statystyki

Facebookowa schizofrenia: Chcemy Marka Zuckerberga umywającego ręce od ideologii czy cenzora?

autor: Karolina Lewestam09.11.2019, 19:30
Mark Zuckerberg

Mark Zuckerbergźródło: ShutterStock

To będzie krótka historia ciężkiego przypadku naszej polityczno-społecznej schizofrenii dotyczącej nowych technologii, która zaczyna się powtórnymi odwiedzinami w amerykańskim Kongresie Marka Zuckerberga (albo jego klona-cyborga, trudno wyczuć).

Rozmowa miała się toczyć o Librze, czyli kryptowalucie, jaką chce wprowadzić Facebook, ale w pewnym momencie zeszła, jak to w przypadku wizyt Zucka w Kongresie bywa, na kłamstwa. Alessandra Occasio-Cortez, młoda popularna demokratka, pytała go np. jak dalece można pójść w mijaniu się z prawdą w reklamach politycznych puszczanych na Facebooku. Czy mogłaby umieścić kłamliwe reklamy wspierające jej program ekologiczny? – Prawdopodobnie tak – przyznał Zuck. – Kłamstwa są złe – zagaił jednak, żeby nikt nie miał wątpliwości, że rozumie koncepty moralne. – Czyli nie będzie pan usuwał kłamstw? – dopytywała się kongresmenka.

Inni namiętnie drążyli kwestię kontentu, który pojawia się poza politycznymi reklamami: panoszących się na platformie nieprawd, treści kryminalnych, szkodliwych, makabrycznych i nawołujących do zbrodni. Czy Facebook będzie takie treści usuwał? Ależ oczywiście. Tak. Staramy się. Niezależni fakt-checkerzy. Trenujemy sztuczną inteligencję. Zatrudniamy ludzi. Przepraszam i w ogóle – mówił Zuckerberg. Robimy, co możemy; reklamy polityczne to inna para kaloszy, ale staramy się, żeby u nas było „czysto”.

Mark Zuckerberg

Mark Zuckerberg

źródło: ShutterStock

Zaraz potem okazało się, że w swojej technokratycznej dezynwolturze Facebook wykoncypował nowy superplan, który ma uciąć spekulacje, jakoby platforma niszczyła dobrej jakości dziennikarstwo i promowała kłamstwa. Będzie to, uwaga, zakładka z prawdziwymi wiadomościami! Na zwykłym feedzie możemy obejrzeć wszelkie bzdury, które zamieszczają tam użytkownicy; w newsowej zakładce zaś wyłącznie i jedynie zaufane źródła. Na przykład „New York Times”. Porządne źródła konserwatywne. Albo… Breitbart. Tak, ten sam Breitbart, który Steve Bannon, współautor sukcesu Trumpa, zamienił w nie tyle nachalną, ile opętaną tubę propagandową obecnego prezydenta. Polityczne stanowisko to prawo człowieka i dziennikarza i każdy portal może sobie Trumpa popierać, jeśli takie ma widzimisię, ale Breitbart bardzo często w sposób oczywisty kłamie, co stwierdziły niezależne źródła wielokrotnie, i żaden szanujący się republikanin stamtąd nie będzie czerpał wiedzy o świecie. Dlaczego Breitbart zostaje wpuszczony do zakładki newsowej? – Myślę, że chcemy, żeby zawartość reprezentowała różne perspektywy – mówił Zuckerberg, trochę się plącząc, bo tajemnicą poliszynela w Waszyngtonie jest to, że Big Tech zdradzony przez demokratów powoli układa się z republikanami i taki jest pewnie powód tej inkluzji. Czy naprawdę chcecie – mówił Zuckerberg – żeby platforma tych rozmiarów co Facebook angażowała się w cenzurę? Z tyłu chór gospel zawodził, a przynajmniej zawodzić powinien „Wolność słowa, oł je”. Kiedy kilka dni później Twitter sprytnie ogłosił, że kończy z zamieszczaniem reklam politycznych, Sheryl Sandberg z Facebooka potwierdziłą, że FB nie pójdzie w ślady Twittera i zostanie przy swoim. Jej argument: wolność słowa. Ludzie powinni sami mieć szansę zobaczyć, kto kłamie, a kto nie. Ludzie mają prawo, by do nich kłamać, a Facebook to nie autorytarny rząd, cenzurować nie będzie.


Pozostało 68% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ

Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane