Rośnie liczba miast włączających własne hotspoty. W dwa lata do UKE wpłynęło 157 wniosków. Zwiększenie liczby hotspotów z 13 na 16, przy czym wszystkie będą teraz oferować internet o prędkości 1 Mbit/s (wcześniej tylko 512 kbit/s).
Reklama
Dziennik Gazeta Prawna
O takie internetowe przyspieszenie wystąpił do Urzędu Komunikacji Elektronicznej Rybnik. Wniosek złożył w styczniu 2016 r. Na decyzję musiał czekać ponad rok. Tak długo, bo UKE zawalony jest wnioskami od samorządów o zgody na uruchomienie miejskiego, bezpłatnego i coraz szybszego internetu.
Rybnik zgodę dostał. – Okolice, gdzie jest duża ilość wejść do sieci, to najczęściej miejsca wypoczynku, rekreacji albo np. dworzec – opowiada nam Agnieszka Skupień, asystent prezydenta miasta. To oczywiste lokalizacje, ale już to, że popularnym miejscem logowania się do internetu publicznego jest kościół – nieco zaskakuje. W Rybniku jest to konkretnie bazylika św. Antoniego. Skupień podaje dokładne wyliczenia popularności hotspotów w ubiegłym roku. Łącznie korzystano ze wszystkich 13 ponad 147 tysięcy razy. Najpopularniejsze były te w centrum miasta na placu Wolności, na basenie w Rudzie Gliwickiej, w parku Tematycznym. No i w bazylice. W każdym z tych miejsc internauci logowali się ponad 20 tysięcy razy.
Rybnik nie jest jedynym miastem, które rozwija publiczny internet. Jak podał nam UKE, od stycznia 2015 r. do urzędu wpłynęło 157 wniosków od samorządów o uzyskanie zgody prezesa UKE na świadczenie usługi bezpłatnego dostępu do internetu.
Przez te dwa lata prezes UKE wydał 117 decyzji, z czego 77 to były zgody na uruchomienie miejskich hotspotów. 40 związanych było jeszcze z poprzednią perspektywą unijną, konkretnie z działaniem 8.3 z Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka, w ramach którego samorządy mogły budować sieć, by przeciwdziałać wykluczeniu cyfrowemu. Kolejne 40 wniosków wciąż jest rozpatrywanych. Za każdym razem UKE musi sprawdzić, czy bezpłatny internet oferowany przez samorząd nie zagraża lokalnym interesom operatorów.
Hotspotowy szał zaczął się kilka lat temu przy okazji Euro 2012. Tworzyły je miasta gospodarze mistrzostw, dworce i lotniska, by pomóc kibicom. Tego trendu nie zatrzymała nawet konieczność uzyskania zgody UKE na uruchomienie punktu z bezpłatnym WiFi. Jeszcze w 2013 r. urząd wydał takie zgody 35 samorządom. W całym kraju funkcjonowało 1,6 tys. miejsc z bezpłatną siecią. Rok później o hotspoty wnioskowało 66 samorządów. Dziś jest tych internetowych punktów ponad dwa razy więcej.
Z mapy przygotowanej przez UKE wynika, że tylko w województwie lubuskim jest mniej niż 40 hotspotów, a w kujawsko-pomorskim i opolskim mniej niż 70. W reszcie kraju – w każdym województwie – jest ich już ponad sto. Co oczywiście nie oznacza, że są równomiernie rozłożone, bo wciąż sporo jest powiatów bez bezpłatnego miejskiego internetu.
Równolegle większe i popularne turystycznie miasta zaczęły wnioskować o to, by oferowane przez nie WiFi było lepszej jakości, bo internauci korzystają z aplikacji wymagających coraz większej przepustowości.
Od połowy 2015 r. decyzją UKE i na wniosek samych samorządów miejski internet może być o wiele szybszy. Limit podniesiono z 512 kbit/s do 1 Mbit/s. Początkowo buntowały się telekomy: protestowali zarówno duzi skupieni w Polskiej Izbie informatyki i Telekomunikacji, jak mniejsi z Krajowej Izby Komunikacji Etherowej. UKE podaje, że obecnie nie ma żadnych skarg na miejskie hotspoty.
Samorządy, które chcą uruchamiać hotspoty, od razu składają wnioski o maksymalne szybkości, a te, które mają je dłużej, starają się o szybszą sieć. – Wpłynęły trzy wnioski w zakresie zwiększenia limitów przepustowości łączy do 1 Mbit/s. Złożyły je: gmina miasto Kielce, gmina Rybnik oraz gmina Łowicz – tłumaczy Katarzyna Ciesielska z UKE.
Pieniądze są głównym powodem, dla którego miasta decydują się lub nie na miejskie WiFi. – Dla samorządów to tak naprawdę najprostsza i najtańsza inwestycja w informatyzację – tłumaczy Artur Krawczyk, dyrektor ds. projektów cyfrowych w Stowarzyszeniu Miasta w Internecie. – Najprostsza, bo nie wymaga rozliczania dotacji unijnych, i najtańsza, bo pomimo braku dofinansowania nie wymaga własnego wkładu. Ale to oczywiście nie oznacza, że taki miejski internet nie ma znaczenia, bo autentycznie jest przydatny mieszkańcom i turystom – dodaje Krawczyk. Dlatego miejscowości, które mają popularne lokalizacje i chcą do nich ściągnąć więcej gości, inwestują w rozwój hotspotów. Punkty z WiFi to dziś obowiązkowy element miejsc publicznych nastawionych na konsumentów i turystów.