman Longchamps de Bérier, Juliusz Makarewicz, Stanisław Starzyński czy Ernest Till, ułatwiają przywiązanie do stereotypu, zgodnie z którym poza polską myślą jurydyczną nie istniała we Lwowie przed 1944 r. żadna inna.
Publikacje ukraińskie odnoszące się do tej tematyki pozostają w Polsce niemal niezauważone, co należy przyjąć z ubolewaniem. Ich (świadome bądź nie) ignorowanie zawęża horyzonty i zubaża naszą wiedzę na temat intelektualnej historii niezwykłego miasta. Dlatego warto przypomnieć, że w 2004 r. nakładem lwowskiej oficyny wydawniczej Piramida ukazały się wspomnienia Aleksandra Nadrahy zatytułowane „Wśród lwowskich parków”. Zasługują one na szczególną uwagę polskiego czytelnika.

Reklama
W zebranych po latach wspomnieniach z największą czułością powraca Nadraha do swego okresu gimnazjalnego u schyłku monarchii austro-węgierskiej. Czasy te postrzega (podobnie jak wielu jego rodaków) jako raj utracony. Gimnazjum, do którego uczęszczał, było w istocie szkołą polską, choć nauczano tam również w języku niemieckim, a obok Polaków wykształcenie zdobywali Ukraińcy i Żydzi. Do jego kolegów należeli m.in. historyk Iwan Krypjakewycz, polonista Juliusz Kleiner, profesor politechniki Zygmunt Klemensiewicz oraz pisarz Kornel Makuszyński.
Lwów był wówczas wielką europejską metropolią. Skala inwestycji była doprawdy imponująca. Autor z entuzjazmem odnotowuje m.in. przekierowanie rzeki Pełtwi czy też otwarcie opery oraz biblioteki Politechniki Lwowskiej. Wspomnienie pierwszego w Europie elektrycznego tramwaju prowokuje Nadrahę do radosnego wykrzyknienia: „Takiego cuda nie oglądał wtedy ani Paryż, ani Londyn, Wiedeń, Petersburg czy nawet Rzym. Tylko Lwów!”. W czasach gimnazjalnych doszło też do jego „narodowego przebudzenia”, zainteresowania się językiem, kulturą i historią Ukrainy.
W 1904 r. Aleksander Nadraha rozpoczął studia na Wydziale Prawa lwowskiego uniwersytetu (zwanego wówczas józefińskim). Większość kadry stanowili tam Polacy. Początkujący adept prawa uczęszczał na wykłady i seminaria profesorów Oswalda Balzera (historia prawa), Ignacego Koshembahr-Łyskowskiego (prawo rzymskie), Marcelego Chlamtacza (prawo rzymskie) oraz Władysława Abrahama (prawo kanoniczne). Prawo rzymskie ewidentnie przypadło mu do gustu, ponieważ brał również udział w seminariach innego romanisty – prof. Stanisława Szachowskiego. Pasjonował się również wykładem prawa cywilnego w ujęciu ukraińskiego uczonego prof. Stanisława Dniestrzańskiego. Autor wspomnień z wdzięcznością wraca do lat studenckich i z dumą przypomina, że za wybitne osiągnięcia w nauce nagrodzono go „stypendium krakowskim” fundowanym przez Uniwersytet Jagielloński dla najlepszych studentów uniwersytetów galicyjskich.

W Polsce

W roku 1919, kiedy nadzieje na wskrzeszenie niepodległej Ukrainy legły w gruzach, Aleksander Nadraha wrócił do stanowiącego część odrodzonej Rzeczypospolitej Lwowa i otworzył kancelarię adwokacką. W jej siedzibie przy ul. Dominikańskiej 11 „po godzinach” dawał wykłady z prawa rzymskiego dla ukraińskiej młodzieży studiującej na Wydziale Prawa Ukraińskiego Tajnego Uniwersytetu.
Choć nie należał do entuzjastów polskich rządów w Galicji, właśnie w latach 1919–1939 rozwinął najaktywniejszą działalność zawodową, naukową i społeczną. Należał do najenergiczniejszych członków Ukraińskiego Związku Katolickiego, wykładał prawo cywilne na Grekokatolickiej Akademii Bogosłowskiej, udzielał się w Towarzystwie Naukowym im. Tarasa Szewczenki we Lwowie, zasilił grono członków-założycieli Związku Adwokatów Ukrainy, wchodził w skład Lwowskiej Izby Adwokackiej, był członkiem Towarzystwa Prawników Ukraińsko-Ruskich, a także regularnie publikował na łamach ukazującego się w języku ukraińskim czasopisma „Życie i Prawo”.
Po upadku Polski we wrześniu 1939 r. i zajęciu Lwowa przez Sowietów wszystkie te struktury zostały zlikwidowane. W październiku zainaugurował tymczasem działalność Lwowski Uniwersytet Państwowy (od 8 stycznia 1940 r. noszący imię Iwana Franki). Jego rektor, doc. Mychajło Marczenko, zaproponował Nadrasze wykłady z prawa rzymskiego na wydziale prawa. Ten propozycję przyjął. Jego aktywności uniwersyteckie nie potrwały wszakże długo. Przerwał je atak III Rzeszy na Związek Radziecki. W okresie okupacji niemieckiej Nadraha wrócił do pracy w adwokaturze. Wznowił też wykłady z prawa cywilnego na reaktywowanej Grekokatolickiej Akademii Bogosłowskiej. Równolegle reaktywowano Tajny Uniwersytet Ukraiński, na którym poprowadził wykłady z prawa rzymskiego i cywilnego.

Prawdziwych przyjaciół…

Po ponownym zajęciu miasta przez Sowietów uniwersytet wznowił działalność. 1 grudnia 1944 r. Nadraha powrócił na uczelnię, gdzie w roku akademickim 1994/1945 znów wykładał prawo rzymskie. Ponieważ należał do kręgu ukraińskich działaczy skupionych wokół archimandryty Klemensa Szeptyckiego, a jego mieszkanie odwiedzały postacie od dawna skupiające na sobie uwagę organów bezpieczeństwa, w listopadzie 1946 r. zredukowano mu etat do połowy. Sytuacja materialna jego i rodziny dramatycznie się pogorszyła. Podanie o przywrócenie pełnego etatu oficjalnie poparł tylko jeden kolega z wydziału – polski profesor Przemysław Dąbkowski. Interwencja nie przyniosła skutku. 2 sierpnia 1947 r. Nadrahę zwolniono „w związku z brakiem godzin wykładowych”.
W październiku 1947 r. autora wspomnień aresztowano i wywieziono z całą rodziną na Syberię. Oficjalnym powodem było „wspieranie band OUN”. W chwili wywózki ukraiński uczony miał 62 lata, co kwalifikowało go do emerytury. Dlatego w Anżero-Sudżeńsku, gdzie został przymusowo osiedlony, nie musiał ciężko pracować, a nawet posiadał pewne możliwości prowadzenia badań. To właśnie tam ponownie podjął się opracowania podręcznika z prawa rzymskiego. Konieczną literaturę pozyskiwał dzięki życzliwości przyjaciół ze Lwowa, wśród których szczególne miejsce zajmował prof. Przemysław Dąbkowski. Nadraha prowadził z nim stałą korespondencję.
Syberyjskie zesłanie trwało 12 lat. Zezwolenie na powrót do Galicji wydano cztery lata po śmierci Stalina. Wykluczało ono wprawdzie możliwość zamieszkania we Lwowie oraz okręgu lwowskim, ale sentyment do miasta okazał się silniejszy. Rodzina nielegalnie zamieszkała we Lwowie (korzystając ze schronienia udzielonego przez polską rodzinę Rudnickich). Na początku 1962 r. małżonkowie przeprowadzili się do Sambora (ich syn pracował tam już jako lekarz). 3 kwietnia 1962 r. Aleksander Nadraha zmarł. Pochowano go w rodzinnej mogile na cmentarzu Jankowskim we Lwowie.
Lektura (szkoda, że niedostępnych w języku polskim) wspomnień Nadrahy wycisza, pozwala dostrzec nieznany wymiar historii Lwowa, a także spojrzeć na relacje polsko-ukraińskie z innej perspektywy. Obecnie w siedzibie Katedry Historii oraz Teorii Państwa i Prawa Uniwersytetu Iwana Franki we Lwowie wiszą portrety Oswalda Baltzera oraz Przemysława Dąbkowskiego, a nie tylko uczonych ukraińskich. Bez wątpienia wpływ na decyzję, podjętą swego czasu przez prof. Borysa Tyszczyka, miały świadectwa o nich, jakie w swoich wspomnieniach zostawił Aleksander Nadraha. Widok, który z początku wywoływał na miejscowym wydziale wiele ożywionych sporów i polemik, obecnie dziwi jedynie Polaków, którzy po raz pierwszy odwiedzają lwowską wszechnicę.